Wydarzenia

Jantos: Czy polityka jest w kostce masła? (Kobiety a polityka) Data dodania: CZWARTEK, 29 LIPCA 2010

MAŁGORZTA JANTOS

Pytanie zdawałoby się bezsensowne. Zresztą większość z nas wykrzywia się przy słowie polityka i mówi, że to po prostu nieinteresujące. Wielki filozof starożytności, Arystoteles pisał, iż każdy człowiek jest zwierzęciem politycznym i zainteresowanie polityką leży w jego naturze. Zapewne w naturze mężczyzny. Ale czy i kobiety? Może jest tak, że udajemy, iż polityka nas nie interesuje tak samo, jak nie interesuje nas przejmowanie funkcji prezesów, dyrektorów, prezydentów. Potem przyjmujemy stanowiska zastępców naszych szefów i ciężko pracujemy na ich dobrą opinię. Tak więc wiele zadań jest jeszcze przed nami: musimy, mając na uwadze nasz profesjonalizm i predyspozycje umieć walczyć o miejsca godne ich prezentacji. Wtedy też może się okazać, że pojmiemy tezę mówiącą, iż polityka jest w kostce masła i w słoiczku kremu. Ponieważ polityka jest wszędzie i trudno się przed nią schować. Kiedy pojawi się polityk, który uzna ową kostkę masła i krem do twarzy za środki luksusowe - napisze ustawę kwalifikującą je do grupy, za którą przyjdzie nam płacić podatek na przykład 60% - to wtedy może się okazać, że lepiej głosować na tego, który uzna, że trzeba pobierać podatki zrównane, bez wyróżnień. Należy posłuchać, co mówią politycy, i co może wyniknąć z przejęcia przez nich władzy. A może po prostu dobrze byłoby przejąć pewne decyzje i podejmować je bezpośrednio przez nas? Kiedy w Sejmie mówi się o aborcji czy zapłodnieniu in vitro, to nie są to problemy tylko i wyłącznie wyrażane głosami i umysłami męskimi. Może ktoś zapytałby kobiety, co one o tym myślą? Pisze się i mówi, że rząd rozpatruje sprawy w imieniu Polaków, pod kątem ich potrzeb i oczekiwań. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy słyszalny jest głos kobiet i mężczyzn, czy też po prostu Polaków. Czy poza rozróżnieniem na opcje partyjne w polityce istnieje różnica pomiędzy interesami wynikającymi z potrzeb kobiet i mężczyzn. Jeśli nie istnieje, to wszystko jest dobrze, a jeśli istnieje?

Można zadać pytanie – po co w ogóle kobiety w polityce? Otóż po pierwsze choćby dlatego, że stanowią połowę społeczeństwa. Po drugie kobiety nieco inaczej traktują rzeczywistość, mają odmienne doświadczenia i potrzeby. To połowa widzenia świata i jestem przekonana, iż są to względy w pełni zasadne dla wprowadzenia parytetów. Nasza scena polityczna coraz bardziej przypomina wojnę prowadzoną przez młodych mężczyzn. Być może niedługo przyjdzie nam się upominać o parytety dla ludzi, którzy ukończyli 45 – 47 rok życia. Trzeba poszukać sposobu, by wyhamować to zjawisko, ponieważ liczenie na to, że ktoś, kto ma władzę – podzieli się nią - jest naiwnością. Społeczeństwa nietraktujące z szacunkiem doświadczenia swoich obywateli zmierzają ku niedobrym rozwiązaniom. Świat powinien być budowany na świeżości i odwadze młodości, ale i na doświadczeniu i pamięci starszych pokoleń, na potrzebach mężczyzn i kobiet.

Kwoty i parytety funkcjonują w różnych demokracjach od dawna. Zwykle wchodzą one w grę, gdy zadaje się konkretne pytania dotyczące sposobu budowy społeczeństwa obywatelskiego. Parytet to sposób na pokazanie kobietom, że mogą walczyć o stanowiska, to  zachęcenie ich, by podejmowały wysiłek . Mimo dwudziestu lat nowych, poskomunistycznych czasów ciągle jesteśmy na początku budowania społeczeństwa obywatelskiego. W tym działaniu znajduje się także wprowadzenie regulacji kwotowych. Być może z czasem będzie tak, jak choćby dzisiaj jest w krajach skandynawskich. Dzięki parytetom kobiety umocniły tam swoją pozycję, pokazały swoje możliwości, a następnie odstąpiły od potrzeby stosowania parytetów.

Interesujące jest to, że za parytetami opowiadają się kobiety, które od dawna funkcjonują wewnątrz polityki, przeciw zaś są te “z zewnątrz” i oczywiście mężczyźni. Parytet poszerza wolność, ponieważ pozwala na dokonywanie wyboru nie tylko pomiędzy mężczyznami - tradycyjnie nominowanymi przez innych mężczyzn, ale również pomiędzy mężczyznami i kobietami, które nigdy nie znalazłyby się na listach wyborczych, gdyby nie mechanizm kwotowy.

W Belgii w roku 1994 przyjęto prawo, że jedna płeć nie może stanowić więcej niż ¾ ogółu kandydatów. W Słowenii na listach wyborczych do parlamentu europejskiego musi się znaleźć 40 % kobiet. W Danii wszelkie rady, komitety, komisje sektora publicznego muszą składać się w równym stopniu z kobiet i mężczyzn. W Niemczech od 1994 roku funkcjonuje prawo zobowiązujące wszystkie podmioty  nominujące do wysuwania kandydatów obu płci na każde stanowisko. Francja w latach osiemdziesiątych wprowadziła zasadę nie więcej niż ¾ kandydatów jednej płci. Później zapis ten zakwestionowano i doprowadzono do równego podziału. Większość państw wprowadziła parytety, my Polki walczyłyśmy o 30% i przepadłyśmy. Niektórzy mówią, że kiedy pojawią się parytety, w polityce znajdą się mało interesujące, bylejakie kobiety. Można zapytać z sarkazmem: czy będzie to kosztem wybitnych mężczyzn? Teza zakłada apioryczną doskonałość każdego mężczyzny w polityce. Założenie jest błędne i wiemy o tym wszyscy ci, którzy są obserwatorami i ci, którzy są konstruktorami polityki. 

Małgorzata Jantos - radna Miasta Krakowa, pracownik naukowy UJ, przedsiębiorca.

 

Powrót do listy aktualności