14/05/2012
W tekście „Zderzenie pokoleń” opublikowanym w „Polityce” (19/2012) prof. Janusz Czapiński w rozmowie z Jackiem Żakowskim podnosi temat przystosowania dzisiejszej młodzieży. 20-latkowie nie pasują dziś do Polski. „Rodzin nie zakładają, do struktur się nie włączają, mieszkań nie kupują, stałej pracy nie mają. Z tego pokolenia 15 proc. – podobnie jak Doda – twierdzi, że w ciągu najbliższych 2 lat wyjadą” – mówi prof. Czapiński.
Czy istnieje jednak specyfika młodych z terenów wiejskich? Jakie wartości wyznaje młode pokolenie na wsi? Czy są one różne niż ich rówieśników z miasta? Odpowiedź na te pytania będzie ważna dla lepszego przygotowania instrumentów wsparcia młodzieży. Również ze środków unijnych kierowanych na wieś.
Przygotowany w ubiegłym roku w Zespole Doradców Prezesa Rady Ministrów pod redakcją prof. Krystyny Szafraniec raport „Młodzi 2011” młodzież traktuje jako kapitał. Kapitał, gdyż młodość charakteryzuje innowacyjność i czynnik sprzyjający zmianom – piszą eksperci.
Diagnozę młodzieży na wsi prezentuje również raport przygotowany przez Pracownię Badań i Innowacji „Stocznia” na zlecenie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Autorzy raportu „Młodzież na wsi” wskazują, że młodzież wiejską i miejską mniej różnią postawy i działania, a dużo bardziej możliwości tworzone przez otaczającą ich infrastrukturę. Zasadnicze różnice dotyczą dostępu do rozmaitych miejsc tj. szkolnych gabinetów profilaktyki zdrowotnej, kin i teatrów oraz organizacji młodzieżowych.
Co jednak wydaje się szczególnie ważne przy dyskusji o różnego rodzaju programach pomocowych kierowanych do młodzieży wiejskiej, to zasadnicze zróżnicowanie samej młodzieży na wsi. Szereg podgrup wewnątrz, wydawać by się mogło jednolitej grupy o nazwie „młodzież z terenów wiejskich”, to mit. A różnice pomiędzy nimi są często dużo istotniejsze niż tradycyjny podział na miasto i wieś. Niepokoi, że według badaczy młodym brakuje wiary we własne siły i możliwości, szczególnie poczucia sprawczości i możliwości działania w lokalnej społeczności.
Obecnie trwa debata o reformie Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) i kształcie polityki na okres 2014-20. Jednym z priorytetów jest doprowadzenie do zmian pokoleniowych w Europie. Teraz jedynie 14 proc. rolników Unii nie ukończyło 40-go roku życia. Zaledwie 6 proc. ma poniżej 35 lat. Nie inaczej jest w kraju. Jedynie niewielki odsetek użytkujących gospodarstwa rolne (7,4 proc.) nie przekroczyło 30 lat.
Młodzi powinni w większym stopniu wziąć udział w trwającej dyskusji o reformie WPR. Ze środków PROW 2007-2013 dostępne są dzisiaj premie dla młodych rolników. Któż nam zabroni przygotować kolejne instrumenty wsparcia w płatnościach bezpośrednich, pomocy krajowej czy środkach Wspólnej Polityki Rybołówstwa po 2014 roku? Nie tylko młodzi rolnicy, rybacy ale również młodzi naukowcy, doktoranci, przedsiębiorcy, menadżerowie.
Chyba już czas, aby młodzi nie czekali na gotową, opracowaną przez „starszych” politykę. Czas aby aktywnie włączali się w proces jej kształtowania. To właśnie ich – nas, młodych – reforma będzie dotyczyć.
17/04/2012
W wielu miejscach trzeba będzie ponownie zaorać rzepak czy zboża. Doradcy rolni starają się podpowiadać rolnikom, co zrobić w takiej sytuacji. Według ekspertów Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, problemem mogą okazać się zastosowane na jesieni opryski herbicydami.
Jeśli herbicydy, to co wtedy?
Tam gdzie stosowane były popularne herbicydy, dla zmniejszenia niebezpieczeństwa uszkodzeń sadzonych roślin zaleca się orkę na głębokości nawet do 20 cm. Różnice w zaleceniach przesiewu wynikają z zastosowanej substancji aktywnej herbicydu.
Inaczej z kolei wygląda sytuacja, gdy na polach stosowane były efektywne mikroorganizmy.
Według szacunków Stowarzyszenia EkosystEM – Dziedzictwo Natury, już blisko 50 tys. rolników w kraju stosuje efektywne mikroorganizmy (EM).
Efektywne mikroorganizmy
EM skompletował w początkach lat osiemdziesiątych profesor ogrodnictwa Teruo Higa w Japonii na wyspie Okinawa. Na ten zestaw mikroorganizmów składają się różne szczepy bakterii o działaniu probiotycznym i antyutleniającym.
EM reprezentują szeroki wachlarz narzędzi biologicznych. Są to głównie wyspecjalizowane enzymy, posiadające zdolność przekształcania trujących i uciążliwych związków w ich pożyteczne formy. Eksperci wskazują, że w efekcie stosowania pożytecznych mikroorganizmów, następuje podwyższenie jakości upraw.
