Newsletter

„Bunt miast” a sprawa polska

Paweł Kubicki, 13.08.2012
Niestety, „Bunt miast” Davida Harveya nie stanie się asumptem do poważnej dyskusji o kwestii miejskiej w Polsce

Niestety, „Bunt miast” Davida Harveya nie stanie się asumptem do poważnej dyskusji o kwestii miejskiej w Polsce. Książka została przetłumaczona na język polski, ale brakuje przekładu kulturowego, który pozwoliłby na jej szerszy odbiór

W czerwcu ukazała się książka Davida Harveya „Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja”, którą wydała Fundacja Bęc Zmiana. Polski czytelnik dostał publikację raptem dwa miesiące po światowej premierze, a to u nas wciąż prawdziwa rzadkość jeśli chodzi o ważne światowe pozycje. I tu należą się duże brawa oraz słowa uznania dla wydawcy.

Szczególnie, że dotyczy to książki jednego z najważniejszych współczesnych teoretyków miasta, badacza o ugruntowanej pozycji akademickiej, który na polskim rynku wydawniczym był dotychczas nieobecny. David Harvey jest także ważnym autorytetem współczesnej lewicy, znanym ze swojego silnego zaangażowania ideologicznego. Książka mogła się stać ważnym asumptem do dyskusji o kwestii miejskiej w Polsce. Wątpię jednak, czy tak się stanie.

„Bunt miast” należy do tych pozycji, na które czeka się z niecierpliwością. Znając wcześniejszy dorobek Harveya można się było spodziewać ciekawej analizy współczesnych ruchów miejskich walczących o prawo do miast. Ruchy te są zarzewiem obecnego buntu miast (rewolucji miejskiej?) rozlewającego się po niemal wszystkich kontynentach.

Niestety, jak to się często zdarza, im większe oczekiwania, tym później silniejsze rozczarowanie. Dla mnie wynika ono z trzech zasadniczych powodów. Po pierwsze, niewiele w tej książce miasta, które pozostaje na dalekim, drugim planie. Pierwszoplanowym (anty)bohaterem jest kapitalizm, tu krytykowany z pozycji marksistowskich. Jeśli w książce pojawia się miasto, to tylko jako ilustracja służąca do opisu negatywnych aspektów nowoczesnego kapitalizmu.

Po drugie, hermetyczny język książki sprawia, że zamyka się ona w wąskim gronie odbiorców, i to nie tyle znawców marksizmu, co jego wyznawców. Po trzecie wreszcie, książka jest zbiorem opublikowanych wcześniej artykułów i trudno znaleźć w niej pogłębioną analizę współczesnych ruchów miejskich.

Miejskie odrodzenie, nazywane w książce „buntem”, ma bardziej złożony charakter niż opisuje to Harvey. W przestrzeni miast okres dominacji nowoczesnego kapitalizmu i państwa narodowego był stosunkowo krótki. Miasto jest fenomenem tworzonym w procesie długiego trwania. Dlatego nie można go sprowadzać tylko i wyłącznie do marksistowskiego modelu konfliktu klasowego. Spoglądając z perspektywy owego długiego trwania, współczesne miejskie odrodzenie, w którym tak silnie akcentuje się prawo obywatela do miasta, ma więcej wspólnego z powrotem do średniowiecznej idei samorządności, autonomii i usieciowienia miast.

Stadtluft macht frei („Miejskie powietrze daje wolność”) głosiła średniowieczna maksyma. I to do tej miejskiej wolności dążą także buntownicy i aktywiści z dzisiejszych miast. W średniowieczu ośrodki miejskie były wyspami wolności i samorządności, odosobnionymi na morzu feudalnego despotyzmu. Działo się tak głównie dzięki mieszczaństwu. Podobnie jest i dziś.

Liderami zmiany, niosącymi zarzewie „buntu miast”, nie są dziś „uświadomieni” proletariusze. Częściej to dobrze wykształcona miejska klasa średnia, której nie podoba się spustoszenie dokonywane w ich miastach przez globalny kapitalizm. To on sprawia, że miasta tracą podmiotowość, a mieszczanie prawo do pełnego z nich korzystania, a – co za tym idzie – część swojej tożsamości.

Szczególnie widoczne jest to w kontekście Polski – kraju o bardzo słabych tradycjach miejskich. Czołowe ruchy tworzą dziś głównie wykształceni i relatywnie dobrze sytuowani przedstawiciele klasy średniej, którzy dopiero zaczynają odkrywać miejskość swoich miast.
Ich sprzeciw i bunt nie jest wywołany konfliktem klasowym, ale kulturowym, wynikającym z anachronicznego sposobu zarządzania miastami. Bo polscy decydenci miejscy wciąż myślą kategoriami wywodzącymi się z tradycji szlachecko-chłopskiej, w ramach której miasto postrzegane jest jako suma prywatnych własności. A nowo tworzące się polskie mieszczaństwo patrzy na miasta zgodnie z tradycją miejskiej Europy, gdzie aglomeracje traktowane są jak dobro wspólne. Te dwa różne modele kulturowe zderzają się dziś w przestrzeni naszych ośrodków miejskich. I stanowią o specyfice polskiego buntu miast.

„Bunt miast” czyta się trudno i nie tylko ze względu na bardzo hermetyczny język. W rzeczywistości książka jest zbiorem opublikowanych wcześniej artykułów, złożonych w całość niewielkim nakładem pracy redakcyjnej. Nierzadko więc czytelnik czuje się w tej lekturze zagubiony.

Jednakże, pomimo wszystkich mankamentów, książka powinna stać się lekturą obowiązkową dla polskich samorządowców i decydentów. Znana z wielu innych prac Harveya teza, mówiąca, że przestrzeń miasta zamiast służyć mieszkańcom, jest wykorzystywana do bezwzględnego generowania zysków, zdaje się być szczególnie aktualna w polskich miastach.

Polska lewica słusznie wskazuje, że poważnym problemem jest bezkrytyczna wiara decydentów w politykę neoliberalną. Jako sztandarowy przykład podaje się często fenomen popularności wśród rodzimych samorządowców koncepcji Richarda Floridy. Popularność ta wynika w dużej mierze ze stylu, w jakim Florida pisze. Jego „Narodziny klasy kreatywnej” to książka utrzymana w tonie popularno-naukowym, z łatwością dociera więc do szerokich rzesz odbiorców.

„Bunt miast” natomiast jest książką bardzo trudną w odbiorze i niedostępną dla każdego. Kiedy sam skończyłem ją czytać, nie byłem w stanie wyobrazić sobie miejskich urzędników, którzy z wypiekami na twarzy oddają się tej lekturze i zażarcie dyskutują o tezach Harveya na magistrackich korytarzach. A szkoda. Bo wiedza, jaką przekazuje Harvey, niejednokrotnie bardzo by się naszym decydentom przydała.

Dla polskiej kwestii miejskiej ważne jest, aby lewicowe idee były obecne w szerokim dyskursie publicznym. Choć warto je przedstawiać językiem dostosowanym do polskiego kontekstu kulturowego, inaczej nie wyjdą poza środowiskowe getto. Niestety, „Bunt miast” nie stanie się asumptem do poważnej dyskusji o kwestii miejskiej w Polsce. Książka została przetłumaczona na język polski, ale brakuje przekładu kulturowego, który pozwoliłby na jej szerszy odbiór.

David Harvey, „Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja”, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2012