Newsletter

Rosyjski głos w sprawie Syrii

Michał Rzepecki, 19.07.2012
Historia relacji rosyjsko-syryjskich sięga jeszcze czasów zimnej wojny, kiedy to Związek Radziecki w imię walki z „zachodnim imperializmem” związał się sojuszem z Damaszkiem

Historia relacji rosyjsko-syryjskich sięga jeszcze czasów zimnej wojny, kiedy to Związek Radziecki w imię walki z „zachodnim imperializmem” związał się sojuszem z Damaszkiem

Syryjskim powstaniem świat żyje od ponad roku. Krwawy reżim prezydenta Baszara el-Asada przy użyciu ciężkiej broni próbuje rozprawić się z opozycją. Giną setki syryjskich obywateli, w tym kobiety i dzieci.

Przez szereg miesięcy Moskwa była przeciw wszelkim próbom międzynarodowego zakończenia tej niekończącej się fali przemocy. Razem z Chinami Federacja Rosyjska dwukrotnie – w październiku 2011 roku i w lutym 2012 roku – blokowała na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ projekty rezolucji potępiających działania syryjskiej strony rządowej.

Również przygotowywany obecnie kolejny projekt rezolucji zostanie przez FR zawetowany.

Oczywiście, jak na państwo aspirujące do roli globalnego mocarstwa, Rosja musiała zabrać głos także w kwestii syryjskiej. Jednakże nie tylko tym faktem trzeba tłumaczyć rosyjskie zaangażowanie w wydarzenia mające miejsce w tym bliskowschodnim państwie.

Względy decydujące o syryjskim wektorze rosyjskiej polityki zagranicznej są głównie natury geopolitycznej. Historia relacji rosyjsko-syryjskich sięga jeszcze czasów zimnej wojny, kiedy to Związek Radziecki w imię walki z „zachodnim imperializmem” związał się sojuszem z Damaszkiem. ZSRR stał się monopolistą jeśli chodzi o dostawy broni, w tym także broni chemicznej. W efekcie budowania przez Moskwę przeciwwagi militarnej dla Izraela, jak szacują służby wywiadowcze różnych państw, prezydent el-Asad dysponuje największym arsenałem tego typu broni na świecie.

Nasuwa się w związku z tym pytanie, czy przyciśnięty do muru przez rebeliantów lub interweniujące wojska państw zachodnich Asad zdecyduje się na użycie broni chemicznej? Wydaje się to być niestety wielce prawdopodobne. Równie niebezpieczny scenariusz polega na przedostaniu się syryjskiego sarinu czy gazu musztardowego w ręce terrorystów, którzy mogą wykorzystać powstały po obaleniu el-Asada chaos.

Dużo ważniejsze z dzisiejszego punktu widzenia jest jednak posiadanie przez Federację Rosyjską znajdującego się na terytorium Syrii morskiego portu wojennego. W czasach zimnej wojny Związek Radziecki założył bazę wojskową w portowym mieście Tartus. Dawało to flocie radzieckiej możliwość operowania na wodach Morza Śródziemnego.

Po kilkunastu latach od zakończeniu zimnej wojny Rosja nie kwapiła się do dalszego bycia protektorem Damaszku. Było to spowodowane między innymi proamerykańską linią w syryjskiej polityce zagranicznej. Do dawnego sojuszu powrócono dopiero w 2005 roku, kiedy to Moskwa dokonała umorzenia blisko 13 mld dolarów syryjskiego długu pochodzącego jeszcze z okresu ZSRR.

W 2008 roku el-Asad jako jeden z nielicznych światowych przywódców udzielił poparcia Rosji w związku z konfliktem w Gruzji. Pozimnowojenny sojusz na linii Moskwa-Damaszek stał się korzystny dla obydwu stron. Rosja nadal mogła sprzedawać stronie syryjskiej broń i nowoczesne technologie militarne. Według danych zaprezentowanych przez sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem aż 78 proc. importowanej w latach 2007-11 przez Syrię broni pochodziło właśnie z Rosji.

Jeszcze w czasie trwającego konfliktu pomiędzy reżimem a rebeliantami rosyjskie dostawy płynęły do Damaszku szerokim strumieniem. Moskwa nie przejmowała się w najmniejszym stopniu krytyką ze strony reszty świata, utrzymując, że transporty te są w pełni legalne i w żaden sposób nie przyczyniają się one do rozlewu krwi w Syrii.

