Newsletter

Kraj, którego nie widać

Michał Dobrzański, 06.08.2012
Dopiero przejazd drogą, której otoczenie wolne jest od reklam pozwala dostrzec, jak niekorzystny jest chaos reklamowy

W poprzednim wpisie  zwracałem uwagę, że podróż A2 daje odczucie, jakby nie było się w Polsce lecz „na Zachodzie”. Przyczyn tego stanu rzeczy jest oczywiście wiele. Główna jest zaś taka, że infrastruktura drogowa o takim rozmachu jest wciąż w Polsce rarytasem.

Nie wdając się jednak w dywagacje nad stanem polskiej infrastruktury, chciałbym zwrócić uwagę na inny fenomen, który wiąże się z podróżowaniem po autostradzie i innych nowo oddanych drogach w Polsce. Buduje się je tak, aby możliwie odizolować ruch samochodowy od reszty świata, czego przejawem są liczne płoty uniemożliwiające dostęp osobom postronnym. Wyrazem tego są również ekrany akustyczne chroniące okolicznych mieszkańców przed uciążliwym hałasem drogowym, który w przypadku tras szybkiego ruchu jest szczególnie dotkliwy. Instalacje te mają jednak także pewien skutek uboczny, który nasuwa ciekawe wnioski.

Gdzie bowiem widok nie jest przesłonięty przez wspomniane instalacje, tam właśnie – z tras ekspresowych i autostrad – najlepiej podziwiać można krajobraz. Najlepiej zobaczyć też można, jak wygląda Polska. Pytanie, dlaczego?

Wygrodzony pas drogowy powoduje, że nie ma miejsca przy drodze, gdzie umieścić by można różnego rodzaju nośniki reklamowe. Pobocze nie ginie więc w gąszczu dzikiej reklamy, która występuje wzdłuż innych dróg w całym kraju. Brak tu miejsca na postawienie chałupniczo wyprodukowanych szyldów, banerów i płacht, które gdzie indziej szpecą przestrzeń.

Dopiero przejazd drogą, której otoczenie wolne jest od reklam pozwala dostrzec, jak niekorzystny jest chaos reklamowy wzdłuż drogi. Przejazd drogą wolną od nieokiełznanego outdooru pozwala dostrzec krajobraz, którego na ogół zwyczajnie nie widać zza reklamowej pstrokacizny.

Problem ten nie ma zresztą charakteru wyłącznie estetycznego. Dzika reklama wzdłuż pobocza w pierwszej kolejności istotnie zaburza czytelność drogi – reklamy odwracają uwagę kierowców od tego, co dzieje się na drodze. Poza tym na tle konkurujących ze sobą jaskrawością i kolorami reklam, znaki drogowe przestają być widoczne.

Natłok reklam przy polskich drogach nie służy zresztą nawet samym reklamodawcom. Znaczne zagęszczenie informacji  powoduje bowiem, że odbiorca nie jest w stanie wychwycić jej treść. Kolejne informacje zlewają się w jeden szum i przestają przykuwać uwagę. W związku z tym reklamodawcy zmuszeni są do sięgania po coraz to silniejsze bodźce.

Ostatnio modnym narzędziem dla osiągnięcia tego celu stały się ekrany LED, które na okrągło emitują światło, szczególnie w nocy oślepiając kierowców i zatruwając życie okolicznym mieszkańcom. I tak spirala coraz agresywniejszej reklamy zewnętrznej się nakręca.

O tym, że dzika reklama rozlewająca się na wszystkie strony szpeci architekturę,  zasłania ludziom okna i zawłaszcza przestrzeń publiczną nie trzeba już chyba dziś nikogo specjalnie przekonywać. Warto jednak zwrócić także uwagę na fakt, że zupełny brak kontroli nad tym zjawiskiem przekłada się także na bezpieczeństwo ruchu drogowego. To przesyt bodźców wzrokowych na pewno nie ułatwia kierowcom koncentrowania się na tym, co naprawdę ważne.

Dlatego właśnie rozwiązanie tego problemu jest konieczne zarówno ze względów estetycznych, jak również ze względów bezpieczeństwa.

Póki nie uporamy się z problemem dzikiej przydrożnej reklamy, Polska widziana z samochodu będzie jawiła się jako kraj, który jest brzydki. Dlatego, skoro na niektórych drogach zaczęła być już dostrzegalna poprawa, może czas najwyższy, aby nazwać rzecz po imieniu. Wygląd otoczenia drogi wpływa zarówno na komfort podróży, jak i jej bezpieczeństwo.