Właśnie wróciłem z trzeciej w ciągu ostatniego roku wizyty europejskich parlamentarzystów w Kijowie. Poprzednia podróż odbyła się w sierpniu 2022 roku. Jej klimat nie był optymistyczny. Trudno było poskładać uzyskane od ukraińskich władz informacje w korzystny scenariusz.

Zwycięstwo bez alternatywy

Teraz wracam z Kijowa w lepszym nastroju niż latem. Dało się bowiem wyraźnie odczuć wzrost pewności siebie ukraińskich elit. Najkrócej można ową zmianę mentalną podsumować trzema słowami: spokój, hart, determinacja. Celowo piszę o spokoju, albowiem nie jest to determinacja straceńcza. Ukraińcy nie zachowują się jak desperaci wiedzący, że przyjdzie im zginąć i dopisać do historii zmagań z Moskwą kolejne moralne zwycięstwo.

Nie. Patrząc w przyszłość sprawiają wrażenie optymizmu i ufności, że nadchodzące wydarzenia będą kolejnymi zwiastunami zwycięstwa. Bije z nich wewnętrzna harmonia. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski imponuje odwagą i stanowczością. I choć taki właśnie był od pierwszego dnia inwazji, chwilami można było odnieść wrażenie, iż jego wiara w zwycięstwo bywa „urzędowym optymizmem”.

Nawet jeśli się mylę co do przeszłości, teraźniejszość nie pozostawia złudzeń. On nie tylko wierzy w zwycięstwo, on wie, że Ukraińcy wygrają. Jasno formułuje cele swemu narodowi. Stanowczo komunikuje się ze światem. To nie jest lider błagający o pomoc. To asertywny ataman, który wie, iż ukraińska wiktoria jest potrzebna wszystkim demokracjom. Gdyby bowiem Ukraina przegrała, jej tragiczny los odmieniłby rywalizację liberalnego świata wartości z siłami autokracji i nacjonalizmów.

Dlatego mówił do nas stanowczo, że nie ma alternatywy dla członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Kijów nie szuka dla siebie innego miejsca. To aksjomat. Nie tylko dla niego, ale również – dla Europy. To także świadectwo, iż ukraińskie władze dobrze czytają strategiczne konsekwencje ich zwycięstwa.

Kiedy Zełenski powtarza, że miejsce Ukrainy jest w NATO, nie występuje w roli petenta. On wręcz podbija stawkę oznajmiając, że zanim dojdzie do akcesji, jego kraj musi uzyskać gwarancje bezpieczeństwa od najważniejszych aliantów.

Nie jest to strategia negocjacyjna. Zełenski wie, że prawie wszyscy jego rodacy wspierają obronę kraju. Przytłaczająca większość nie dała się zastraszyć zimnem, ciemnością, głodem, mordami, torturami, bombardowaniem cywilnych celów, czy uprowadzaniem ukraińskich dzieci do Rosji. Choćby to ostatnie. Wszyscy są zgodni, że bez klęski Rosji, dzieci nie wrócą do ukraińskich rodzin.

Żądamy amunicji!

Problemem obrony nie jest wojsko. W szyku ukraińskiej armii jest około pół miliona żołnierzy! Kijów przyjmuje coraz więcej dostaw broni, która musi jednak mieć czym strzelać. Podczas rozmowy z nami Zełenski apelował przede wszystkim o dostawy amunicji. Jej potrzeba najbardziej. To kwestia kluczowa.

Kłopot polega na tym, że obrońcy używają pocisków dwojakiego rodzaju: rosyjskich (kalibru 125 i 152 mm) oraz standardu natowskiego (120 i 155 mm). Pociski do armat czołgowych kalibru 125 milimetrów mogą jeszcze produkować tylko niektóre kraje Europy Środkowej.

Trzeba zatem wysłać do Ukrainy wszystkie zapasy i wznowić produkcję aż to wyczerpania potrzeb czyli zejścia z placu boju ostatnich czołgów i armat produkcji sowieckiej i rosyjskiej. Kiedy to nastąpi? Trudno prognozować, gdyż największym dostawcą czołgów i artylerii są… Rosjanie, porzucający sprzęt na froncie.

Co do amunicji formatu natowskiego chodzi nie tylko o dostawy, lecz o rozbudowanie produkcji w krajach europejskich. I tu na wysokości zadania stanęła Komisja Europejska. Już na dniach przedstawi w Sztokholmie państwom członkowskim UE plan radykalnego zwiększenia produkcji amunicji.

Przewiduje on natychmiastowe przyspieszenie dostaw dla Ukrainy pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm z narodowych arsenałów, w zamian za rekompensatę z Europejskiego Funduszu na rzecz Pokoju. Równocześnie Europejska Agencja Obrony zaproponuje wspólne zamówienie nowej amunicji kalibru 155 mm dla krajów UE oraz ciągłych dostaw dla Ukrainy. Kolejnym krokiem będzie zapewnienie wzrostu zdolności produkcyjnych amunicji w Europie.

Salami à rebours

Ukraińcy potrzebują uzbrojenia pancernego jak powietrza. Dobrze się stało, że pierwsze polskie czołgi Leopard II trafiły już do Ukrainy. Teraz Niemców należy pytać o ich obietnice. Zachowanie Warszawy powinno pociągnąć następnych; może spowodować efekt kuli śnieżnej. Liczę, że inne kraje, dzięki sprawnemu działaniu Polski, po prostu przyspieszą przekazanie własnych czołgów.

W kwestii dostaw uzbrojenia Ukraińcy stosują taktykę salami à rebours. Zaczynali od ręcznych wyrzutni rakietowych, a kończą na samolotach bojowych. Teraz żądają amerykańskich F-16. Z nimi może być jednak kłopot z kilku powodów.