Dzięki odnowieniu bardzo przyjaznych relacji, Federacja Rosyjska uzyskała zgodę na dalsze stacjonowanie blisko stuosobowego kontyngentu wojskowego w bazie w mieście Tartus. Obecnie jest to jedyna rosyjska baza wojskowa znajdująca się poza byłym terytorium radzieckim.

Czy zatem tylko z powodu trwającego od lat sojuszu Federacja Rosyjska zajmuje stanowisko odmienne od prezentowanego przez Zachód i państwa arabskie? Odpowiedź na to pytanie jest oczywiście złożona i wieloaspektowa.

Angażując się w sposób konstruktywny w prace na rzecz rozwiązania konfliktu wewnętrznego w Syrii, Federacja Rosyjska pragnie osiągnąć własne cele. Pierwszy z nich to niedopuszczenie do międzynarodowej interwencji zbrojnej wymierzonej w prezydenta el-Asada. Pojawienie się na terytorium tego państwa oddziałów amerykańskich, brytyjskich, francuskich czy choćby tureckich doprowadziłoby do zakłócenia status quo na Bliskim Wschodzie.

Po drugie, władze na Kremlu z natury swej przeciwne są jakimkolwiek procesom prowadzącym do zmian ugruntowanych rządów autorytarnych czy wszelkiej maści dyktatorów. Panicznie boją się rewolucji, oddolnych ruchów społecznych, powstających w imię demokracji i poszanowania praw człowieka. Ogromną traumą dla rządzących Rosją była seria „kolorowych rewolucji” (w Gruzji, na Ukrainie, w Kirgistanie) czy „arabska wiosna”. Ekipa Putina nie bez powodu obawia się, iż obalenie kolejnego dyktatora może wpłynąć konsolidująco na rodzimą opozycję.

Ponadto zmiana, która dokonałaby się na szczytach władzy w Damaszku, byłaby nie na rękę rosyjskim koncernom – przede wszystkim gazowemu gigantowi, jakim jest Gazprom. Dotychczasowa „arabska wiosna”, zwłaszcza wydarzenia w Libii, doprowadziły rosyjskie firmy do znacznych strat.

Minister spraw zagranicznych FR Siergiej Ławrow oznajmił ostatnio, że w Syrii znajduje się około sto tysięcy Rosjan. Pod znanym i wypróbowanym pretekstem ochrony własnych obywateli, Kreml wysłał swoje okręty wojenne do portu w Tartusie. Jednak prawdziwe intencje tego kroku są inne. Chodzi tu przede wszystkim o ochronę własnego interesu geopolitycznego. Niekontrolowany rozwój wypadków mógłby pozbawić Rosjan własnej bazy wojskowej w Tartusie. Utrzymanie tego portu choć w części zaspokoi imperialne aspiracje Rosji. Poza tym zwiększając swój kontyngent, Federacja Rosyjska będzie mogła w większym stopniu kontrolować sytuację w Syrii, a nawet w całym regionie.

Podsumowując można zauważyć, że wszelkie rosyjskie poczynania związane z syryjskim konfliktem są niczym innym jak tylko chłodną kalkulacją i dobrze przemyślanym planem. Moskwa z jednaj strony broni reżimu, z drugiej nie zamyka się na rozmowy z opozycją. W zależności od tego, kto okaże się stroną zwycięską , Rosja chce zachować dobre relacje z każdym, przedłużając wewnątrzsyryjskie zmagania możliwie długo.

W szerszym, globalnym spektrum, Rosja chce uzyskać opinię bezstronnego mediatora, państwa, bez udziału którego nie można rozwiązać żadnego istotnego problemu. Nie chce także dopuścić do umocnienia pozycji innych podmiotów w regionie Bliskiego Wschodu. Przede wszystkim jednak Kreml pragnie strzec własnego interesu – zyskać jak najwięcej, zarówno dosłownie (poprzez sprzedaż broni), jak i politycznie (na płaszczyźnie polityki wewnętrznej i zagranicznej).

*dr Michał Rzepecki – politolog, rosjoznawca i amerykanista.