„Wprowadzanie naturalnych metod w rolnictwie może poprawić również rentowność gospodarstwa i obniżyć koszty produkcji rolnej” – mówi Sławomir Gacka, dyrektor Krajowego Centrum Mikroorganizmów.
Mrozu nie sieją
W wyniku złego przezimowania w kraju wymarzło około 25 proc. ozimin. Resort rolnictwa szacuje, że straty dotknęły blisko 1,4 mln hektarów upraw. Największe straty odnotowano na terenie woj. wielkopolskiego, kujawsko-pomorskiego, lubelskiego i łódzkiego.
W drugiej połowie stycznia odnotowano spadki temperatury dochodzące do -25 st. C i niżej. Niska temperatura utrzymywała się także w lutym. Nawet w bardzo zimnych i bezśnieżnych warunkach, zahartowane rośliny mogą przetrwać.
Z powodu braku opadów, w wielu rejonach kraju posadzone rośliny zostały zniszczone. Natomiast tam, gdzie przezimowały, zmniejszyła się liczba roślin na metr kwadratowy.
Doświadczeni klęskami żywiołowymi
Ostatnimi czasy rolnictwo rokrocznie doświadczane jest klęskami suszy, powodzi, gradobicia czy przymrozków. Ubiegły rok był szczególnie trudny dla polskiego rolnictwa. Również w 2010 roku w wyniku klęski suszy, a następnie powodzi i podtopień, zalanych zostało blisko 123 tys. gospodarstw rolnych o powierzchni 780 tys. hektarów.
Jeszcze we wrześniu 2010 roku wprowadzono do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich nowe działanie: „Przywracanie potencjału produkcji rolnej zniszczonego w wyniku wystąpienia klęsk żywiołowych oraz wprowadzenie odpowiednich działań zapobiegawczych”.
Dotychczas czterokrotnie przeprowadzano nabory na to działanie. W sumie z wsparcia skorzystało ponad 1,4 tys. rolników na łączną kwotę 88 mln złotych. Dobrze, że taki „mechanizm obronny” istnieje.
02/04/2012
Wiesław Myśliwski opisuje inny świat: polską wieś. To świat niepodobny do wielkomiejskiego. Tu warunki środowiska kształtują inny tryb życia, odrębny kanon wartości
W swoich książkach opisuje chłopską wiarę i zasady. Obyczaje i nawyki. Na przykład, na święta wiejska izba musi być wybielona, a pierzyny pachnące krochmalem. I placek na święta też być musi, „bo jak jakież to święta bez placka, choćby pośledniego”.
Wiesław Myśliwski – dwukrotnie uhonorowany literacką nagrodą Nike twórca literatury chłopskiej – znany jest z powieści „Kamień na kamieniu”, „Traktat o Łuskaniu Fasoli” i „Widnokrąg”. Ostatnio została wydana książka „Nagi sad”, która była debiutem autora z 1967 roku. Tytułowy sad jest nieduży. Kilka jabłoni, śliw i zdziczałe wiśnie. W tym sadzie bawi się syn z ojcem. Wtedy jawi się on młodemu bohaterowi jako wielki las. Z upływem czasu jest nagi, jesienny i odarty z liści.
Na podstawie fragmentu „Nagiego sadu” powstał w 1971 roku film „Przez dziewięć mostów”. Autorem scenariusza był sam Myśliwski. W filmie przedstawiona jest przejmująca historia z życia chłopskiej rodziny. Kiedy wszystkie sposoby ratunku zawodzą, wedle rad starszych jedynym ratunkiem dla chorego niemowlęcia jest przejście przez matkę z dzieckiem na ręku przez dziewięć mostów. Nikt jednak nie może jej pomóc w drodze, zwłaszcza ponieść dziecka. Kiedy kobieta słabnie, ojciec – w tej roli Franciszek Pieczka – obija matce kijem gołe stopy, by szła dalej. I tak aż znajdą ostatni most i przez niego przejdą. Żeby szczęśliwie uratować malca.
„Nagi sad” to wspomnienia dojrzałego już młodzieńca, który po okresie nauki w mieście wraca do rodzinnej wsi, żeby podjąć pracę nauczyciela w szkole. We wsi czeka na niego ojciec. Ojciec, który ani nie czyta, ani nie pisze. Nie chce się też nauczyć. Mimo że czytał, kiedy młody nauczyciel był jeszcze dzieckiem. Najprawdziwiej w świecie czytał, nie gorzej niż teraz już dorosły syn. Czytał tak prawdziwie, że nikt by nie odgadł, że ojciec czytać nie potrafi. Zapamiętany z dzieciństwa podziw dla ojca pozostaje w pamięci syna na długo. Tymczasem on, duma ojca, jakoś nie może odnaleźć się na wsi po miejskich naukach. Bo wrócił tu odmieniony.
Książki Myśliwskiego przepełnione są opisami wsi. Jej krajobrazu, sposobu gospodarowania i dziedzictwa duchowego rolnika oraz tożsamości ukształtowanej przez stały kontakt z naturą. Kontaktu z ziemią. Właśnie związek z ziemią wydaje się najważniejszym elementem kultury wiejskiej. „Dla żniw podobno sam Pan Bóg miał podobnie mieć wyrozumienie, bo kiedy się raz pewien człowiek dostał przez Jego oblicze, a ten powstał na niego, że nie dopełnił pokuty, chłop rzekł: ‘Panie Boże, żniwa miałem’. I zawstydził się Pan Bóg” – pisze Myśliwski w „Nagim sadzie”.
