Newsletter

Szkoło, myśl i rób co chcesz!

Jarosław Makowski, 30.08.2012
Czy można budować przyzwoite i mądre społeczeństwo, gdy system edukacyjny ma w pogardzie sztukę myślenia?

Czy można budować przyzwoite i mądre społeczeństwo, gdy system edukacyjny ma w pogardzie sztukę myślenia?

1.

Martwię się o mojego syna. Nie, nie dlatego, że późno wraca do domu. Nawet nie dlatego, że nie chce się uczyć. Martwię się o niego właśnie dlatego, że uczyć się chce. I że rozpoczyna swoją edukację w drugiej klasie, gdzie już zaczyna dominować tyrania testów.

Przyglądając się jego przygotowaniom do szkoły, podręcznikom i zadaniom, które już rozwiązuje w ramach przypomnienia, dochodzę do smutnego wniosku: polska szkoła nie uczy zasadniczej sprawności: myślenia. Mam wręcz wrażenie graniczące z pewnością, że myślenie jest ostatnią rzeczą, jakiej w szkole wymaga się dziś od ucznia.

Czy jednak można budować przyzwoite i mądre społeczeństwo, gdy system edukacyjny ma w pogardzie sztukę myślenia?

2.

Coś dziwnego dzieje się z naszą stechnicyzowano-korporacyjną cywilizacją, skoro już w drugiej połowie XX w. niemiecki filozof Martin Heidegger stwierdził: „najbardziej do myślenia daje to, że jeszcze nie zaczęliśmy myśleć”. Już słyszę ten chór oburzonych: jak to, nie myślimy?

Dowody? Proszę bardzo: kto, jak nie człowiek, który jest homo sapiens, stworzył naukę? A kto, jak nie człowiek, stworzył wielką technikę? A kto, jak nie człowiek, jest w stanie zbudować rakietę i zarazem tarczę antyrakietową? A kto, jak nie my, ludzie, w sposób racjonalny organizujemy nasze codzienne życie – także to w naszych szkołach? Jak zatem można mówić, nie narażając się na śmieszność, że jeszcze nie zaczęliśmy myśleć? Jak można więc mówić, nie będąc posądzonym o postradanie zmysłów, że szkoła nie uczy myślenia?

Tyle, że Heidegger, stary filozof ze Schwarzwaldu, nie dał się zbić z tropu. To jedno jego zdanie wciąż jest niczym rękawica, którą rzucił całej zachodniej cywilizacji. Ba, niemiecki filozof, jak pokazuje doskonale ks. Józef Tischner w książeczce pt. „Wędrówki w krainie filozofów” (Znak, 2008), idzie dalej i powiada, że nauka, wbrew pozorom, wcale nie myśli. Że sprawność w rozwiązywaniu testów, która stała się żywiołem naszej szkoły, nie ma nic wspólnego z myśleniem.

Co więc robi nauka? Ona tylko kombinuje i kalkuluje. Ale kombinowanie i kalkulowanie trudno nazwać myśleniem. Pisze Tischner: „nauka chce panować nad przyrodą – ale, czy wie po co? Chce przedłużać człowiekowi życie – ale czy wie, jaki sens ma życie? Posyła ludzi na księżyc – ale czy umie powiedzieć, co dla człowieka jest rzetelną wartością? Mówimy, że jesteśmy intelektualistami, ale spory, jakie ze sobą prowadzimy, a zwłaszcza sposób ich prowadzenia, dość gruntownie temu przeczą. Na każdym kroku kłuje w oczy bezmyślność świata”.

3.

Czym zatem byłoby rzetelne myślenie? Jest to rodzaj duchowej siły, dzięki której człowiek uwalnia się od złudzeń: złudzenia pozornej wiedzy i fałszywej pewności.

Myśleć, pisze cudownie prosto i jednocześnie przenikliwie Marcia Schuback, „to zmieniać siebie”. Bo w myśleniu chodzi ostatecznie, żeby nie zastygnąć w swoich poglądach, żeby jednak ciągle się wyłamywać – również z siebie. Stąd myślenie jest ruchem, który ma Cię jednak prowadzić ostatecznie do prawdy. Bo myślenie ciąży ku prawdzie tak, jak oczy ciążą ku barwom, a uszy ku dźwiękom. Tylko wtedy, gdy człowiek myśli, chce też wiedzieć, jak się rzeczy mają naprawdę.

Jednak nieszczęścia, jakie nas otaczają i jakie sami wywołujemy, dowodzą, że prawda nie zawsze jest górą. Cóż jest zatem przeciwieństwem prawdy? Oczywiście: nieprawda. I człowiek w nią popada, gdy błądzi. Błądzić znaczy: zgubić drogę, orientację. Wiemy, że ten, kto pobłądzi przez swą nieroztropność w górach, może także zgubić samego siebie. Stąd kluczowe pytanie: co decyduje o tym, że człowiek błądzi?

Ks. Józef Tischner wyróżnia dwa źródła nieprawdy: zmysły i rozum. Przez zmysły przenikają do nas złudzenia. Przez rozum przesądy. Kiedy zatem popadamy w złudzenia?

Gdy, przykładowo, pod wieczór w płynącej po jeziorze kłodzie drewna widzimy topielca albo idąc nocą przez las, każdy szmer zaczynamy odbierać jako wielki hałas. Złudzenia, w jakie popadamy, budzą lęk. Ten z kolei rodzi nowe złudzenia. Już widać jak na dłoni, że trudno przedrzeć się do prawdy, gdy ulegamy owym złudzeniom.

