Newsletter

Jak City straciło głowę (i reputację)

Aleksandra Kaniewska, 18.07.2012
Dzień zaczęty od kawy w Starbucksie, a zakończony szampanem Bollingera. A w międzyczasie naginanie finansowej struktury dla własnego zysku. Tak wygląda życie bankstera

Dzień zaczęty od kawy w Starbucksie, a zakończony szampanem Bollingera. A w międzyczasie naginanie finansowej struktury dla własnego zysku. Tak wygląda życie bankstera

Na początku lipca na londyńskim horyzoncie wyrosła nowa wieża – ponad 310-metrowy budynek Shard (ang. odłamek) projektu włoskiego giganta architektury Renzo Piano. Dla jednych to symbol brytyjskiego sukcesu, najwyższy w Europie modernistyczny powód do dumy. Dla innych zbyt duży, zbyt ostentacyjny i zbyt drogi – kosztował 1,5 mld funtów – pomnik chciwości, nierówności i błędów kapitalizmu. Oficjalne otwarcie tej strzelistej, szklanej góry zbiegło się w czasie z największym, od czasu upadku Lehman Brothers w 2008 roku, skandalem finansowym na Wyspach.

Okazało się bowiem, że jeden z najstarszych brytyjskich banków, Barclays, manipulował stawkami LIBOR i EURIBOR, czyli ustalanymi dziennie stopami oprocentowania kredytów międzybankowych. Miało to ogromny wpływ nie tylko na międzynarodowy sektor finansowy, ale też na sytuację przeciętnych zjadaczy chleba – tych spłacających kredyty hipoteczne i pożyczki studenckie, a także korzystających z kart kredytowych.

Z 87 piętra wieżowca Shard obydwie londyńskie dzielnice finansowe – City i Canary Wharf – wyglądają jak maleńkie kawałki puzzli. Problem w tym, że teraz także reputacja całego brytyjskiego sektora finansów jest w kawałkach. Jak „shard” właśnie – odprysk z układanki dobrobytu – który przypomina, czym może się skończyć nieokiełznana miłość do pieniądza.

Dzień zaczęty od kawy w Starbucksie, a zakończony szampanem Bollingera. A w międzyczasie naginanie finansowej struktury dla własnego zysku. Tak wygląda życie bankstera (połączenie słów „bankier” i „gangster”), jak pracowników korporacji finansowych nazwał niedawno „The Economist”. Od czasów zapaści finansowej z 2008 roku bankierzy po dwóch stronach Atlantyku nie mieli dobrej prasy.

Pokazuje to chociażby amerykański film „Margin Call”, w Polsce znany pod dużo bardziej nacechowanym emocjonalnie tytułem „Chciwość”. W jednej ze scen cyniczny szef wzorowanego na Lehman Brothers banku – w tej roli Jeremy Irons – mówi do swoich pracowników: „W tym biznesie zarabia się na trzy sposoby: musisz być szybszy, mądrzejszy albo oszukiwać”.

Zdaje się, że podobny etos pracy rządzi również londyńskim City. Tuż po ujawnieniu informacji o machinacjach stopami międzybankowymi, nadzory finansowe w Wielkiej Brytanii i Ameryce szybko nałożyły na brytyjski bank bezprecedensową karę 290 mln funtów, równowartość 1,5 mld złotych. Ale prawie tak samo oburzające, jak sam proceder manipulowania LIBOR i EURIBOR, okazały się być służbowe maile kilkunastu bankierów, które upubliczniła brytyjska Financial Services Authority (FSA). „Stary, jestem twoim dłużnikiem. Wpadnij do mnie po pracy, otworzymy butelkę Bollingera” – pisał jeden trader do drugiego. „Zrobiłem to dla ciebie, duży chłopczyku” – kwitował inny. W sumie ponad 200 kompromitujących bank przykładów machlojek i przekrętów.

FSA wyliczyła, że wartość operacji, na które wpływ miały manipulacje LIBOR, tylko w pierwszej połowie 2011 roku wyniosła 554 bln dolarów. Biorąc pod uwagę wysokość zakładów finansowych, o które toczy się walka, każdy ułamek procenta manipulacji oznaczał dla maklera-oszusta zysk nawet kilku milionów dolarów. Przytomne wyliczenia, na przykład Alexa Andreou z magazynu „New Statesman”, pokazują kontekst i skalę tych oszustw. „Manipulacje stawkami LIBOR nawet o jedną dziesiątą procenta dają wypaczenia wielkości całego unijnego pakietu ratunkowego” – pisze autor. Wyjątkowo kuriozalnie brzmi w tym kontekście jedno z haseł, którymi Barclays reklamował się na Wyspach: „For the best fixed rates”, czyli „Najlepsze stałe stawki”.