Dla czytelnika każde spotkanie z utworem Myśliwskiego jest okazją do zatrzymania się na chwilę i zatopienia w kulturę wsi. Kulturę, z której można uczyć się budowania związku z miejscem, w którym się żyje. Uczyć się też traktować dziedzictwo, szczególnie kulturowe, jak wartość, która służyć może rozwojowi. Bo przecież dzisiejsza fascynacja nowoczesnością nie musi wcale oznaczać porzucenia własnej tożsamości oraz negowania przywiązania do miejsca, w którym żyjemy. Każdy jednak musi sam ocenić, co dziś jest tym dziedzictwem kultury wiejskiej.
25 marca przypadła 80-ta rocznica urodzin Wiesława Myśliwskiego. Jeszcze raz – wszystkiego najlepszego! Teraz czekamy na kolejną książkę. Jeszcze w tym roku.
21/03/2012
Mieszkańcy stolicy wydają się coraz częściej tęsknić za tradycją
W „Res Publice Nowej” Andrzej Muszyński w tekście „Miastowieś” przedstawia obraz kultury dzisiejszej wsi, posiłkując się raportem Narodowego Centrum Kultury „Stan i zróżnicowanie kultury wsi i małych miast w Polsce”. Obraz wiejskiej kultury rysuje się ponuro – „przede wszystkim na wsi nie ma kultury. Na wsi, zdaniem jej mieszkańców, jest natura”.
Jak wygląda czas wolny na wsi? – „Orlik, grabki, grill, piwko, TV, Polsat odbiera”. Gdzie indziej: „Szela nie żyje, Lepper wiadomo, święty spokój. »Ranczo« leci, sielanka” – pisze Muszyński. Nie wiem tylko, czy autor ma na myśli wieś, czy raczej mieszkańców miast zamieszkujących wieś?
Zbyt pochopne jest generalizowanie obrazu wsi. Wiesław Myśliwski w „Traktacie o Łuskaniu fasoli” pisze tak: „Kiedy ludzi może coś podzielić, zawsze się podzielą”. I chyba jest podobnie również w temacie postrzegania kultury. Tej wiejskiej, ludowej i chłopskiej. Myśliwski w swojej powieści ustami bohatera pyta, kto dzisiaj odróżni żyto od pszenicy, pszenicę od jęczmienia. Na wszystko mówi się „zboże”. A proso, kto dziś rozpozna proso na polu?
Jest coś na rzeczy i dotyczy to właśnie kultury wsi. Trudno dzisiaj odróżnić ją od kiczu i tandety. Problem to o tyle ważny, gdyż wraz z kulturą ludową ocieramy się o korzenie i narodową tradycję.
Skarby narodu
Czy komuś się podoba, czy nie Polska wieś skrywa skarby narodu: język, kulturę, obyczaj oraz chrześcijańskie tradycje. Tradycję odziedziczoną w krajobrazie, kulturze, obyczaju, architekturze, w sposobach uprawy ziemi i produkcji żywności. Tradycję polskiej wsi rozumianej jako pielęgnowanie ziemi, zwyczajów rodzinnych, religijnych i patriotycznych. W sposobach życia i działania wspólnot wiejskich. Korzenie i tradycja na wsi kolorowe są poprzez swoją wielokulturowość. Na wsi, bardziej niż w gąszczu miasta, widać przenikanie kultury katolickiej, prawosławnej, tatarskiej czy muzułmańskiej.
Plac Defilad w centralnym miejscu stolicy zdobi Pałac Kultury i Nauki. Dzisiaj ten wysokościowiec zbudowany w stalinogotyku kojarzony jest raczej z centrum wystawienniczym. Z kultury zaś w Symbolu Wieczystej Przyjaźni zostało niewiele. Tymczasem mieszkańcy stolicy wydają się coraz częściej tęsknić za tradycją.
Slow food i biobazar
W mieście tworzą się zalążki wsi. Organizuje się imprezy zdrowej żywności, na których kupić można wysokojakościowe wiejskie produkty. Mieszkańcy miasta uczestniczą w prestiżowych klubach „Slow Food”. Targi zdrowej żywości (biobazary) przyciągają tłumnie mieszkańców stolicy.
„Wiejskość” nabiera znaczenia „jakości”. Wiejskie jajka, wiejskie mleko, wiejski serek itp. A tymczasem, w małych miastach buduje się co rusz nowe dyskonty, zapominając o tradycyjnym polskim jedzeniu. Zakupy robi się szybko i w markecie.
Dzisiaj kultura wkracza do życia codziennego, stając się dziedziną ekonomii. Obejmuje reklamę i media, jak i sposób spędzania wolnego czasu. Czasu spędzanego wspólnie, bo bycie razem to podstawowa cecha ludzka. Tu widać szczególnie linię podziału na aglomeracje i prowincję.
