Ta strona korzysta z ciasteczek. Kontynuując wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.

Edukacja to podstawa

Tom S. Vogl14/08/2012
Małe litery Średnie litery Duże litery

Tom S. Vogl To raczej polityka edukacyjna niż polityka gospodarcza przyczyniła się do problemów klasy średniej – mówi Tom Vogl w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Jaki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz dla gospodarki amerykańskiej w roku 2012 i 2013?

Dr Tom S. Vogl: Cóż, nie jest najlepiej. Od wielu miesięcy wskaźnik stopy bezrobocia tkwi na poziomie ponad 8 proc. i nie widzę jakichś szczególnych powodów, dla których w przyszłym roku można by oczekiwać zauważalnej zmiany tego trendu. Większość badaczy przewiduje powolne, ale dodatnie tempo wzrostu w 2013 roku, czyli podobne do tego, jakie mieliśmy w ostatnim roku.

Czy kryzys w Europie przykuwa uwagę Amerykanów? Czy jest postrzegany jako zagrożenie dla koniunktury w Stanach Zjednoczonych?

Europejski kryzys zwrócił uwagę Amerykanów w dwojaki sposób. Po pierwsze, w kwestii powiązań w gospodarce światowej. Kryzys gospodarczy osłabia globalny popyt na amerykański eksport, a problemy na rynkach kredytowych przelewają się do amerykańskich banków. Są podstawy aby sądzić, że te czynniki nie są dostatecznie doszacowane w debacie politycznej, która raczej koncentruje się na tym, w jaki sposób amerykański rząd, zwłaszcza administracja Obamy, wpłynął na obserwowany w ostatnim czasie mizerny wzrost gospodarczy.

Prawdę powiedziawszy w dyskursie politycznym sytuacja ekonomiczna Europy wykorzystywana jest w inny sposób, który stanowi ów drugi sposób postrzegania europejskiego kryzysu przez Amerykanów. Politykom zainteresowanym ograniczeniem zakresu amerykańskich programów socjalnych kryzys służy jako dowód, że tzw. „socjalizm w europejskim stylu” jest skazany na zagładę. Tą drogą europejski kryzys pojawił się w umysłach Amerykanów jako ostrzeżenie. Taki sposób rozumowania jest bardzo uproszczony, ale trafił na zaskakująco podatny grunt wśród wyborców.

Niektórzy badacze i komentatorzy utrzymują, że narastająca nierówność majątkowa, kurcząca się klasa średnia i wysoki poziom bezrobocia wśród osób młodych w USA zwiastują zmierzch american dream. Czy Ameryka to wciąż kraj możliwości?

Właściwa odpowiedź na to pytanie zależy od tego, jak zdefiniujemy american dream. Jeśli miałby on się łączyć z olbrzymim wzbogaceniem, to niektórzy mogliby się spierać, czy obserwowany w ostatnim czasie wzrost nierówności promował „marzenie”, ponieważ najwyższe dochody pięły się w górę.

Z drugiej strony, jeśli american dream łączyć by się miał z nadzieją na to, że dzieci cieszyć się będą lepszym standardem życia niż rodzice, wówczas perspektywy nie są najlepsze. Mimo że najwyższe zarobki wystrzeliły w górę, w grupie przeciętnych dochodów zaznaczyła się stagnacja. Jeśli ten trend się utrzyma, to możliwe jest, że typowe dziecko nie przewyższy zarobkami swych rodziców.

Jednak wbrew tym wszystkim czynnikom, w Stanach Zjednoczonych nie zaobserwowano utrzymującego się spadku mobilności ekonomicznej. Przykładowo, zależność między dochodami ojców i synów, choć większa niż w Europie, jest dość stabilna w czasie.

A co sprawiło, że amerykańska klasa średnia doznaje rozpadu i co można zrobić, aby ją wskrzesić?

Zdecydowanie najważniejszym powodem stagnacji klasy średniej jest spowolnienie w zakresie zdobywania wykształcenia. Zmiany w hojności programów socjalnych, jak również charakter regulacji finansowej odegrały pewną rolę w długoterminowej ewolucji nierówności majątkowej. Jednak kluczową kwestią w odniesieniu do klasy średniej pozostaje edukacja.

Wykształcenie staje się coraz bardziej cennym atutem na rynku pracy. W dużej mierze wiąże się to z postępem technologicznym. Tymczasem trend przeciętnego wykształcenia, który zwyżkował przez większość XX wieku, spłaszczył się. W tym sensie to raczej polityka edukacyjna niż polityka gospodarcza przyczyniła się do problemów klasy średniej. Takie spojrzenie niesie jednak ze sobą promyk nadziei. Wraz z poprawą polityki edukacyjnej, klasa średnia może ozdrowieć i znów zacząć odnosić sukcesy.

Czy konflikt między zaciskaniem pasa a stymulacją fiskalną jest obecny w amerykańskiej dyskusji politycznej i gospodarczej? Jak oceniany jest „Manifest na rzecz ekonomicznego rozsądku” Paula Krugmana i Richarda Layarda, który odrzuca filozofię cięć?

Dzisiejsze dyskusje nad polityką i gospodarką są mocno skoncentrowane na właściwym rozmiarze sektora publicznego. Prawdę powiedziawszy, ten temat zaczyna wyrastać na największą kość niezgody w wyścigu prezydenckim. Do tej pory charakter debaty miał inny wyraz w Stanach Zjednoczonych niż w Europie. Programy oszczędnościowe cieszą się obecnie poparciem wielu osób, które zapewne doznałyby strat w związku z ich wprowadzeniem. To, czy opinie tych ludzi pozostaną niewzruszone gdy zaczną odczuwać konsekwencje cięć, pozostaje pytaniem otwartym.

Z tego, co mi wiadomo, „Manifest na rzecz ekonomicznego rozsądku” nie jest do końca jasny. Ale zgadzam się z Krugmanem i Layardem, że nagłe zainteresowanie długiem publicznym nie pojawiło się w odpowiednim czasie. Amerykański rząd wciąż cieszy się niskimi kosztami pożyczek, w związku z czym koncentracja w pierwszym rzędzie na przywróceniu wzrostu nie okazałaby się zbyt kosztowna. Jak wskazują Krugman i Layard, zrównoważenie budżetu powinno być raczej postrzegane jako zadanie do realizacji w dalszej perspektywie.

A co może zrobić rząd, aby ograniczyć bezrobocie?

Reakcja rządu powinna uwzględniać jakieś połączenie wzrostu podaży pieniądza, obniżek podatków i wzrostu wydatków socjalnych, w tym na ubezpieczenie od bezrobocia. Ciężko określić optymalną proporcję tych trzech działań. Przy czym amerykańskie rozwiązania ostatnich dwóch lat – oparcie głównie na polityce monetarnej, ponieważ Kongres jest zbyt sparaliżowany, aby wypracować poważne uchwały fiskalne – jest niemal na pewno nieoptymalne.

Jaką radę by pan dał młodym, bezrobotnym Amerykanom i Europejczykom?

W związku z rosnącym znaczeniem wykształcenia na rynku pracy młodzi ludzie powinni jak najintensywniej inwestować w nowe umiejętności i wiedzę. Kursy uniwersyteckie, uczelnie i szkoły techniczne oferują sposób na zagospodarowanie czasu, pozwalają zdobyć przewagę na dzisiejszym rynku pracy i poprawiają perspektywy zatrudnienia w dłuższym horyzoncie.

* Dr Tom S. Vogl – amerykański ekonomista, wykładowca na Uniwersytecie Princeton w USA