Newsletter

Interes Polski, interes NATO

Dominika Sztuka, 22.08.2012
Pomysł zbudowania przez Polskę własnej tarczy antyrakietowej jest jak najbardziej uzasadniony. Może wydatnie przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa naszego kraju

Pomysł zbudowania przez Polskę własnej tarczy antyrakietowej jest jak najbardziej uzasadniony. Może wydatnie przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa naszego kraju

Trudno zgodzić się z poglądem, że po zakończeniu zimnej wojny na Europę oraz – co za tym idzie – Polskę nie czyhają już żadne zagrożenia. Nie podlega wątpliwości, że świat, a przede wszystkim Stary Kontynent, jest w ostatnich sześćdziesięciu latach dużo bardziej bezpieczny. Jednak już wojna rosyjsko-gruzińska z 2008 r. dowiodła, że jest wielką naiwnością uważać Europę za miejsce wolne od konfliktów militarnych.

Ba, irańskie zagrożenie nuklearne nie jest wymierzone jedynie w Izrael czy w USA. Niewykluczone bowiem, że w razie wojny pomiędzy Teheranem a Tel Awiwem stroną konfliktu stanie się np. NATO. A tym samym wszystkie państwa sojusznicze.

O bezpieczeństwie narodowym Polski, czy to w kontekście planów budowy systemu ochrony przestrzeni powietrznej naszego kraju przed atakami z powietrza, czy to w każdym innym, należy myśleć długofalowo. Oraz w kategoriach przyszłych, hipotetycznych zagrożeń. Dlatego też zadawanie pytania: przed kim konkretnie ma nas bronić tarcza antyrakietowa, mija się z celem. System ten nie ma nas bowiem bronić przed konkretnym zagrożeniem. Ma nas bronić przed potencjalnym zagrożeniem. O ile zagrożenia są dziś potencjalne, to sposób w jaki najpewniej się zmaterializują, jest jasny.

Konflikty zbrojne dzisiejszego świata – zupełnie jak w przypadku potencjalnej wojny między Iranem a Izraelem – to konflikty rakietowe. Natomiast aktualny system obrony przeciwlotniczej, którym dysponuje Polska, jest w stanie bronić nas jedynie przed atakiem lotniczym, a nie przed rakietami balistycznymi typu cruise. Te stanowią główne zagrożenie. Skoro więc akcje uderzeniowe są dziś wykonywane przez rakiety, to wojsko nie posiadające zdolności strącania rakiet jest zwyczajnie bezużyteczne. Nie ma zatem żadnych wątpliwości, że Wojsko Polskie powinno taką zdolność nabyć.

Najlepiej to uczynić, współpracując z sojusznikami, takimi jak Stany Zjednoczone oraz NATO, jednak ale z dużą dozą samodzielności. Po to, żeby uniknąć sytuacji, która spotkała nas w 2009 r., kiedy w wyniku zmiany na stanowisku prezydenta USA, zmianie uległy również plany umieszczenia amerykańskich instalacji antyrakietowych na terytorium Polski oraz Czech. Bezpieczeństwo naszego kraju nie może być bowiem zależne od wewnętrznej sytuacji politycznej jakiegokolwiek innego państwa.

Nie oznacza to oczywiście zerwania współpracy Warszawy z Waszyngtonem wokół obrony przeciwrakietowej. Ostrożność w tej kwestii jest jednak wskazana, szczególnie w obliczu listopadowych wyborów prezydenckich w USA. Potencjalne zwycięstwo republikanina Mitta Romneya zapewne po raz kolejny zweryfikuje podejście Ameryki do kwestii tarczy antyrakietowej. Republikanin zapowiada bowiem otwarcie odwrót od programu obrony antyrakietowej prezydenta Baracka Obamy „European Phased Adaptive Approach”.

Należy w tym miejscu podkreślić, że nie jest prawdziwą opinia, którą lansuje m.in. Moskwa, jakoby projekt budowy polskiej tarczy antyrakietowej miał uderzać czy też osłabiać stosunki polsko-amerykańskie. Wręcz przeciwnie. Własna tarcza antyrakietowa może jedynie wzmocnić potencjał Polski jako sojusznika USA, a co za tym idzie, wydatnie przesunąć nas w hierarchii strategicznych partnerów Ameryki.

Tarcza wzmocni również naszą pozycję wewnątrz NATO. Dlatego też należy ją budować w ramach szerszej infrastruktury natowskiej. W razie potrzeby polski system obrony przed atakami z powietrza – wraz z instalacjami sojuszu oraz innymi narodowymi systemami – tworzyłby spójny „parasol obronny” nad przestrzenią powietrzną wszystkich państw sojuszniczych.

Nie da się również ukryć, że sojusznicy będą nam również niezbędni przy realizacji projektu ze względów finansowych oraz technologicznych. Polska nie będzie bowiem w stanie całkowicie samodzielnie wybudować systemu obrony o dalekim zasięgu bez użycia technologii naszych koalicjantów. Bez amerykańskich Patriotów lub produkowanych przez włosko-francuskie konsorcjum MBDA rakiet Aster 30.

Nie oznacza to jednak, że Polska nie powinna stać z założonymi rękami i biernie oczekiwać, aż Sojusz bez naszej inicjatywy przejdzie do kolejnych etapów realizacji instalacji. Szczególnie w czasach kryzysu gospodarczego, który zmusza poszczególne państwa do cięć w budżetach wojskowych, należy dzielić się odpowiedzialnością w celu sprostania wyzwaniom, które stoją przed NATO.

Fakt, że Polska zdaje sobie sprawę z powyższych realiów i decyduje się wyjść z inicjatywą wzmacniającą swoje bezpieczeństwo oraz, co za tym idzie, potencjał całego sojuszu, świadczy o rosnącej pozycji naszego kraju. Pozycji nie tylko w ramach samego NATO, ale na arenie międzynarodowej.

*Dominika Sztuka – ekspert ds. polityki wewnętrznej oraz zagranicznej USA, analityk polityczny w Instytucie Obywatelskim