Newsletter

Nowoczesność nie zabije religii

Jarosław Makowski, 14.08.2012
Polacy są antyklerykalni, czy nawet antykościelni, ale nie antychrześcijańscy.

Polacy są antyklerykalni, czy nawet antykościelni, ale nie antychrześcijańscy. Potrafią, jak się zdaje, rozróżnić marność kościelnych instytucji od autentycznej tradycji chrześcijańskiej, której chronią jak oka w głowie

1.
Pracownia WIN-Gallup International przeprowadziła badania religijności. Swym zasięgiem badanie objęło 57 krajów. To stanowi 73 proc. światowej populacji. Efekt?

Polska zajęła 19. miejsce na liście najbardziej religijnych krajów. Co więcej, przez siedem lat odsetek osób deklarujących swoje przywiązanie do praktyk religijnych zmalał zaledwie o 4 proc. Czy zatem Polacy religijność wysysają z mlekiem matki?

Tak można sądzić, jeśli zważymy, że zmiana poglądów deklarowanej religijności radykalnie zmieniła się w takich krajach jak Irlandia (spadek religijności o 22 punkty proc.), Szwajcaria (spadek religijności o 21 pkt. proc.) i Francja (spadek religijności o 23 pkt. proc.). Czy to znaczy, że przez świat przetacza się fala ateizacji?

2.
Sekularyzacja – choć niewątpliwie siała postrach, a w niektórych częściach globu, choćby w Europie, doprowadziła do osłabienia religii – dziś znajduje się w odwrocie. Zapewniają o tym ci, którzy – jak amerykański socjolog Peter L. Berger – w latach 60. i 70. proroczym głosem ogłaszali jej tryumfalny pochód i kres religii.

Dziś, co świadczy tylko o jego intelektualnej uczciwości, Berger przyznaje: „Dzisiejszy świat z pewnymi wyjątkami jest tak samo żarliwie religijny jak zawsze, a na niektórych obszarach nawet bardziej niż kiedykolwiek. Oznacza to, że ogół literatury napisany przez historyków i przedstawicieli nauk społecznych, który można określić wspólnym pojęciem „teorii sekularyzacji”, reprezentuje poglądy z gruntu błędne”.

O tym, że religia powraca do krwioobiegu społecznego, nie mają wątpliwości dwaj inni wybitni amerykańscy socjologowie, Rodney Stark i Roger Finke: „Po niemal trzech wiekach całkowicie błędnych prognoz i fałszywego przedstawienia zarówno teraźniejszości, jak i przeszłości, wydaje się, że nadszedł czas, aby doktrynę o sekularyzacji zanieść na cmentarz błędnych teorii i wyszeptać: requiescat in pace”.

Gdyby religie potrafiły mówić, mogłaby rzec: „co mnie nie zabija, to mnie wzmacnia”. Ba, po swoistym „poście od Boga”, dziś możemy zaobserwować nawet swoisty „głód Boga”.

3.

Czy związku z tym polski Kościół i biskupi mogą spać snem sprawiedliwego. Nic z tych rzeczy. O ile religia trzyma się mocno, o czym już kiedyś pisałem, o tyle zmienia się sposób przeżywania religii, czyli katolicyzmu. Dlaczego?

Po pierwsze, Polacy są antyklerykalni, czy nawet antykościelni, ale nie antychrześcijańscy. Potrafią, jak się zdaje, rozróżnić marność kościelnych instytucji od autentycznej tradycji chrześcijańskiej, której chronią jak oka w głowie. Przesłanie miłości i solidarności z bliźnim autorstwa Cieśli z Nazaretu wciąż jest pokusą, której my, Polacy, nie możemy się oprzeć. Ja, przyznaje, nie potrafię.

Po drugie, większość Polaków jest katolikami, ale nie fanatykami. W odróżnieniu, np. od amerykańskich chrześcijańskich fundamentalistów, którzy są gotowi wysadzać kliniki antyaborcyjne lub twierdzić, że zamach na WTC to kara boska za szerzący się w Ameryce homoseksualizm. Nasz „letni katolicyzm” sprawia, że – poza małymi i krzykliwymi grupkami moralnych atletów lub tchórzliwymi politykami, którzy bardziej zdają się przejmować opinią proboszcza niż wyborców – brakuje w nim religijnych rewolucjonistów.

Przykład: Kościół uczy, że in vitro to grzech, a ten, kto popiera zapłodnienie pozaustrojowe nie może przystępować do komunii. Tymczasem ponad 50 proc. Polaków, w większości katolików, opowiada się za stosowaniem zapłodnienia in vitro. Przywiązanie do Kościoła nie oznacza, jak widać, ślepego posłuszeństwa jego nauczaniu.

I po trzecie, Polacy lubią nowoczesność, ale zarazem nie chcą, by ceną za jej akceptację było odrzucenie chrześcijańskiej tradycji. Tym bardziej, że żyjemy w świecie, którego znakiem firmowym jest niepewność, płynność, chaos. Wiara jawi się na tym tle jako stały i pewny punkt odniesienia, a takich punktów człowiek potrzebuje do życia jak tlenu. Naiwna jest zatem nadzieja tych, którzy sądzą, że po przejściu przez Polskę walca nowoczesności katolicyzm zostanie odesłany na śmietnik historii. Przeciwnie: będzie raczej tak, że w każdym polskim domu będzie internet, a przy drogach i tak będą powstawać kapliczki, wokół których ludzie zbierają się, by celebrować nabożeństwa majowe.

Człowiek to jednak dziwne stworzenie. „Wierzy w Boga, jak mówi rabin Abraham J. Heschel, pomimo nieufności do Boga”.

*Jarosław Makowski – publicysta, filozof; szef Instytutu Obywatelskiego