Newsletter

Polubić Mitta, część II

Dominika Sztuka, 30.08.2012
Przed nami ostatni dzień konwencji oraz najważniejsze ze wszystkich przemówień, które wygłosi Mitt Romney

Dwa dni Narodowej Konwencji Partii Republikańskiej za nami. Mieliśmy okazję wysłuchać, co na 70 dni przed wyborami mają do powiedzenia najbardziej prominentni politycy GOP. Wygłoszono kilkadziesiąt przemówień. Głos zabrali zarówno „starzy wyjadacze” Partii Republikańskiej, tacy jak senator John McCain czy była sekretarz stanu Condoleezza Rice, jak i wschodzące gwiazdy amerykańskiej prawicy, na czele z senatorem z Florydy, Latynosem Marco Rubio czy też czarnoskórą burmistrz Saratoga Springs w stanie Utah, Mia Love. Przed nami ostatni dzień konwencji oraz najważniejsze ze wszystkich przemówień, które wygłosi Mitt Romney.

Jak pisałam, republikańscy delegaci za zadanie postawili sobie przybliżyć postać Mitta Romneya kilkudziesięciu milionom Amerykanów oglądających konwencję. Mieli przedstawić go jako kandydata, który nie tylko zna się na ekonomii i wie, w jaki sposób postawić amerykańską gospodarkę na nogi, ale przede wszystkim przekonać rodaków, że Romneya da się lubić. Czy sprostali zadaniu?

Jest zbyt wcześnie, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Pierwsze „pokonwencyjne” sondaże pojawią się najwcześniej w nadchodzący weekend. A tym wykonywanym bezpośrednio po konwencjach obu amerykańskich partii należy przyglądać się ze sporym dystansem. Wystarczy przypomnieć, że w poprzednich wyborach ówczesny kandydat GOP John McCain po konwencji swojej partii wyprzedził Baracka Obamę o kilka punktów procentowych po to, by na jesieni przegrać z dzisiejszym prezydentem.

Można natomiast z całą pewnością wyróżnić mówców, którzy zrobili w Tampie najlepsze wrażenie. Ich wystąpienia z całą pewnością wspomogą Mitta Romneya w batalii o Biały Dom oraz resztę republikanów w boju o Senat i Izbę Reprezentantów.

Wystąpienie małżonki republikańskiego kandydata na długie tygodnie przed konwencją określono jako jedno z najważniejszych. Jej zadaniem było dokonać „humanizacji” Romneya poprzez obalenie wizerunku swojego męża jako obrzydliwie bogatego snoba, który za nic ma biedniejszych i słabszych od siebie.

Pani Romney odniosła się do popularnych w mediach opinii, jakoby małżeństwo Romneyów było historią wyjętą prosto z bajki. Zwróciła uwagę, że w bajkach nie można przeczytać o stwardnieniu rozsianym czy raku piersi, czyli o chorobach, z którymi przyszło się zmagać Ann.

Swojego męża przedstawiła publiczności jako człowieka zorientowanego na rodzinę oraz oddanego członka lokalnej społeczności; osobę, która od lat bezinteresownie pomaga bliźnim. Wreszcie, jako osobę na którą można liczyć. „Możecie zaufać Mittowi, on was nie zawiedzie” – przekonywała.

Od cieszącego się niezwykłą popularnością i słynącego z ciętego języka charyzmatycznego gubernatora New Jersey wielu obserwatorów oczekiwało zdecydowanej krytyki prezydentury Obamy. Postanowił on jednak zwrócić się przede wszystkim do wyborców niezdecydowanych, którzy mniej od krytyki obecnego prezydenta są zainteresowani tym, jaki program oferuje Romney i dlaczego jest on lepszy od propozycji jego konkurenta.

Dlatego też Christie skupił się przede wszystkim na tym, jaką alternatywę dla wyborców stanowią republikanie na czele z ich kandydatem. W zdecydowany sposób podkreślił przywódcze zdolności Romneya, którego przedstawił jako lidera idealnego na ciężkie czasy.

