Newsletter

Nadgorliwość urzędników?

Anna Szybist, 22.08.2012
Czy to już koniec sterylizacji i kastracji bezdomnych kotów w zewnętrznych lecznicach weterynaryjnych?

Wczoraj dostałam w prezencie od wiejskiego kota wielką mysz złapaną na łące. Podziękowałam mu z przekąsem i oddaliłam się pospiesznie. Kot był z siebie szalenie zadowolony, wrzucił mysz na najbliższy balkon i udał się na kolejne łowy. Szczęściarz.

Często nie docenia się roli wolno żyjących kotów, dzięki którym populacja szczurów jest ograniczana, a domy i kamienice nie toną w myszach.

Opieka nad bezdomnymi kotami należy do zadań własnych gmin. Według znowelizowanej Ustawy o Ochronie Zwierząt każda gmina ma obowiązek opracować program opieki nad bezdomnymi zwierzętami i przedstawić go do 31 marca każdego roku.

Dotychczas fundacje pomagające zwierzętom wyłapywały część bezdomnych kotów, zapewniając im sterylizację, okres rekonwalescencji, a następnie wypuszczały je ponownie na teren, który uprzednio zamieszkiwały. Dzięki temu procederowi koty nie mnożyły się w nieskończoność, jednocześnie mogły żyć na wolności, oczyszczając miasta z gryzoni.

Jakież było zdziwienie prezesów krakowskich fundacji, kiedy otrzymali od Urzędu Miasta pismo, iż to szlachetne, pożyteczne i niezbędne działanie nie będzie już możliwe! Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w odpowiedzi na pytanie Wydziału Kształtowania Środowiska Urzędu Miasta Krakowa potwierdziło, iż w związku ze zmianami w znowelizowanej ustawie nie będzie możliwe wykonywanie sterylizacji i kastracji bezdomnych kotów w zewnętrznych lecznicach weterynaryjnych. Dlaczego?

Otóż wedle znowelizowanego tekstu ustawy, każde odłowione zwierzę musi mieć zapewnione miejsce w schronisku aż do momentu zagwarantowania mu opieki, czyli adopcji. W piśmie od Urzędu Miasta czytamy „Zgodnie z opinią Ministerstwa oraz opiniami prawnymi (…) bezdomne koty mogą być sterylizowane, kastrowane w Schronisku dla bezdomnych zwierząt po ich odłowieniu, jednak winny pozostać w tym Schronisku aż do czasu zapewnienia im przez gminę alternatywnej opieki (adopcja), która w przypadku bezdomnych, wolno żyjących, a więc przeważnie »dzikich« kotów jest praktycznie niemożliwa, a jej ewentualne przeprowadzanie byłoby ewidentnym znęcaniem się nad tymi zwierzętami”.

Nietrudno sobie wyobrazić, do czego to doprowadzi. Otóż fundacje nie będą sterylizować bezdomnych kotów, ponieważ nie mają możliwości zapewnienia im miejsca na swoim terenie aż do momentu adopcji. Tym samym niekastrowane koty będą się rozmnażały w nieskończoność i za dwa lata będziemy mieli plagę dzikich kotów.

Schroniska dla bezdomnych zwierząt albo pękną w szwach, albo pozostawią problem nierozwiązany. Jeśli nawet uda się wyłapać część kotów, ich udomowienie na siłę, jak słusznie pisze Urząd Miasta Krakowa, będzie procesem bezsensownym i bezcelowym. Kot będzie nieszczęśliwy, zaś celem jego nowego właściciela stanie się głównie walka z próbami ucieczki czworonoga, zamkniętego w czterech ścianach w połowie życia.

W osobnym piśmie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi uprzejmie poinformowało zainteresowanych, iż nie jest właściwym organem do dokonywania interpretacji przepisów ustawy. Może jedynie przedstawić swoje stanowisko w zakresie stosowania określonych przepisów, co też uczyniło: „(…) dotychczasowe działania polegające na sterylizacji pochwyconych zwierząt bez konieczności pozostawiania ich po zabiegu w schronisku, nie mogą być realizowane na podstawie znowelizowanej ustawy o ochronie zwierząt. Brak jest przy tym innych uregulowań prawnych, które umożliwiałyby działania tego rodzaju”.

Jedyna zatem nadzieja w posłach i ewentualnej poprawce do ustawy. No to do dzieła!