Newsletter

Postęp utracony?

Radosław A. Szymański, 26.07.2012
Jedną rzeczą jest proste spostrzeżenie, że jest lepiej niż było. Zupełnie inną rzeczą jest organizować swoje życie wedle ideologii postępu

Jedną rzeczą jest proste spostrzeżenie, że jest lepiej niż było. Zupełnie inną rzeczą jest organizować swoje życie wedle ideologii postępu

W wiosennym numerze kwartalnika „Res Publica Nowa” jednym z głównych tematów jest utracona wiara w postęp oraz postulowana – mniej lub bardziej explicite – potrzeba jej wskrzeszenia. Numer otwiera tekst Xawerego Stańczyka, w którym autor, zahaczając o Awangardę Krakowską i Norberta Eliasa nawołuje do zdrowszego traktowania piłkarskich Mistrzostw Europy.

U progu XX wieku sport traktowany był jako część wielkiego procesu modernizacji, który odmieni społeczeństwa. Nowo odkrywana fizyczność, oczyszczona z biologicznych imperatywów z jednej strony, niezwiązana z rytuałami z drugiej; zawiązywanie nowych społeczności – pragmatycznych i przejrzystych społecznie klubów sportowych; wykorzystanie najnowszych technologii przy budowie stalowo-betonowych stadionów – sport był częścią snu. Snu modernistów, snu o nowej cywilizacji, która nie wróci do przed-społecznej zwierzęcości, ale i oczyści się z religijno-metafizycznego bagażu.

Rozczarowanie sportem było bolesne. Aż zbyt łatwo – jakby na przekór XX-wiecznym futurystom – zaczął cyrkulować w kapitalistycznym obiegu. Zamiast wyzwalać, uległ przekształceniu w nowe, dochodowe „opium dla mas”. Dla Stańczyka, Euro 2012 idealnie wpisuje się w ten zbankrutowany już projekt sportowy ery modernizmu, z właściwymi dla siebie centralizacją, odgórnością i ekonomizmem. Autor z optymizmem opiera się jednak temu podstępnemu „zawłaszczeniu” idei sportu przez siły antypostępowe i antymodernizacyjne (konsumpcyjny kapitalizm); nie zgadza się na ich nieodwołalność.

Stańczyk wzywa do odnowienia nośności społecznej ducha sportowego – nie pod postacią marzeń o industrializacji (budowania twardej infrastruktury: stadionów, autostrad, kolei), ale o miękkiej, oddolnej modernizacji na poziomie mniejszych komórek społecznych. Nawołuje do zarzucenia postrzegania sportu w kategoriach wielkich, oderwanych od sytuacji społecznej przedsięwzięć nastawionych przede wszystkim na zysk. W zamian proponuje zwrot w stronę sportu amatorskiego, będącego spoiwem małych społeczności i ich własnym motorem postępu.

Propozycje autora tekstu – przejście od sportu profesjonalnego i wielkich widowisk do amatorskiego i lokalnego; od modernizacji miękkiej do twardej – same w sobie są słuszne. Jednak przy okazji wikła się on w niebezpieczną dialektykę postępu. Odkurzanie modernistycznego snu o nowym wspaniałym świecie jest przedsięwzięciem nieoczywistym i ryzykownym, bowiem idea postępu jest toksyczna na bardziej fundamentalnym poziomie. Jej szkodliwość unaocznia dopiero rozróżnienie postępu jako faktu historycznego i jako ideologii.

Z jednej strony mamy bowiem, jak to autor cytuje za Eliasem, niepodważalnie godne szacunku owoce kultury ludzkiej: wielką akumulację wiedzy, sublimację praktyk i wzrost dobrobytu. Zestawienie tych zdobyczy z lepiej lub gorzej udokumentowanym stanem sprzed lat, wedle wymiernych kryteriów, czyni postęp rodzajem faktu. Faktu, z którym wciąż można polemizować, na przykład kwestionując dobór kryteriów (kryterium szczęścia kontra kryterium bogactwa) i który przez to pozostaje w sferze materii historycznej.

Z drugiej strony, dla wielu umysłowości, które bezrefleksyjnie podążają śladami oświecenia i jego późniejszej, zdegenerowanej formy, postęp staje się czymś więcej – ideologią. Nie jest czymś, co można zaobserwować, patrząc wstecz, a czymś, co widzi się, patrząc naprzód. Staje się zasadą organizującą życie, obietnicą zbawienia na ziemi – w czym staje się zwulgaryzowaniem idei chrześcijańskiej eschatologii. Żyjemy po to, by jutro było takie same jak dziś, tylko, że lepsze – głosi ideologia postępu.

Jest to wyrazem poddania się pokusie posiadania odgórnego celu, który nie należy do sfery rzeczy niestałych i nieabsolutnych – czyli innymi słowy, ludzkich. Celu, dzięki któremu można zapomnieć o tym, że jesteśmy w życiu zdani na samych siebie. Mieszanka pysznej wiary w nieograniczoność gatunku ludzkiego i potrzeby bezpieczeństwa, solidnego oparcia, pochodzącego nie od ułomnego człowieka, a od nauki (bo postęp jest przecież faktem), skutkuje wyrzuceniem „celu życia” poza nawias życia. Wieczną alienacją człowieka od siebie w ramach ziemskiej, totalitaryzującej eschatologii. Tymczasem człowiek, opuszczając naturę i budując kulturę, rozpoczął życie w świecie swoich własnych celów. Czy tego chce, czy nie.

Paradoksalnie, najdoskonalszym wyrazem mentalności postępowej w dzisiejszym świecie jest nie socjalizm, a bezwzględny kapitalizm. Tak jak pisał Witkacy, fordyzm i komunizm to dwie strony tej samej monety. Współczesny konsumpcjonizm najlepiej ukazuje niebezpieczeństwa i paradoksy bezrefleksyjnego zapomnienia się w parciu do wiecznego wzrostu. Dlatego, wracając do tekstu Stańczyka, z postępem trzeba obchodzić się ostrożnie; nawet w warstwie retorycznej.

Problem z ideologią postępu jest na tyle głęboki, że proponowany przez autora zabieg kosmetyczny raczej jej nie uratuje.

„Res Publica Nowa” nr 17/2012 (207), lipiec 2012

*Radosław Szymański – student filozofii i stosunków międzynarodowych na uniwersytecie w St Andrews, stażysta w Instytucie Obywatelskim.