Autorzy analizy „Kultura Miejska w Polsce” wydanej w 2010 roku przez Narodowe Centrum Kultury wskazują, że wielu mieszkańców dużych miast pozytywnie odnosi się do tzw. kultury ludowej – „respondenci niekiedy lubią folk i twórczość etniczną. Przeważnie jednak mieszkańcy miasta nie tolerują folkloru polskiego, bo jest kojarzony z festynami i masowością” – czy aby na pewno? Muzyka Zakopower i Brathanków jest wciąż na topie, a nagroda muzyczna Fryderyki 2010 powędrowała do Kapeli ze Wsi Warszawa.
Turystyka Hobbitem stoi
Świat dawno już postawił na kojarzenie tradycji z nowoczesnością. Fundamentem przemysłu turystycznego i podstawą rodzącego się przemysłu dziedzictwa kulturowego jest tradycja i kultura wiejska. Jak zatem wdrożyć u nas w życie to, co staje się domeną naszych zachodnich sąsiadów?
Godne polecenia są przykłady wiejskiej przedsiębiorczości, tzw. wiejskie wioski tematyczne. Choć jeszcze daleko nam od promocji lokalnej tradycji, powstają bowiem wioski tematyczne Hobbitów (sic!), ważne, że te małe przedsiębiorstwa angażują całe wsie, dając pracę lokalnej społeczności.
Turystka może być szansą dla wielu terenów wiejskich w ich rozwoju. Dla mieszkańców zaś źródłem dodatkowego, pozarolniczego dochodu. O znaczeniu i randze turystyki świadczy rosnąca ilość miejsc pracy w turystyce i generowanych dzięki niej kolejnych w innych sektorach (usługi i infrastruktura).
Według danych GUS, w kraju jest blisko 8 tys. kwater agroturystycznych i 15 tys. miejsc noclegowych. Dzięki wsparciu środków unijnych na rozwój obszarów wiejskich liczba ta stale rośnie. Przewagą konkurencyjną terenów wiejskich cennych przyrodniczo może stać się agroturystyka i produkcja ekologiczna wysokojakościowych produktów rolnych.
Dziś musimy znaleźć czas na dokumentowanie i odtwarzanie kultury ludowej i obyczajów poszczególnych regionów czy krain, ich baśni i zabaw ludowych. Oblegane przez tłumy turystów Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie niech będzie dobrym przykładem tego, jak kultura może przynosić zyski.
27/02/2012
Bez oferty programowej nawet najlepiej przygotowana inwestycja, jak Orlik czy świetlica wiejska, będzie świecić pustkami
„Dziennik Gazeta Prawna” alarmował ostatnio, że wiejskie świetlice wybudowane z unijnego programu Odnowa wsi stoją puste. Cieszy, że skutkiem publikacji ministerstwo rolnictwa przyznało, że można je wynajmować. Pod warunkiem, że gmina nie uzyska z tego tytułu przychodu większego niż wkład własny w projekcie.
2,5 mld złotych na projekty
Projekty służące zachowaniu dziedzictwa kulturowego i specyfiki obszarów wiejskich w jednej miejscowości dofinansowane są w kwocie 500 tys. złotych. Pochodzą z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13. Najczęściej realizowanym projektem jest adaptacja istniejących budynków, np. szkoły wiejskiej, do nowego celu użyteczności publicznej. Takim celem jest Wiejski Dom Kultury.
W ramach projektów powstają również centra lokalnej tradycji, często połączone z szeroko pojętą agroturystyką. Także: ścieżki rowerowe, trasy turystyczne, boiska i place zabaw. O środki wnioskują gminy wiejskie. Pośród beneficjentów są też GOK-i (gminne ośrodki kultury), a także parafie – środki wspierają renowacje wiejskich kapliczek i budynków architektury sakralnej. Do wydania z PROW pozostała jeszcze prawie połowa środków z przewidzianych 2,5 mld złotych.
Program Odnowy wsi realizowany był również w poprzedniej perspektywie finansowej. Ze środków Sektorowego Programu Operacyjnego „Restrukturyzacja i modernizacja sektora żywnościowego oraz rozwój obszarów wiejskich 2004-2006” skorzystało 1,2 tys. gmin. Czasami w jednej gminie realizowano nawet kilka projektów.
Odnowa wsi tylko z pomysłem
Program unijny Odnowa wsi cieszy się zainteresowaniem. Bez wsparcia unijnego nie można byłoby udźwignąć ciężaru tego typu inwestycji. Mówiąc „inwestycje”, mamy na myśli zazwyczaj inwestycje „twarde”: budowę, remont czy zakup. Te elementy nie powinny jednak przesłaniać istoty szeroko rozumianej rewitalizacji wsi. Warunkiem powodzenia projektu będzie dodatkowo element „miękki” inwestycji, polegający na rozwoju umiejętności i kwalifikacji.
Kompletny program odnowy wsi nie powinien zatem służyć wyłącznie w celu remontu, czy modernizacji opuszczonych budynków i podreperowania budżetów lokalnych instytucji kultury. Elementem niezbędnym stanie się kompleksowy proces animacji i współpracy społeczności lokalnej przy tym projekcie. Bez oferty programowej i pomysłu, nawet najlepiej przygotowana inwestycja, jak Orlik czy świetlica wiejska, będzie świecić pustkami. Jeśli zadbamy o komponent „miękki”, wtedy lokalny projekt świetlicy wiejskiej realnie wpłynie na poprawę jakości życia na obszarach wiejskich.