Czarnoskóra burmistrz Saratoga Springs, Mia Love, której gwiazda na firmamencie amerykańskiej prawicy dopiero wschodzi, zrobiła podczas republikańskiej konwencji wrażenie lepsze niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Córka imigrantów z Haiti, którzy do Ameryki przybyli „z dziesięcioma dolarami w kieszeni”, startuje w listopadowych wyborach do Kongresu i ma tym samym szansę zostać pierwszą czarnoskórą kongresmenką z ramienia GOP.

Mia postanowiła opowiedzieć publiczności o „Ameryce jaką zna”, czyli kraju możliwości, gdzie każdy ma równe szanse na przebycie swojej własnej drogi od pucybuta do milionera. Prezydentura Baracka Obamy zmieniła oblicze Stanów Zjednoczonych, które dziś nie mają już wiele wspólnego z krajem wolności, do którego przybyli rodzice młodej pani burmistrz. Mitt Romney jako prezydent pozwoli uwierzyć nam na nowo w American dream – przekonywała w emocjonalnym wystąpieniu Mia. Nie trzeba dodawać, że takie słowa z ust Afroamerykanki wytrącają demokratom argumenty, jakoby Partia Republikańska lekceważyła mniejszości etniczne oraz kobiety.

Wystąpienie byłej sekretarz stanu w administracji G.W. Busha było przede wszystkim istotne z dwóch względów. Po pierwsze, Condi – w przeciwieństwie do większości uczestniczących w konwencji delegatów, w tym samego Mitta Romneya – jest w USA bardzo dobrze znana szerokiej publiczności. Ponadto, do dziś cieszy się ona sporą popularnością, ale przede wszystkim szacunkiem wśród amerykańskiego społeczeństwa. Biorąc pod uwagę jej wieloletnie doświadczenie na najwyższych rządowych szczeblach, jej poparcie dla Mitta Romneya stanowi niejako legitymizację jego kandydatury.

Rice stwierdziła w swoim wystąpieniu o tym, że Barack Obama nie sprawdził się w roli naczelnego wodza, odżegnując się od roli Stanów Zjednoczonych jako lidera na arenie międzynarodowej oraz od założeń „amerykańskiej wyjątkowości”. Jednocześnie przekonywała wyborców, że polityka zagraniczna Romneya przywróci rolę Ameryki jako „lidera wolnego świata”.

Z kolei Ryan, niedawno mianowany przez Romneya na kandydat na wiceprezydenta, postanowił nie tylko przedstawić Amerykanom alternatywę dla rządów Baracka Obamy. Podkreślił również, że ich wspólna kandydatura stanowi nową erę dla samej partii, która odchodzi od tzw. „współczującego konserwatyzmu” prezydenta Busha. Dla Romneya oraz jego zastępcy odcięcie się od ciągle niepopularnej prezydentury George’a Busha to warunek niezbędny do zdobycia poparcia wyborców niezdecydowanych, bez których głosów republikanie nie będą w stanie zwyciężyć w listopadzie.

Ryan podkreślił, że „czas prezydenta Obamy dobiegł końca”. Zapowiedział uzdrowienie amerykańskiej gospodarki poprzez prowadzenie rządów opartych na fiskalnej odpowiedzialności. Ponadto, po raz pierwszy w trwającej kampanii, złożył konkretną obietnicę stworzenia 12 milionów nowych miejsc pracy (aktualnie bezrobotnych jest 23 miliony Amerykanów).

Wszyscy z wyżej wymienionych mówców, ale również pozostali wypowiadający się delegaci, zrobili co w ich mocy, by pomóc Romneyowi wygrać listopadowe wybory. Partia Republikańska, która jeszcze kilka miesięcy temu była pozbawiona energii oraz wiary zwycięstwo, a także skłócona jak nigdy wcześniej, jest dziś zjednoczona wokół wspólnej sprawy. Tą sprawą jest odsunięcie Baracka Obamy od władzy i zastąpienie go Romneyem.

Republikański kandydat na prezydenta otrzymał jednogłośnie poparcie od amerykańskiej prawicy (udało się spacyfikować nawet Rona Paula). Teraz wszystko znajduje się w rękach Romneya, który za kilka godzin przemówi do ok. 50 milionów swoich rodaków. Czy wykorzysta szansę, by przekonać do siebie Amerykanów?