„LIBOR-gate” zatacza coraz szersze kręgi. Potoczyły się już głowy najwyższych rangą szefów banku Barclays. Do dymisji podał się prezes Marcus Agius, biorąc na siebie odpowiedzialność za skandal, którego dopuścili się jego pracownicy. Chwilę później, podobno z własnej woli, ustąpił niecierpiany za swój jankeski i ostentacyjny styl bycia wieloletni dyrektor generalny Barclays Robert Diamond (zwany „Diamentowym Bobem”). Nie zachował się z klasą, a podczas przesłuchania przed komisją Izby Gmin całą winę próbował zrzucić na bankierów, zapewniając, że sam o manipulacjach nie miał pojęcia.

Cała sprawa może przynieść jeszcze kilka wstrząsów wtórnych – i to zarówno finansowych, jak i politycznych. Na łeb na szyję spadają słupki poparcia torysom, od zawsze uważanych za „zblatowanych” z londyńskim City. Niejasna zdaje się też rola, jaką w tym skandalu mógł odegrać Bank Anglii, a w zwłaszcza jego wiceprezes, Paul Tucker. Jak twierdził podczas przesłuchań były dyrektor operacyjny Barclays Jerry del Missier, to Tucker dyskretnie sugerował Barclaysowi obniżanie kwotowań (Tucker mówi, że to nieporozumienie).

Amerykański weteran inwestycyjny, Warren Buffett ostrzega, że ta afera to „grubszy proceder”, w który zamieszane może być nawet 16 innych globalnych instytucji finansowych: w Europie, Stanach Zjednoczonych czy Japonii. Na liście możliwych oszustów wymieniane są Bank of America, JPMorgan Chase i Citigroup. Jedna ze świeższych informacji mówi także, że kolejny brytyjski bank, HSBC, może być zamieszany w pranie brudnych pieniędzy dla meksykańskiej mafii. I to na kwotę ponad 7 mld dolarów!

Wiadomo, że stworzenie nowych, surowych regulacji dla sektora nie jest problemem. Największe wyzwanie to jak wcielić je w życie. Wszystkim bankierom nie da się wymierzyć kary – zabrać pensji, premii i dodatku emerytalnego czy nakazać podróżowanie klasą ekonomiczną i żywienie się w barach fast food.

Jak twierdzi jeden z brytyjskich publicystów, jeśli uwaga regulatorów skupi się teraz tylko na Wielkiej Brytanii, londyńskim City i Barclays, chwilowym zwycięzcą będzie świat finansów z Nowego Jorku i Dalekiego Wschodu. Świat stosujący te same procedery i czekający na to, kiedy wyleje się kolejna szklanka mleka. Bo, jak mówił w komentarzu dla Instytutu Obywatelskiego Mark Allen z MFW, „Chciwość jest ludzką cechą, a praca w miejscu, gdzie są duże pieniądze, tylko ją wzmaga. Ciężko jest zmienić ludzi, trzeba więc zmienić sposób ich nadzorowania”. Według Allena kryzys finansowy to porażka polityków, którzy nie potrafili ustanowić dla prawidłowego funkcjonowania sektora finansowego odpowiednich zasad i dobrze go kontrolować.

Mało kto zdaje się dziś pamiętać, że londyńskie City i jego instytucje zbudowały swoją pozycję na zaufaniu. Nie na darmo podczas przesłuchania w Izbie Gmin poseł Partii Pracy, John Mann zapytał Diamonda: „Wie pan w oparciu o jakie trzy zasady stworzyli bank Barclays kwakrzy? Mogę panu powiedzieć, a nawet wytatuować na kostkach palców. To były uczciwość, prawość i prostota”.

Szkoda by było, żeby polowanie na czarownice nie pozwoliło światowej opinii publicznej i finansowym regulatorom dotrzeć do sedna problemu. A jest nim konieczność odbudowy moralnej kapitalizmu.

*Aleksandra Kaniewska – ekspertka ds. polityki Wielkiej Brytanii, koordynator projektów w Instytucie Obywatelskim