Dobre i złe praktyki
Sukces realizacji projektów z Odnowy wsi zależy od kondycji i przygotowania rodzimych samorządów. Najgorzej niestety, kiedy to kalendarz wyborczy decyduje o realizacji inwestycji. Promuje się najlepsze projekty, dostają nagrody w konkursach, choćby w tym organizowanym przez ministerstwo rolnictwa „Przyjazna wieś”.
Utworzenie Słowińskiego Centrum Kultury Regionalnej w Klukach w woj. pomorskim czy Centrum Kulturalno – Historyczne wsi Dobków w woj. dolnośląskim – to jedne z wielu przykładów udanych projektów finansowanych z pomocą funduszy unijnych. Na popularyzację zasługuje również realizowany od 1997 roku Regionalny Program Odnowy Wsi w woj. opolskim.
A co z projektami – niewypałami? Może, śladem filmowych Złotych Malin przyznawanych kiepskim filmom, należy wymyślić konkurs na najgorszy projekt infrastrukturalny z udziałem środków UE?
Tymczasem reagujmy, gdy to konieczne, usprawniając realizację programów. Szczególnie tych, w które włożono unijne środki pomocowe. Warto promować najlepsze przykłady dobrze wykorzystanych środków UE. Niech staną się czymś więcej, niż dobrą praktyką – niech staną się obowiązującym standardem.
CZYTAJ TAKŻE: ” Rozwój przedsiębiorczości szansą polskich obszarów wiejskich”
06/02/2012
Tak jak w Polsce międzywojennej, głównym problemem społecznym i gospodarczym obszarów wiejskich pozostaje brak pracy
W lutym przypada 75. rocznica ogłoszenia budowy Centralnego Ośrodka Przemysłowego (COP). Inwestycja, której inicjatorem był ówczesny minister skarbu i wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, objęła swoim obszarem 15 proc. powierzchni kraju i 18 proc. mieszkańców ówczesnej przedwojennej Polski. W COP pracę znalazło ponad 100 tys. osób. Głównie ludność wiejska z terenów południowo-wschodniej Polski.
Celem powstania COP było przede wszystkim zwiększenie ekonomicznego potencjału kraju oraz rozbudowa przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego II Rzeczpospolitej. Tereny dawnej Galicji cechowały się dużym bezrobociem na wsi. Dlatego budowniczym COP zależało również na ograniczeniu i likwidacji bezrobocia oraz przeludnienia wsi. Nadmiar siły roboczej na tym terenie szacowano na 500-700 tys. osób.
Dzisiejsza wieś niczym nie przypomina tej z okresu międzywojennego. Głównym problemem społecznym i gospodarczym obszarów wiejskich wszakże pozostaje brak pracy. Pomimo znaczącej poprawy sytuacji na rynku pracy w ostatnich latach nadal w dużej liczbie powiatów w kraju stopa bezrobocia odbiega od średniej krajowej. Według GUS, najgorsza sytuacja pod względem wysokiego bezrobocia występuje w trzech województwach, które jednocześnie charakteryzują się najwyższymi wskaźnikami bezrobocia, przewyższającymi poziom krajowy. Są to województwa: warmińsko-mazurskie, kujawsko-pomorskie i zachodniopomorskie.
Dochody rolników rosną, lecz wciąż są o 30 proc. niższe niż w mieście. Według Eurostatu, w 2011 roku w Polsce wartość realna dochodu rolniczego w przeliczeniu na osobę pełnozatrudnioną zwiększyła się w stosunku do roku ubiegłego o 14,2 proc. Ale już o 74 proc. wzrosły dochody rolnicze od wstąpienia do Unii w 2004 roku. Tereny wiejskie w najbliższych latach będą szybko nadrabiać dystans w zakresie rozwoju gospodarczego w stosunku do miast. Stanie się to głównie dzięki dopłatom rolniczym i środkom na modernizację wsi z PROW, a wcześniej SPO i programu SAPARD.
W okresie programowania budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-20 dystans ten może znacznie się zmniejszyć. Eksperci wskazują, że programy pomocowe kierowane na tereny wiejskie po 2013 roku powinny zawierać większą liczbą dostępnych działań modernizacyjnych.
Jednym z warunków rozwoju wiejskiego biznesu będzie zwiększenie dostępności mieszkańców wsi do internetu. Według autorów Diagnozy Społecznej 2011, dystans między miastem a wsią w dostępie do internetu zmniejsza się. Ogółem 65 proc. mieszkańców miast korzysta z internetu. Tymczasem na wsi blisko połowa, podczas gdy w Skandynawii wskaźnik ten przekracza 90 proc.
Dodatkowo, jak wskazują statystyki, duża część z osób mających dostęp do internetu nie widzi potrzeby korzystania z sieci bądź nie posiada odpowiednich umiejętności. Dlatego wciąż szanse na samozatrudnienia nie związane z działalnością rolniczą są u nas mniejsze, niż poza Polską. Działania te zwiększą dostępność pozarolniczych miejsc pracy dla mieszkańców wsi.