Szkolenie pilotów powinno trwać dwa lata. Oczywiście możliwe jest jego skrócenie, lecz oznaczałoby niemożność wykorzystania wszystkich atutów samolotów; łącznie z taktyką walki. Osobną kwestią jest kompetencja mechaników obsługi naziemnej.

Ostatnim etapem jest przygotowanie lotniska, przypominającego raczej sterylne laboratorium, niż bazę wojskową. Koszt jego budowy polscy piloci z Krzesin wyceniają na miliard złotych. A zapasowe lotniska? Zakładając nawet, że samoloty byłyby remontowane w Polsce, nie mogłyby one startować do misji bojowych z natowskich lotnisk, bo to oznaczałoby III wojnę światową.

Dlatego jeśli chodzi o samoloty, sensowniejszym wydaje się dziś rozwiązanie zastosowane w przypadku innej posowieckiej broni. Całe uzbrojenie wyprodukowane w byłych krajach Układu Warszawskiego wraz z amunicją, powinno trafić do ukraińskiej armii. Oni je doskonale znają i wiedzą, jak wykorzystać jego walory.

Frontowe remanenty

Państwa członkowskie NATO nie mogą jednak pozostać bezbronne. Sposób na to właśnie testuje Słowacja. Słowacka armia przekazuje posowiecką broń Ukrainie. To zestawy przeciwlotnicze S-300, śmigłowce, rakiety do wyrzutni Grad, bojowe wozy piechoty i wiele innych pojazdów opancerzonych. Słowacja przekazała już Ukrainie broń wartą 168 milionów euro. Bratysława niebawem odda również Kijowowi 10 z 11 posiadanych samolotów MIG-29. Dlaczego 10? Bo jedenasty pofrunie do… muzeum.

W zamian otrzymuje niemieckie czołgi Leopard II i zestawy przeciwlotnicze Mantis. A terytorium Słowacji strzegą już amerykańskie, niemieckie i holenderskie baterie Patriot. Bratysława podpisała już umowę na dostawy czternastu myśliwców F-16.

Gdyby taki schemat zastosować we wszystkich państwach członkowskich NATO, dysponujących jeszcze sowieckim i rosyjskim sprzętem, wszyscy (łącznie z Ukrainą) pożegnalibyśmy się z nim raz na zawsze. Dzięki temu wszelkie europejskie arsenały zapełnione byłyby amunicją standaryzowaną w Sojuszu.

I jeszcze jedno: czy Słowacy, za przyczyną oddania starych militariów, czują się bardziej zagrożeni? Minister spraw zagranicznych Rastislav Káčer twierdzi, że Słowacja jest dziś bezpieczniejszym krajem w mniej bezpiecznym świecie. Uzupełnia go czeski pułkownik Karel Navratil, dowodzący międzynarodową grupą bojową NATO, składającą się z żołnierzy z USA, Niemiec, Polski, Holandii, Słowenii i Czech: „Przekaz jest prosty. Naszym zadaniem jest odstraszanie od rozszerzenia agresji na kraje NATO.” Z kolei według ministra obrony Jaroslava Nada; „Ukraina broni się przeciw rosyjskiej agresji, a to jest zgodne z interesem narodowym Słowacji. Dlatego przekazanie maszyn Ukrainie jest korzystne i dla Ukrainy, i dla Słowacji.”

Oczekiwana przez Kijów dostawa samolotów F-16 musi natomiast poczekać na decyzję Waszyngtonu, tak jak o czołgach Leopard II, pod głównie polską presją, decydował Berlin.

Wymiar globalny

Kwestią ostatnią z pilnych są remonty i produkcja nowego sprzętu. Uważam, że wobec metodycznego niszczenia ukraińskiego przemysłu przez rosyjskie naloty, warto zastanowić się nad racjonalnością przeniesienia ich produkcji na terytorium NATO. Wiem, że nie jest to operacja prosta. Dowodzą tego chociażby nieporozumienia w kwestiach remontowych.

Uważam jednak, że wobec tragicznego losu Ukraińców oraz groźby przeniesienia wojny na teren NATO, nie ma miejsca na standardy długotrwałych negocjacji biznesowych. Decyzje muszą zapadać natychmiast. Tak samo w sprawie samolotów bojowych, jak i rozpoczęcia negocjacji o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej.

Bo dziś prawie cały wysiłek pomocy dla walczącej Ukrainy wynika z obietnicy prezydenta Joe Bidena „America is back!” Przekonuje on, że wojna – choć izolowana - nabrała już globalnego wymiaru, jako scena krwawego boju demokracji z autokracją.

Prezydent Wołodymyr Zełenski przypominał nam, że to Ukraina broni europejskich wartości. Wiemy o tym nie od dziś. Wiemy, że Ukraińcy płacą krwią za jednoznaczny wybór wolnego świata. Rozumiemy, że konieczne są specyficzne dla Ukrainy drogi szybkiego dojścia do członkostwa w UE i NATO. Czas najwyższy, by nasza świadomość powagi sytuacji, zaowocowała odważnymi decyzjami.

Opinie

Kto da im skrzydła?

Etyka dobromyślności

Państwo bez głowy

Władza silniejsza niż nienawiść

To nie koniec bitwy o Śląsk

Czarne dwa lata polskiej edukacji

Ojczyzna

Tylko klęska Putina zapewni pokój

„Polacy, pamiętajcie o Białorusi”*

O mądrości

Jak trwoga to do samorządów

Kto zatruł Odrę?

Polityka, Kościół, wybory

Historia według Roszkowskiego

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Bezpieczeństwo, wolność, jedność

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Prawdziwa skala drożyzny dopiero przed nami!

Czuły patriotyzm

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma