Newsletter

Ze wschodniej Jerozolimy: W błędnym kole

Dominika Blachnicka-Ciacek, 18.09.2012
Antyislamski film, który został wrzucony do sieci i przełożony na arabski, to woda na młyn wzajemnych stereotypów: Zachód kontra Bliski Wschód

Antyislamski film, który został wrzucony do sieci i przełożony na arabski, to woda na młyn wzajemnych stereotypów: Zachód kontra Bliski Wschód

Protesty rozlewające się po krajach muzułmańskich, będące reakcją na film parodiujący (czy też obrażający – jak kto woli) Mahometa, znakomicie wpisują się w błędne koło relacji Zachodu i Bliskiego Wschodu. Każdej stronie dają świeże dowody na utwierdzanie się w stereotypowych przekonaniach – że Zachód nienawidzi muzułmanów, a świat islamu jest z gruntu fundamentalistyczny. W tym wszystkim na dalszy plan schodzą zarówno niuanse kluczowe dla zrozumienia tej sytuacji oraz sprawy naprawdę ważne dla społeczeństw Bliskiego Wschodu, jak choćby kwestia postępującej okupacji izraelskiej na Zachodnim Brzegu Jordanu, którą od kilku tygodni obserwuję.

Nie jest łatwo być europejskim sprzymierzeńcem arabskich sąsiadów w tych dniach, kiedy widzi się – z jednej strony – wielką skalę przemocy, a z drugiej słyszy głosy w stylu: “a nie mówiłem”.  Od kilku dni rozmawiam z mieszkańcami Wschodniej Jerozolimy na temat protestów przeciwko filmowi, próbując zrozumieć, dlaczego ten żenujący, z mojej perspektywy, film, wywołuje tak skrajną falę przemocy skierowaną w absurdalną, wydawać by się mogło, stronę.

Patrząc na sprawę z “zachodniej” perspektywy, trudno zrozumieć, jaki związek z filmem miał konsul USA w Libii czy ambasada niemiecka w sudańskim Chartum. Oprócz prostej konstatacji, że wszyscy wyżej wymienieni należą do czegoś, co w oczach protestujących reprezentuje “Zachód”. Tak jak protestujący, będący zdecydowaną mniejszością społeczeństw arabskich, reprezentują w naszych oczach “świat islamu”. I błędne koło naszych wzajemnych wyobrażeń o sobie się zamyka.

I chyba właśnie na poziomie reprezentacji należy analizować protesty związane z filmem.

Większość z protestujących nigdy nie widziała ani nie zobaczy zamieszczonego na YouTube trailera filmu “Niewinność Muzułmanów”. Nie mają więc pojęcia, że jest on absurdalny, źle zrobiony i niewart minuty uwagi.

Wiedzą natomiast, że to film, który obraża Mahometa. Dlatego traktują to jako kolejny dowód, że “świat Zachodu” gardzi światem islamu. “Strasznie jestem zły na ten film. Gdybym tylko mógł, sam przyłączyłbym się do protestów. Nie jestem zupełnie religijny, ale denerwuje mnie to, że Zachód atakuje naszą kulturę i tożsamość” – tłumaczy mi Samir, Palestyńczyk, który prowadzi kawiarnio-księgarnię w dzielnicy Wadi Joz we Wschodniej Jerozolimie.

Mówię Samirowi, że przecież to nie bezimienny “Zachód” wyprodukował ten film tylko jeden facet, nad którym żaden rząd, choćby nawet chciał, nie ma kontroli. Samir o tym dobrze wie, ale wcale go to nie przekonuje. “To się po prostu wpisuje w nienawiść Zachodu wobec islamu. Tego typu film o Żydach nigdy nie ujrzałby światła dziennego”, słyszę więc.

Dodaje też, że wielu z protestujących, wychowanych w reżimach autorytarnych, które kontrolują wolność obywateli, nie potrafi zrozumieć, jak rząd może nie wiedzieć o takiej sprawie. “Jeśli już muzułmanie czują, że muszą protestować w imię swojej religii, dlaczego te protesty nie mogą mieć charakteru pokojowego?”, pytam Samira. Przyznaje on: “OK, nie próbuję bronić tego, że płoną ambasady, ale uważam, że protestować trzeba”.

To, że demonstracje odbywają się pod ambasadami, jest kluczowym argumentem, dla którego mój kolejny rozmówca uważa, że protesty wcale nie dotyczą filmu. Raczej chodzi o głębszą irytację na sposób zaangażowania Zachodu, a w szczególności Ameryki, w sprawy bliskowschodnie. “To była tylko kropelka, która przelała kielich goryczy. Chodzi o politykę, a nie religię, o podwójne standardy, o to że Stany wspierały dyktatorów, że ciągle wspierają Izrael, a jednocześnie uważają, że mają prawo nam coś mówić o demokracji” – mówi Khaleed, nauczyciel arabskiego.

Odpowiada mi historię, która ma pokazać, że agresja w czasie protestów jest sprzeczna z naukami Koranu. “Każdy muzułmanin zna przypowieść o żydowskim sąsiedzie Mahometa, który codziennie wyrzucał śmieci przed jego sypialnię. Zawsze co rano Mahomet podnosił śmieci nie skarżąc się nikomu. A kiedy pewnego dnia podwórko Mahometa lśniło czystością, Mahomet zmartwił się o zdrowie sąsiada i poszedł go odwiedzić”. Khaleed twierdzi wiec, że trzeba godnie znosić nawet największe zniewagi niewiernych.

W podobnym tonie wypowiadał się imam z Siwanu podczas piątkowej modlitwy. Khaleed uważa, że demonstracje w tej sprawie to najgłupsza rzecz, która mogła się zdarzyć. “Jest tyle przykładów islamofobii na Zachodzie, tyle naprawdę poważnych spraw, dla których warto protestować. Strasznie denerwuje mnie, że robimy awanturę akurat z takiego powodu”.

Tu w Jerozolimie, gdzie teraz mieszkam, protesty były zdecydowanie bardziej łagodne niż gdzie indziej. W piątek, 14 września, około 500 osób, wracających z piątkowej modlitwy w Al Aksie, zebrało się pod Bramą Damasceńską z zamiarem udania się pod konsulat Stanów Zjednoczonych. Powstrzymała ich jednak armia izraelska, używając gazu łzawiącego i bomb piaskowych. Kilka osób zostało zatrzymanych.

Obrazek z Jerozolimy, który zostaje nam więc w głowie, nam na tzw. “Zachodzie”, to nie nielegalne eksmisje Palestyńczyków z ich domów w dzielnicy Sheikh Jarreh czy ataki ze strony radykalnych osadników na palestyńskie dzieci w Silwanie, czyli realne problemy Palestyńczyków, które są tu na porządku dziennym. Zapamiętujemy demonstrację obrońców islamu przeciwko filmowi na YouTube, powstrzymywaną przez dzielną armię izraelską. “Słuchaj, my już dawno przestaliśmy się przejmować tym, co o nas mówią na Zachodzie. Wszyscy wiedzą, co tu się dzieje i nikt nic nie robi: ani politycy, dyplomaci, ani organizacje międzynarodowe. A wszyscy ważni wiedzą” – mówi Khaleed.

To, czego Khaleed, moim zdaniem, nie docenia, to rola opinii publicznej w społeczeństwach zachodnich w naciskach na własne rządy. Sprawa protestów przeciwko filmowi jest poważna o tyle, bo utwierdza nie tyle polityków, ale właśnie opinię publiczną na Zachodzie w przekonaniu, że “świat muzułmański”, bez rozróżnień i niuansów, jest fundamentalistyczny. I że należy się go bać. Daje to politykom wolne ręce w robieniu tego, na co mają ochotę (vide “wojna z terrorem”). Jak? Bo opinia publiczna żyje stereotypami, a nie faktami. Po drugiej zaś stronie, dopóki Zachód, bez rozróżnień i niuansów, będzie zbiorowo obarczany nawet za najbardziej obrazoburczą działalność każdego ze swoich obywateli, trudno będzie szukać porozumienia. Bo YouTube, czy w ogóle internet, pełen jest idiotów korzystających z prawa wolności słowa.

Przed nami więc sporo pracy w odczarowaniu wyobrażeń o sobie nawzajem.

* Dominika Blachnicka-Ciacek – doktorantka socjologii wizualnej w Goldsmiths College Uniwersytetu Londyńskiego, współpracuje z Centrum Cyfrowym Fundacji Projekt: Polska. Jest wolontariuszką Ekumenicznego Programu Współtowarzyszenia w Palestynie i Izraelu (EAPPI), wysłaną na Palestyńskie Terytoria Okupowane przez portal Arabia.pl, dzięki wsparciu finansowemu udzielonemu przez UNICEF i Światową Radę Kościołów. Poglądy wyrażone w tekście są jej własne i mogą nie odzwierciedlać oficjalnego stanowiska organizacji wysyłającej.