Kierunek zmian wydaje się oczekiwany przez polską wieś. Potwierdzają to wyniki ubiegłorocznego badania TNS OBOP, przeprowadzonego na zlecenie ministerstwa rolnictwa. W badaniu tym aż 43 proc. rolników wskazało, że w pierwszej kolejności należy poprawić dostęp do pozarolniczych miejsc pracy.
CZYTAJ TAKŻE: ” Rozwój przedsiębiorczości szansą polskich obszarów wiejskich”
30/01/2012
W końcu ubiegłego roku na spotkaniu w resorcie rolnictwa powołano związek stowarzyszeń Polska Sieć LGD – w skrócie „PSL”
W końcu ubiegłego roku na spotkaniu w resorcie rolnictwa powołany do życia został związek stowarzyszeń Polska Sieć LGD – Federacja Regionalnych Sieci LGD – w skrócie „PSL”. Cel organizacji to reprezentacja lokalnych grup działania (LGD) i wypracowywanie rozwiązań w zakresie wdrażania podejścia Leader i Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13.
Na poziomie unijnym organizacja zamierza aktywnie uczestniczyć w Europejskim Stowarzyszeniu Leader ds. Rozwoju Obszarów Wiejskich ELARD (ang. European Leader Association for Rural Development), które reprezentuje interesy ponad sześciuset lokalnych grup działania Leader z całej Unii.
Walka z bezrobociem na wsi
Badania rynku pracy potwierdzają tezę o szczególnie niekorzystnej sytuacji ludności wiejskiej na rynku pracy. Zdecydowanie najwyższa stopa bezrobocia na obszarach wiejskich dotyczy młodzieży. Według GUS, co piąta młoda osoba na wsi pozostaje bez pracy. Dane o liczbie rejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych nie uwzględniają dodatkowo tzw. ukrytego bezrobocia. Bezrobocia szczególnie istotnego pośród ludności pracującej poza rolnictwem. Zjawisko to w dużym stopniu determinuje oficjalne statystyki wiejskie, czyniąc je korzystniejszymi niż są one w rzeczywistości.
W ubiegłym tygodniu rząd przyjął stanowisko do unijnego pakietu legislacyjnego dotyczącego rozporządzeń dla polityki spójności na lata 2014-20. Rząd pozytywnie ocenił propozycję wspólnego programowania strategicznego po 2013 roku funduszami spójności i środków na rolnictwo oraz rybołówstwo. Wśród propozycji przepisów na szczególną uwagę zasługują rozwiązania dotyczące unijnego programu Leader.
Pod koniec ubiegłego roku Komisja Europejska zaprezentowała pakiet rozwiązań legislacyjnych określających w okresie programowania 2014-20 warunki i tryb wsparcia lokalnego rozwoju ze środków spójności oraz środków Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) i Wspólnej Polityki Rybołówstwa (WPRyb). Nowością będzie wsparcie lokalnych partnerstw publiczno-prywatnych działających w ramach inicjatywy Leader w sposób zintegrowany. Po 2013 roku w ramach Leader możliwa będzie realizacja projektów skierowanych do lokalnej społeczności wiejskiej również z funduszy polityki spójności, szczególnie Europejskiego Funduszu Społecznego.
Ponad miliard euro wydatkowanych zostanie do 2013 roku na działania Leader z funduszu wiejskiego i rybackiego. Program Leader polega na stosowaniu oddolnego podejścia w realizacji drobnych, lokalnych inicjatyw służących rozwoju wsi zamiast tradycyjnego podejścia odgórnego. Środki Leader skierowane są do wiejskich organizacji pozarządowych i przedsiębiorców prowadzących swoje firmy na wsi. W wiejskich stowarzyszeniach Leader aktywnie działają samorządy wiejskie. Środki programu najczęściej przeznaczane są na rozwój turystyki i promocję regionu.
W ramach funduszy Leader PROW 2007-13 utworzonych zostało ponad trzysta trzydzieści lokalnych partnerstw publiczno-prywatnych na wsi. Na terenach zależnych od rybactwa działa natomiast blisko pięćdziesiąt Lokalnych Grup Rybackich. Te ostatnie finansowe są ze środków dostępnych w ramach Osi 4 Programu Operacyjnego „Zrównoważony rozwój sektora rybołówstwa i nadbrzeżnych obszarów rybackich 2007-13”.
Dyskusja na kolejne lata
LGD w Polsce prowadzą dyskusję nad przyszłością podejścia Leader w kraju po 2013 roku. Dzięki integracji zarządzania środkami na rolnictwo, rybołówstwo i politykę spójności po 2013 roku możliwe będzie również rozwiązywanie problemu bezrobocia na wsi dzięki projektom o małym budżecie. Przykładem działania na rzecz integracji grup znajdujących się w trudnej sytuacji społecznej są szkolenia zawodowe osób dorosłych i usługi poradnictwa zawodowego. Propozycje rozwiązań systemowych dotyczących realizacji projektów komplementarnych i innowacyjnych Leader skierowanych do osób bezrobotnych powinny zostać wypracowane wspólnie z środowiskiem wiejskich NGO’s.