A kiedy popadamy w przesądy? Za nie odpowiedzialny jest rozum, który wydaje sądy i odnosi się do sądów wydanych przez innych. Tyle, że nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkich sądów. Nie zawsze możemy je zweryfikować. Niektóre więc przyjmujemy „na wiarę”. Popadamy zatem w przesądy, a nawet, jak twierdzą niektórzy, cały człowiek jest przesądem.

4.

Jeszcze innym rodzajem odchodzenia od prawdy jest kłamstwo. Błądzimy w świecie, co doskonale pokazał Kartezjusz, w którym panuje zakłamanie. Jakby jakiś zły demon nami zawładnął i nas nieustannie zwodził. Czym się różni iluzja od kłamstwa? Iluzja rodzi się w samotności, a kłamstwo w tłumie, we wspólnocie. Dlatego jest tak niebezpieczne, szczególnie w dobie, kiedy historia Europy, nowożytna historia, stała się historią słowa.

A słowa, jak przekonywał żydowski rabin polskiego pochodzenia Abraham Joshua Heschel, mają „moc stwarzania świata”. Za ich pomocą można czynić dobro lub zło. Człowiek musi więc uważać, co mówi. Heschel powtarzał, że Holocaust nie zaczął się wraz z budową pieców krematoryjnych, a Hitler nie doszedł do władzy za pomocą czołgów czy broni palnej. Koszmar Zagłady zaczął się od słów pełnych zła, nienawiści i pogardy. I przywoływał mądrość Księgi Przysłów, że śmierć i życie znajdują się we władaniu języka. A zatem: kto ma władzę nad słowami, ten ma władzę nad duszami. Krematoria mogły pracować pełną parą, gdyż jak zaraza rozpowszechniało się kłamstwo, że Żydzi to tylko podludzie. Można więc ich było bezkarnie zabijać.

Jak zatem my, ludzie, homo sapiens, możemy zaprzestać pomnażać nieszczęścia świata? Odpowiedź ks. Józefa Tischnera idącego tu tropem Heideggera, który okazuje się dobrym drogowskazem do miasta, choć sam tam nigdy nie zawitał, jest jedna: zacząć myśleć.

Cóż to jednak dokładnie znaczy: zacząć myśleć? Tischner nie daje prostej, pozytywnej odpowiedzi. Nie mówi, że trzeba zrobić to lub tamto: jeść dużo pestek dyni, bo dobrze wpływają na koncentrację albo udać się na trzy dni do pustelni, by się wyciszyć i przeżyć iluminację. Podsuwa nam jednak cztery tezy, które nie tyle mówią, czym jest myślenie, ale raczej – czym ono z pewnością nie jest. To metoda charakteryzująca filozofię negatywną. Jeżeli będziemy wiedzieć, czym autentyczne myślenie nie jest, to może szybciej dostrzeżemy, czym być powinno. Albo: czym jest!

5.

Rzetelne myślenie nie prowadzi do żadnej wiedzy, nie daje żadnej przydatnej do życia mądrości (mądremu wcale nie jest lżej, wręcz przeciwnie!), nie rozwiązuje żadnej zagadki świata, i – co kluczowe – nie daje żadnej siły do działania. Raczej powstrzymuje przed działaniem. Myślenie woli niemoc niż przemoc.

Jasne, że o każdej z tych tez można by napisać filozoficzny traktat. Ale Tischner podkreśla jedną kluczową rzecz: myśleniu nie zależy na jego owocach. Ja bym dodał: myślenie jest bezinteresowne. Kiedy rzeczywiście myślisz, to chcesz tylko dociec, jak jest naprawdę, a nie, czy odniesiesz sukces lub zarobisz kasę. Dążąc do prawdy, sięgamy po rozmaite środki: doświadczenie, eksperyment, świadectwa innych. Ale wiedzieć, jak jest naprawdę, powiada ostatecznie krakowski filozof, „znaczy pozwolić być temu, co jest. Myślenie pozwala być i dlatego tak ściśle związane jest z miłością”.

Czy jednak to, co napisałem idąc tropami Józefa Tischnera, nie jest koronnym świadectwem dla polskiej szkoły na to, że filozofia – umiłowanie mądrości – to rodzaj szlachetnego, ale bezużytecznego pięknoduchostwa? I że rację mają ci „naukowcy”, ci urzędnicy od składania ministerialnych programów i ramówek, którzy pogardzają filozofią?

Sięgam więc raz jeszcze, tym razem do drugiego listu Józefa Tischnera do studentów. Czytam: „człowiek myślący myśli nie tylko dla siebie, ale w jakiejś mierze, a może przede wszystkim dla innych”. Edmund Husserl, wybitny niemiecki myśliciel, mówił, że filozofowie są „funkcjonariuszami całej ludzkości”. Co to znaczy? Ano to, że właśnie filozofowie ustalają wzorzec myślenia właściwy danej epoce. To w tej posłudze myślenia wyraża się poczucie odpowiedzialności za los człowieka jako homo sapiens.

Jeden z bliskich mi myślicieli, św. Augusty, powiadał: „Kochaj i rób co chcesz”. Gdybym został poproszony o to, by dać jedną radę polskiej szkole, jak wyjść z obecnego impasu, byłaby to parafraza słów św. Augustyna: „Szkoło, myśl i rób co chcesz!”. A w ten sposób sprawisz, że ludzka bezmyślność, która jest źródłem cierpienia świata, przestanie się pomnażać.

*Jarosław Makowski – publicysta, filozof; szef Instytutu Obywatelskiego