Newsletter

Cykliczna zmiana

Michał Dobrzański, 24.09.2012
Rower w ogóle nie jest w polskich miastach postrzegany jako „poważny” środek transportu

Mniej więcej półtora miesiąca temu w stolicy uruchomiono system roweru publicznego. Veturilo nie jest zresztą pierwszym systemem tego rodzaju w Polsce. Już w pierwszych dniach po udostępnieniu rowerów, zaczęły być one widoczne na warszawskich ulicach i to nawet w miejscach znacząco oddalonych od stacji dokujących. W niektórych rejonach Śródmieścia rowery prawie natychmiast wpisały się w krajobraz i stały się, niczym autobusy i tramwaje, jednym z elementów kształtujących wizerunek miasta.

Najbardziej zaskakujące w tym wszystkim było chyba to, że na rowery publiczne od razu rzucił się tłum ludzi rządnych z nich skorzystać. Tak jakby wszyscy tylko czekali, aż system zostanie uruchomiony.

Tymczasem jeszcze na krótko przed startem cała inicjatywa postrzegana była raczej w kategorii fanaberii, nie zaś poważnej oferty transportowej miasta. Bowiem w ogóle rower nie jest w polskich miastach postrzegany jako „poważny” środek transportu. Jazda na rowerze w głowach wielu ludzi – także urzędników – wciąż opatrzona jest łatką „hobby” bądź „sportu”, ale nie „transportu”.

Myślenie takimi szufladkami często uniemożliwia zauważenie nowych fenomenów. Aby je dostrzec, potrzebny jest wstrząs. Być może w przypadku Warszawy tym wstrząsem będzie właśnie Veturilo. Setki jednakowych rowerów na ulicach, tworząc masę, której trudno nie zauważyć, umożliwią zobaczenie tego, co dotychczas jakoś umykało: że nawyki transportowe ludzi w mieście zmieniły się i zaczęli oni traktować rower jako poważną alternatywę dla innych środków transportu.

Stało się to zresztą wcześniej. Już od kilku lat można było w Warszawie zaobserwować, że z każdą kolejną wiosną na ulice wyjeżdża więcej rowerzystów i że coraz więcej z nich to nie sportowcy, lecz zwyczajni ludzie, którzy wybierają rower przede wszystkim z tego względu, iż jest on dla nich najkorzystniejszym środkiem przemieszczania się.

Miasto dotychczas nie nadążało za rozwojem sytuacji. Zmiana miała charakter przede wszystkim oddolny, można wręcz rzec, że odbywała się wbrew faktycznej polityce transportowej miasta. Zresztą Warszawa jest tu tylko jednym z przejawów dominującego nadal w Polsce – choć nie wszędzie! – lekceważącego podejścia do kwestii rowerowej. Natomiast popularność Veturilo jest przejawem tego, że ludzie chcą jeździć na rowerach i to pomimo wszelkich przeciwności. System uruchomiono przecież w warunkach niemal zupełnego nieprzystosowania śródmieścia Warszawy do ruchu rowerowego. Jest to dzielnica przeskalowanych ulic i prawie zupełnego braku przyjaznej rowerom infrastruktury, co było zresztą wielokrotnie przypominane z okazji uruchomienia roweru publicznego.

Skąd więc ta rosnąca popularność roweru? Rower po prostu broni się sam, gdyż gwarantuje szereg rzeczy, których nie mogą zapewnić inne środki transportu. W pierwszej kolejności jest to możliwość podróży „od drzwi do drzwi”, czyli bez czasochłonnego szukania miejsca parkingowego lub dochodzenia na przystanek.

Po drugie, rower daje gwarancję stałego czasu podróży, gdyż jest, nawet mimo braków odpowiednich rozwiązań infrastrukturalnych, de facto niezależny od korków na ulicach. Po trzecie – tu być może zaskoczenie dla wielu z tych, którzy na co dzień nie korzystają z roweru – na krótkich odcinkach w mieście jest on po prostu szybszy niż inne środki transportu, w tym przede wszystkim od samochodów. Jest to zresztą nie tylko subiektywne wrażenie użytkowników rowerów, lecz znajduje ono swoje potwierdzenie także w licznych opracowaniach, m.in. Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

To są mocne argumenty, które jak widać, przemawiają do coraz większej liczby ludzi. Czas więc najwyższy, aby także zarządcy dróg zaczęli wychodzić na przeciw tej oddolnej zmianie, przyspieszając ją, zamiast spowalniać.
Czas również, by przestali zamykać oczy na to, że rower to przede wszystkim dobra recepta na problemy transportowe miast, a nie fanaberia garstki osób. Zbyt wiele osób przekonało się już bowiem do roweru, aby można było dalej ignorować ich potrzeby komunikacyjne.