Newsletter

Koń, jak się męczy, każdy widzi

Anna Szybist, 16.07.2012
Problem koni pracujących w upale i pełnym słońcu to nie tylko sprawa Krakowa

Nie ma nic przyjemniejszego niż przebywanie w krakowskiej Piwnicy pod Baranami – przed kabaretem w tzw. Planetarium, gdzie artyści odbywają swoje próby – i wsłuchiwanie się w stukot końskich kopyt dobiegający z małego, górnego okienka wychodzącego na ulicę. Można wtedy dogłębnie zrozumieć frazę „Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń”.

Jednak kiedy w letni dzień, gdy za oknem temperatura przekracza 35 stopni i przechodzi się obok otępiałych od upału i skwaru koni dorożkarskich na Rynku Głównym, już tak miło nie jest.

Problem koni pracujących w upale i pełnym słońcu to nie tylko sprawa Krakowa. Również Zakopane zmaga się od dłuższego czasu z tym trudnym tematem. W obu miastach miały miejsce zasłabnięcia koni. W Krakowie ze skutkiem śmiertelnym, o czym pisałam w jednym z wcześniejszych artykułów

Na trasie do Morskiego Oka sytuacja też jest napięta. TV Podhale wyemitowała materiał o tym, że konie jeżdżące na trasie do Morskiego Oka zostały przebadane i że fiakrzy dobrze o nie dbają. Odkryto jednak wiele nieprawidłowości: był koń z krzywicą, który absolutnie nie powinien pracować; był konik zbyt młody (praca powinna się zaczynać w wieku pełnej dojrzałości fizycznej zwierzęcia, czyli w wieku 5 lat). Był wreszcie koń, który chorował na serce.

Władze Tatrzańskiego Parku Narodowego po tym, jak jeden z koni upadł z przemęczenia, a następnie kontrolerzy nie mogli go odnaleźć, by sprawdzić stan zdrowia, straciły cierpliwość.

„Jeżeli sytuacja się nie zmieni do przyszłego sezonu, to naprawdę poważnie rozważamy, czy nie zmienić formy transportu w tym miejscu. To, co się tam dzieje, przyjmuje karykaturalne formy. Na razie przyglądamy się i staramy się poprawić sytuację. Wprowadzimy m.in. szkolenia dla fiakrów, mówi Szymon Ziobrowski z TPN.

Tymczasem w Krakowie już trzy lata temu zaostrzono przepisy i zakazano dorożkarzom wjazdu na Rynek Główny w godzinach od 12.00 do 15.00, kiedy temperatura w cieniu przekracza 28 stopni Celsjusza. Stało się tak po strasznym wypadku, gdy jeden z koni zasłabł i wjechał w kawiarniany ogródek. Jednak zakaz ten nie jest wystarczający.

Lata są coraz bardziej upalne i nierzadko temperatura już od godziny 10.00 przekracza 30 stopni. Dlatego obrońcy zwierząt postanowili zadziałać i zaapelować do prezydenta Jacka Majchrowskiego nie tylko o wydłużenie godzin zakazu pracy dorożek, kiedy temperatura w cieniu osiąga 28 stopni, ale również o wydzielenie dla pojazdów dużego, zacienionego parkingu.

Weterynarze przyznają, iż praca w upale jest dla koni szalenie niebezpieczna. Również Ustawa o Ochronie Zwierząt mówi wyraźnie, iż zabronione jest „wystawianie zwierzęcia domowego lub gospodarskiego na działanie warunków atmosferycznych, które zagrażają jego zdrowiu lub życiu”.

W Krakowie powstał komitet honorowy, który walczy o wydłużenie godzin zakazu pracy koni w upale. Wiele znanych osobistości popiera akcję. Można śmiało powiedzieć, że ludzie, którzy przychodzą podpisać List Otwarty do prezydenta są wściekli i rozgoryczeni. Trudno im sobie wyobrazić, jak można dopuścić do pracy żywe stworzenie w tak wielkim upale. Ostatnio po godzinie 15.00 termometr zawieszony na Sukiennicach wskazywał 42 stopnie! Dorożkarze jednak wyjechali beztrosko na rynek, gdyż według ich umów godziny zakazu dobiegły końca.

Rozumiejąc, iż fiakrzy też muszą zarabiać na utrzymanie, zostawiam sprawę sumieniom władz polskich miast.