Newsletter

Opinia publiczna 2.0

Christoph Neuberger, 08.08.2012
Dostęp do internetu i kompetencje użytkowników zależą od dochodu, wykształcenia czy wieku. Różnice dotyczą zaś nie tylko odbioru treści, ale także udziału w procesach komunikacyjnych

Dostęp do internetu i kompetencje użytkowników zależą od dochodu, wykształcenia czy wieku. Różnice dotyczą zaś nie tylko odbioru treści, ale także udziału w procesach komunikacyjnych

Dokładnie pół wieku temu, w 1962 roku, ukazała się książka Jürgena Habermasa „Strukturalne przeobrażenia sfery publicznej”. Żadne inne opracowanie naukowe nie wpłynęło tak bardzo na debatę o społecznym dyskursie jak praca habilitacyjna młodego uczonego z Marburga. W swoim dziele Habermas analizował powstanie sfery publicznej w XVIII wieku. Postulował, by obywatele mieli równy dostęp do udziału w debacie i w sposób krytyczny zajmowali się sprawami społecznymi. W przeciwnym razie polityczne i gospodarcze elity nadal dominowałyby w sferze opinii publicznej. Obywatele zaś niezmiennie nie mogliby swobodnie i spontanicznie brać udziału w dyskursie.

Można przypuszczać, że Habermasa powinien był ucieszyć rozwój internetu. Przecież nigdy wcześniej żadne medium nie ułatwiło tak bardzo komunikacji w sferze publicznej. Filozof jednak do zasług internetu zalicza przede wszystkim omijanie cenzury w krajach autorytarnych. Wobec potencjału sieci w krajach liberalnych jest dużo bardziej sceptyczny. Internet, owszem, wspiera równość. Jednak nieograniczona oferta sieci jednocześnie dzieli opinię publiczną. Sieć nie stanowi przeciwwagi dla sił odśrodkowych. Zaś pośrednicy w postaci dziennikarzy nie wybierają, redagują i syntetyzują przekazywanych w niej treści.

Uczony z pewnością nie docenił przełomu w mediach i nowego potencjału opinii publicznej. Jednak nadzieje, które zrodziło w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku powstanie internetu, nie były przecież daremne. Dzięki mediom społecznościowym staliśmy się nie tylko użytkownikami, ale i twórcami treści w sieci.

Także od strony technicznej dostęp do opinii publicznej jest dziś łatwiejszy. Nie można jednak zaprzeczyć, że to trochę złudne. Wypowiedzieć w internecie może się dziś każdy. Nie wszystkim udaje się jednak w równym stopniu skupić uwagę czytelnika. Podobnie jak w przypadku mediów drukowanych, w internecie większość użytkowników koncentruje się na treściach oferowanych przez nielicznych. W „Długim Ogonie” (Long Tail) sieci wiele stron internetowych jest odwiedzanych niezwykle rzadko. Badania potwierdzają, że w budowaniu wirtualnej sfery publicznej obowiązuje ruch „od góry ku dołowi”, od dużych do  małych dostawców treści. Ton opinii publicznej w internecie nadają więc dziś duże gazety, magazyny i rozgłośnie radiowe.

Internet jednak rozbudza nadzieje, że będziemy mogli wyrażać się w bardziej autentyczny i bezpośredni sposób. Przenikalność w sieci „z dołu ku górze” staje się coraz większa. W cyfrowej przestrzeni mamy szansę zdefiniować swoje zainteresowania, krytykować czy wreszcie stworzyć przeciwwładzę. Internet ułatwia koordynowanie działań w formie petycji, protestów i bojkotów. Dzięki możliwościom wirtualnej rzeczywistości, obok tradycyjnych partii i związków, rozwija się obywatelska aktywność…

Ten sposób kształtowania opinii publicznej jest najważniejszym celem świętującej ostatnio zwycięstwa wyborcze w wielu krajach europejskich Partii Piratów. Jednak, jak pokazuje przykład niemieckich Piratów, niełatwo jest przekuć koncepcję społecznej partycypacji w czyn. Zadanie to utrudniają chociażby brak jasnego przekazu i wewnętrzne partyjne konflikty.

Także gotowość obywateli do udziału w debacie publicznej jest warunkiem ich udziału w demokratycznych procesach. Niewielu jednak chce brać udział w tej debacie. Tendencja ta znajduje odzwierciedlenie w badaniach.

W ramach projektu naukowego przeprowadzonego przez Uniwersytet Techniczny w Ilmenau przeanalizowano aktywność obywateli w przestrzeni internetowej w latach 2004-09. Okazuje się, że bardzo niewielu Niemców wypowiada się na tematy polityczne. Te wyniki tylko potwierdzają obawy, że internet pogłębia społeczne różnice. Niestety z sieci korzystają przede wszystkim i tak już uprzywilejowane grupy społeczne.

Badania poświęcone „cyfrowemu wykluczeniu” pokazują, że dostęp do internetu i kompetencje użytkowników zależą od takich czynników jak dochody, wykształcenie i wiek. Różnice dotyczą zaś nie tylko odbioru treści, ale także udziału w procesach komunikacyjnych. Lękiem napawa więc nie tylko rozdźwięk w posiadanej wiedzy, ale i społecznej partycypacji. Takie mechanizmy wykluczenia nie są jednak nowe. Przecież już w XVIII wieku tylko niewielka grupa zamożnych i wykształconych miała dostęp do sfery publicznej.

tł. Weronika Przecherska

*Prof. Christoph Neuberger – niemiecki badacz wiedzy o komunikowaniu, kieruje Katedrą Nauki o Komunikowaniu na Uniwersytecie Ludwika Maksymiliana w Monachium