A zatem, czy nowe możliwości, jakie niesie ze sobą unijny program Leader na lata 2014-20 zostaną wykorzystane do przeciwdziałania wiejskiemu bezrobociu i tworzeniu nowych miejsc pracy na wsi? Wydaje się, że stanie się tak tylko wtedy, gdy podmiotom zaangażowanym w program Leader stworzone zostaną warunki aktywnego uczestnictwa w programowaniu i dyskusji o kształcie programu rozwoju obszarów wiejskich po 2013 roku. By osiągnąć sukces nieodzowna będzie silna reprezentacja LGD, umiejętnie współpracująca z administracją centralną.
14/01/2012
Na kończącym się piątym posiedzeniu Sejmu przyjęta została ustawa regulująca w 2012 roku składki na ubezpieczenie zdrowotne rolników i ich domowników. Zmiana obecnie obowiązujących przepisów była konieczna. Dotychczasowe rozwiązania, dające podstawę do pokrywania z budżetu państwa składek na rolnicze ubezpieczenia zdrowotne, zakwestionowane zostały przez Trybunał Konstytucyjny.
W nowej regulacji kryterium różnicującym wysokość składki zdrowotnej będzie wielkość posiadanego gospodarstwa rolnego. Od lutego składka wyniesie 1 zł miesięcznie za każdy hektar przeliczeniowy użytków rolnych w gospodarstwie. Docelowo od 2013 roku w exposé szefa rządu zapowiedziane zostało objęcie rolników podatkiem dochodowym, a wraz z nim wprowadzenie nowej ewidencji uzyskiwanych przez nich dochodów. Opozycja jak zwykle krytykuje rząd – tym razem za pilny tryb nad ustawą; PiS wskazuje na niekonstytucyjność projektu rządowego.
Przy okazji dyskusji o planach rządu w sprawie ubezpieczeń społecznych rolników wraca jednak kwestia zasadnicza: czy w XXI wieku uwolniliśmy się już od pejoratywnego rozumienia „wiejskości” i polskiego antyruralizmu? Czy wiejskość musi nam się kojarzyć z balastem systemowym? Jest pewne, że funkcjonuje wiele stereotypów i utartych opinii o wsi i jej mieszkańcach. Te uprzedzenia utrudniają zrozumienie proponowanych przez rząd reform i zmian na wsi.
Rzadko spogląda się na wieś i tereny wiejskie jako na „zasób” potrzebny do rozwoju gospodarczego kraju. Faktem jest jednak, że jeszcze długo obszary wiejskie będą stanowiły potencjał demograficzny kraju. Przecież blisko 40 proc. ogółu mieszkańców Polski zamieszkuje tereny wiejskie.
Tymczasem przysłuchując się debacie o rolnictwie trudno nie odnieść wrażenia, że pewnego rodzaju nietaktem jest chwalić wieś czy rolnictwo. I nie bardzo rozumiem, skąd się to bierze. Przecież ziemia i praca w hierarchii wartości narodowych zawsze odgrywały istotną rolę. „Pan Tadeusz” czy „Chłopi” szeroko opisujące życie wiejskie, stanowią podstawowe lektury szkolne. Również w naszej współczesnej historii to rolnictwo, obok kościoła, było symbolem negacji obcej władzy. Rolnictwo również zapłaciło większą cenę niż obszary miejskie, za proces transformacji ustrojowej.
Co roku robione są badania o tym, który zawód budzi największy szacunek wśród ludzi. Wśród profesji kojarzonych spontanicznie z zawodami zaufania publicznego na pierwszym miejscu najczęściej wymienia się lekarzy, potem sędziów, adwokatów, strażaków… a gdzie jest zawód rolnika (chłopa)? Jeżeli już mówi się o nich w mediach, to zazwyczaj negatywnie, przez pryzmat polityki i partii ludowo-chłopskich. Ilu tak naprawdę jest w Polsce intelektualistów, którzy nie boją się mówić także i tych dobrych rzeczy o polskim chłopie?
Już Arystoteles w czwartym wieku przed naszą erą pisał – „rolnictwo przyczynia się wielce do wyrobienia sprawności, bo nie wyniszcza ciał, jak zajęcia rzemieślnicze, przeciwnie krzepi je tak, że rolnicy są zdolni znieść zmiany powietrza i wszelkie trudy, prócz tego wyrabia odwagę wobec niebezpieczeństw ze strony nieprzyjaciół z zewnątrz…”. Józef Chałasiński – wybitny socjolog, rektor Uniwersytetu Łódzkiego, inicjator wielkiego dzieła „Pamiętniki Chłopów Polskich” wskazywał natomiast na wieś jako miejsce powiązania przyrody i warsztatu pracy ludzkiej z człowiekiem i zbiorowością, stanowiące podwaliny kultury i rodzimego społeczeństwa.
Nie widzę potrzeby rysowania linii podziału interesów grup społecznych. Nie uważam również za zasadne podgrzewanie krytyki środowiska wiejskiego za funkcjonujący odrębny rolniczy system zabezpieczenia społecznego. W krajach typowo rolniczych Unii Europejskiej również funkcjonują autonomiczne systemy ubezpieczenia społecznego, dedykowane społeczności wiejskiej, będące odpowiednikiem polskiego KRUS-u. Francuska Mutualité Sociale Agricole (MSA) czy niemiecka Die Landwirtschaftlichen Sozialversicherung (LSV) oferują cały wachlarz usług socjalnych, jak ubezpieczenie zdrowotne, emerytalno-rentowe, wypadkowe, chorobowe, zasiłki i inne usługi dla rolników.
