Newsletter

Romney, niewykorzystana szansa

Cezary Kościelniak, 03.08.2012
Zamiast stawać po jakieś stronie, warto próbować robić interesy, dokładnie jak robią to Amerykanie

Zamiast stawać po jakieś stronie, warto próbować robić interesy, dokładnie jak robią to Amerykanie

Reakcje polskich publicystów i polityków na kampanię wyborczą  w USA pokazują, że nie wiemy w czym leży istota sprawy. Po jednej stronie słyszymy ideologiczne okrzyki poparcia dla lewicowych idei Baracka Obamy (tak jakby to były wybory w naszym kraju) i pohukiwania na wizytę Mitt’a Romneya w Polsce, a po drugiej stronie histeryczno-historyczne pragnienie moralnego sojuszu z USA oraz oczekiwań zaangażowania amerykańskich polityków w nasze sprawy (np. w kwestię Smoleńską). Obie strategie osadzone są w niezrozumieniu polityki USA, która przede wszystkim opiera się na pragmatycznej ekonomii. Pragmatyką  wykazał się tylko Romney. Kandydat na prezydenta nie zdecydował  się spotkać ani z Kwaśniewskim i Millerem, którzy wszystko położyli na jedną polityczną kartę i aktywnie włączyli się w republikański projekt wojny z Irakiem, ani z Jarosławem Kaczyńskim, który podczas swoich rządów bezwarunkowo wspierał  politykę Georga W. Busha. Można to odczytać, jako rewizję  dotychczasowej doktryny republikanów, co mogłoby się wiązać  się z nowymi propozycjami politycznymi.

Co można by z tej wizyty zyskać? Okres kampanii wyborczej zawsze obfituje w klęskę urodzaju politycznych obietnic, ale właśnie teraz o względy Polski zabiega dwóch kawalerów. Ryzyko skutków gry na dwa fronty i negatywnej reakcji ze strony środowiska Obamy jest niewielkie, gdyż Polska nie zajmuje wysokiej pozycji na liście priorytetów polityki zagranicznej obecnego prezydenta USA. Romney nie ukrywa, że narzędziem pobudzania ekonomii USA jest międzynarodowy outsourcing. Tańsza produkcja za granicą miałaby pobudzić  amerykańską gospodarkę. Dla USA, Chiny oraz Indie to nadal najwięksi partnerzy ekonomiczni, ale nie można wykluczyć, że strumień  outsourcingu mógłby pojawić się również w Polsce. Debata o tym nie została jednak wywołana. Jedynym politykiem, który pojął logikę tej gry i aktywnie do niej się włączył  przyjmując Romneya na godziwym poziomie był Bronisław Komorowski. Prezydent poruszył kluczowe kwestie, np. sprawę nieszczęsnych wiz, których zniesienie, jak powiedział, staje się wręcz sprawą  symboliczną.

Czytaj całość:

Źródło: Rzeczpospolita