Newsletter

Co Madonna ma wspólnego z Powstaniem?

Aleksander Kaczorowski, 01.08.2012
Dla mnie Powstanie Warszawskie ma twarz mojej babki Natalii, która nigdy mi o nim nie opowiadała

1.

Dla mnie Powstanie Warszawskie ma twarz mojej babki Natalii, która pierwsze sierpniowe dni Powstania spędziła wraz z moją matką, wtedy ledwie czteroletnią, w piwnicy rodzinnego domu przy ulicy Górczewskiej. Moja wyobraźnia nigdy nie przekroczyła progu tego prowizorycznego schronu – i to chyba dobrze. Nie wiem, w jaki sposób te dwie najbliższe mi w dzieciństwie istoty przetrwały w tej kryjówce pierwszy, najstraszniejszy tydzień Powstania, kiedy to Niemcy i ich kolaboranci, przeważnie z obszaru ówczesnego ZSRR: Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini i podobno najgorsi z nich, Azerowie, wymordowali w peryferyjnych dzielnicach stolicy – Ochocie i Woli – kilkadziesiąt tysięcy bezbronnych cywili. Mężczyzn, kobiet i dzieci.

Czekam na polskiego Jonathana Littela, który cynicznie, z pornograficznym umiłowaniem szczegółu, odmaluje na kartach tysiącstronicowej, bestsellerowej powieści prawdę o Powstaniu Warszawskim. O tej największej w naszych dziejach rzezi ludności cywilnej, o zbiorowych gwałtach na kobietach i dzieciach, o wyrzucaniu żyjących jeszcze ofiar z okien kamienic i paleniu ich żywcem. O tej orgii przemocy, ciągnącej się przez tyle dni…

Z pewnością taka książka kiedyś powstanie, a napisze ją jakiś obrotny Amerykanin. Na razie musi nam wystarczyć koncert Madonny. Ta quasi-pornograficzna erupcja złego smaku, ten wysyp bezmyślnej, pławiącej się w samouwielbieniu głupoty, ta sadomasochistyczna, szydząca z jakichkolwiek wyższych uczuć przebieranka, jaką są jej występy, więcej ma wspólnego z 1 sierpnia, więcej nam mówi o tym, czym naprawdę było Powstanie niż ckliwe teledyski w rodzaju „There is a city”, z tą nieodłączną muzyczką w stylu Sigur Ros i wstrętnym samozachwytem współczesnych warszawiaków, przeważnie przyjezdnych, którzy przez jedną minutę w roku oddają hołd powstańcom. Czy wiecie, że ja, że moi bliscy, tak jak tysiące tych, co przeżyli, jak ich dzieci i wnuki, do dziś dnia przeklinamy codziennie ich wszystkich – powstańców, Niemców, Sowietów? Wszystkich – bez wyjątku.

2.

Dla mnie Powstanie Warszawskie ma twarz mojej babki Natalii, która nigdy mi o nim nie opowiadała. Niemcy śnili się jej do końca życia, a jej jęk, jej skowyt, zapamiętam do końca życia. Nieraz nad ranem przed nasz blok zajeżdżała ciężarówka, wysypywali się z niej żołnierze w mundurach feldgrau i otaczali nas gęstym szpalerem. Widziałem ich z okien – tak jak moja babcia.

Nieco dalej, w odległości niespełna tysiąca metrów od naszego bloku, stał i do dziś stoi dom, w którym wiosną 1945 roku ukrywał się przywódca powstania, gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”. Nie spędził tam wiele czasu; miejsce jego pobytu zdradzili Sowietom jego właśni podkomendni, oficerowie AK.

Widzę go – tym razem wyobraźnia pracuje bez szwanku – widzę go z okna mojego domu rodzinnego, jak idzie ulicą noszącą dziś jego imię w stronę przystanku kolejki WKD, którą powinien był pojechać na umówione spotkanie z Sowietami. Za kilka godzin wszyscy uczestnicy tego spotkania, prominentni przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego, zostaną aresztowani przez NKWD i wywiezieni do Moskwy, gdzie czeka ich proces, wieloletnie więzienie, zesłanie do łagrów lub śmierć.

„Niedźwiadek” mógł uniknąć tego losu. Mógł uciec na Zachód i jak gen. „Bór” Komorowski do końca życia popijać herbatkę. Feralnego dnia spóźnił się na kolejkę, a samochód, który zatrzymał, prosząc o podwiezienie do Pruszkowa, zepsuł się po przejechaniu zaledwie kilkuset metrów. Zły omen? „Niedźwiadek” nie wierzył w takie rzeczy – wiarę w zabobony, w intuicję, w przeczucia wybito mu z głowy w wojsku, w którym spędził całe dorosłe życie. Odkupił rower od jakiegoś przypadkowego cyklisty i na nim dojechał do Pruszkowa. Podobno enkawudziści udusili go na Łubiance gołymi rękami.

3.

Zróbcie film o Powstaniu. Może powinniśmy w końcu zobaczyć to wszystko, na co nie wystarcza nam wyobraźni. Jak to jest, gdy rozstrzeliwują w jedno popołudnie kilkanaście tysięcy bezbronnych ludzi, wypędzonych z kamienic na Woli, nieraz sąsiadów od trzech pokoleń? Co czują ci, którzy na to patrzą, a potem z tym żyją?

O tym zróbcie film, niech trwa trzy, cztery, osiem godzin.

W napisach końcowych napiszcie, ilu w Powstaniu zginęło mieszkańców Warszawy.

Ilu Niemcy wywieźli do obozów koncentracyjnych.

Ilu zginęło powstańców.

Ilu Niemców.

Ilu na jeden dzień Powstania przypada zabitych Niemców, powstańców i cywili.

4.

Dla mnie Powstanie Warszawskie zawsze będzie miało twarz mojej babki Natalii i dziadka Aleksandra. Babka ostatni raz widziała się z nim 3 sierpnia, gdy wpadł na chwilę do tej piwnicy na Górczewskiej.

Mama mówi, że chyba go pamięta.