Dla poprawy stanu polskiego rolnictwa potrzebny jest dzisiaj udział w debacie szerszej grupy osób, przede wszystkim mieszkańców wsi, organizacji branżowych, zawodowych, samorządowych i pozarządowych, działających na terenach wiejskich. Dlatego należy dążyć do aktywizacji lokalnych środowisk, a tym samym do budowy społeczeństwa obywatelskiego na polskiej wsi. Warto jeszcze pamiętać, że konsekwencją obrony przed lobby rolniczym, do której często zachęca się w czasie dyskusji o reformie i zmianach na wsi, może być także wzrost niepożądanego „miejskiego szowinizmu”.
A zatem, miastowy, wiejski… a może po prostu polski, który lepszy? „Że wszystko z ziemi pochodzi, a ziemia ma jeden smak we wszystkich rzeczach” – odpowie bohater powieści Wiesława Myśliwskiego „Kamień na kamieniu”.
01/01/2012
Karp wyfiletowany ze zblanszowaną na dobrym maśle włoszczyzną, znany jako ryba po grecku, co stanowi nie lada zagadkę dla znajomych Greków. Pod kwaśną śmietaną – pierzynką, w panierce, jak w nadmorskim kurorcie, tyle że olej nie obsłużył tysiąca porcji. Z miodem, orzechami włoskimi i migdałami… Mógłbym tak wymieniać bez końca. Bo grudzień może być bez śniegu, ale nie bez karpia! Czy stanowi on jednak element tradycyjnej europejskiej sztuki kulinarnej?
Rodzima żywność i produkty rolne cieszą się coraz większym uznaniem. W kraju nadal mamy rolnictwo tradycyjne pozbawione chemicznych dodatków, gdzie produkty mają smak i tradycję.
Symbolem obchodzonych świąt Bożego Narodzenia jest karp, jedna z najpopularniejszych polskich ryb. Karp ma wielu amatorów z uwagi na swój smak. Wśród krajów należących do Unii, Polska jest największym producentem karpia. Roczna produkcja tej ryby waha się w granicach od 18 tys. do 23,5 tys. ton i praktycznie w całości, niemal w 80 proc., przeznaczona jest na rynek krajowy.
Wspólna Polityka Rolna gwarantuje konsumentom jakość żywności i bezpieczeństwo w ramach unijnych systemów certyfikacji produktów regionalnych i tradycyjnych. Polityka jakości to główny atut europejskich produktów rolnych na rynkach międzynarodowych. W kraju mamy blisko tysiąc produktów wpisanych na listę produktów tradycyjnych. Natomiast trzydzieści krajowych produktów zarejestrowanych jest w unijnym rejestrze chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych.
Co daje wpis do rejestrów? Pozwala na ochronę produktów i zapewnienie ich autentyczności. Również ze środków krajowych promowana jest żywność najwyższej jakości. Do najbardziej rozpoznawalnych programów zaliczyć można integrowaną produkcję oraz program rolnictwa ekologicznego. Pytanie jedynie, czy dostępne programy w wystarczający sposób wspierają polski produkt wysokiej jakości, jakim jest karp?
Na początku poprzedniej kadencji Sejmu uchwalona została ustawa o funduszach promocji produktów rolno-spożywczych. Pośród dziewięciu funduszy funkcjonuje Fundusz Promocji Ryb. Środkami funduszu zarządzają przedstawiciele organizacji branżowych, reprezentujących producentów rolnych oraz przetwórców działających w danym sektorze. W ramach tych środków promowany jest „Pan Karp”. Jednak głównym źródłem promocji reklamy produktów rybnych jest Program Operacyjny „Zrównoważony rozwój sektora rybołówstwa i nadbrzeżnych obszarów rybackich 2007-2013”. Wedle założeń programu, celem wydarzeń promocyjnych i kampanii reklamowych powinno być zwiększenie spożycia produktów rybnych.
W lipcu 2011 roku Komisja Europejska zaproponowała pakiet rozwiązań legislacyjnych na nowy okres programowania unijnego budżetu Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Po 2013 roku dokonana zostanie integracja wspólnej polityki rybołówstwa i zintegrowanej polityki morskiej do jednego funduszu – Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego. Budżet funduszu wyniesie 6,5 mld euro. Kwota imponująca, by nasz rodzimy „Pan Karp” podbił i inne rynki, tak jak nasz pod koniec każdego roku, i to niezależnie od sposobu przyrządzenia, podbija gusta Polek i Polaków.
Polacy mają swojego karpia, Norwegowie łososia. Różnica jest taka, że ten ostatni obecny jest pod każdą szerokością geograficzną. Już samo hasło „łosoś norweski” kojarzy się wszystkim z wysoką jakością, smakiem, zdrowiem, witalnością, tak samo, jak np. ser szwajcarski. Czy z naszej rodzimej ryby nie da się zrobić narodowego bogactwa, po które sięgać będą obcokrajowcy, by dostać coś luksusowego i wartościowego? W końcu karpia mamy tak dużo, że starczy dla wszystkich.


