25/11/2011
W 1963 roku w Dallas zginął w zamachu prezydent USA John F. Kennedy. Jechał wolno otwartym samochodem – rzecz dzisiaj zupełnie nie do pomyślenia. Od tamtego czasu protokoły bezpieczeństwa mocno się zaostrzyły. Kuloodporne szyby, agenci nie odstępujący głowy państwa na krok. Jednak już w 1981 roku, mimo ochrony i zastosowanych protokołów, postrzelony został Ronald Reagan. Czy zatem zamach na prezydenta cały czas jest możliwy?
Stany Zjednoczone to kraj, który jako ogólnoświatowe mocarstwo ma zarówno zagorzałych zwolenników, jak i śmiertelnych wrogów. Dlatego Ameryka bardzo dba o bezpieczeństwo swojego przywódcy. Podczas każdej zagranicznej wizyty media ze szczegółami opisują budowę samochodu i samolotu głowy państwa USA. Można by pomyśleć – to przecież szaleństwo, teraz każdy terrorysta będzie znał wszelkie szczegóły, które ułatwią przeprowadzenie zamachu.
Isaac Netwon w 1687 roku sformułował jedno z najważniejszych praw fizyki, swoją trzecią zasadę dynamiki – „Oddziaływania ciał są zawsze wzajemne (…)”. Można pomyśleć, że zasada ta opisuje tylko świat fizyczny, ale to my przecież jesteśmy tym światem. Wdziera się ona w nasze życie nie tylko na poziomie doświadczeń ze szkoły średniej, ale również w nasze życie zawodowe, uczuciowe oraz w ogólnoświatowy rozwój.
Akcja zawsze wyzwala reakcję. Zatem rozwój technik bezpieczeństwa pociągnie rozwój ofensywnych technologii zbrojeniowych, który z kolei wyzwoli rozkwit technik bezpieczeństwa, który wywoła… i tak dalej. Można zatem wysnuć przypuszczenie, że technologia do przeprowadzenia udanego zamachu istnieje, skoro istnieją systemy bezpieczeństwa chroniące głowę największego, póki co, mocarstwa światowego. Czy balansujemy zatem na linie?
Co na to Newton? Każda akcja wywołuje reakcję. Zamach na głowę państwa z powodzeniem można odebrać jako akt wypowiedzenia wojny. Dodatkowo każde państwo ma przygotowane procedury na taką okoliczność. Już w 1963 po śmierci Kennedy’ego, ciągłość państwa amerykańskiego nie ucierpiała. Zabicie prezydenta jest jak ścięcie głowy smoka, któremu natychmiast odrasta nowa. Smoka nie zabiliśmy, ale na pewno mocno go rozeźliliśmy. Tylko bajkowy rycerz mógłby się skutecznie podjąć owego zadania… Czyli kto?
Naszym najsilniejszym instynktem jest chęć przetrwania. W dzisiejszym świecie wygód, sprowadza się to główne do obawy przed utratą… tych wygód. Trzeci świat ich nie ma, nie obawia się zatem o ich utratę. To tam rodzą się ci „bajkowi rycerze”, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć smoka. Są zupełnie oderwani od układu równowagi panującego na świecie. Nie rozumieją, co ich działania mogą spowodować. Jednak już ich przełożeni (raczej nie bezpośredni) doskonale rozumieją te zależności.
Zwykle opływającym w bogactwo, jak nikomu innemu na świecie zależy na zachowaniu delikatnego porozumienia z państwami Zachodu. Efekty zachwiania takiego układu można było ostatnio obserwować na przykładzie upadku dyktatury w Libii. A kto wie, może wszystko zaczęło się od zamachu nad Lockerbie…
Być może więc, w dobie wszędobylskich mediów i zaawansowanych technologii, nad bezpieczeństwem głów państw czuwa „trzecia zasada dynamiki”, czyli wzajemne oddziaływanie państw na siebie. Tak troszeczkę, żeby zanadto nie przesadzić…


