Newsletter

Urzędy do remontu

Marzena Haponiuk, 13.07.2012
Bierność oraz brak wiary we własne możliwości to główne bariery w podjęciu pracy. By to zmienić, potrzebna jest indywidualnie dopasowana pomoc

Bez pracy w czerwcu było prawie 2 miliony Polaków. Pomimo niewielkiego spadku w porównaniu do poprzedniego miesiąca poziom bezrobocia w Polsce nadal oscyluje wokół 12 proc. Prace sezonowe, które zazwyczaj wpływają na spadki bezrobocia o tej porze roku, tym razem nie przynoszą oczekiwanego efektu. W głównej mierze wpływa na to niekorzystna sytuacja w branży budowlanej.

Wobec kryzysu i niepewnej sytuacji gospodarczej w Europie i na świecie przedsiębiorcy ostrożnie podchodzą do tworzenia nowych miejsc pracy. W czerwcu do urzędów pracy zgłoszonych zostało 66 tys. wakatów. Mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem.

Czy znaczy to, że pracy nie ma? Na pewno miejsc pracy jest więcej, aniżeli informują o tym statystyki. Pracodawcy, co często sami przyznają, nie zawsze ogłaszają się w powiatowych urzędach pracy, ponieważ ich zdaniem nie są one zbyt pomocne w poszukiwaniach odpowiednich kandydatów. Nieogłaszanie się w urzędach jest także spowodowane przekonaniem, że wśród zarejestrowanych po prostu nie znajdą fachowców. Pracowników rekrutują głównie za pośrednictwem internetu: własnych stron WWW, serwisów pracy, a także poprzez sieć kontaktów i znajomych. Coraz częściej współpracują z agencjami pracy tymczasowej.

Obecnie do urzędów trafiają głównie oferty pracy sezonowej bądź w zawodach deficytowych.
Urząd to często ostatnia deska ratunku. Zdarzają się sytuacje, że w rejestrach znaleźć można fachowców, którzy od lat nie mieli kontaktu z zawodem, ale być może przy odpowiedniej zachęcie finansowej i pomocy poprzez lifting kwalifikacji czy dodatkowy kurs mogliby do niego powrócić. To jednak rzadkość.

Na co jeszcze zwracają uwagę pracodawcy przy pomijaniu urzędów? Osoby, szczególnie długotrwale bezrobotne, kierowane przez urzędy często same zniechęcają do siebie potencjalnego pracodawcę. Dzieje się to już na etapie rozmowy kwalifikacyjnej. Brak motywacji czy wiary we własne możliwości okazują już na wstępie. Wynika to z faktu, że są oni niechętni do zmian, często się ich obawiają, a podjęcie pracy „dezorganizuje“ ich dotychczasowe życie. Bywa, że są to osoby pracujące w szarej strefie. Stąd negatywna ocena pracodawcy, do którego są kierowani, jest im, kolokwialnie mówiąc, „na rękę“.

Wysoki poziom bezrobocia z jednej strony oraz niedostatek odpowiednio wykwalifikowanych pracowników z drugiej, to efekt problemu „struktury“. Niedopasowanie kwalifikacji do zapotrzebowania rynku czy prezentowane przez bezrobotnych podejście do pracy (niektórym się to po prostu nie opłaca) pokazują niedoskonałość funkcjonujących rozwiązań. Gdy dochodzi do tego nieefektywne działanie publicznych służb zatrudnienia, które związane obowiązującymi przepisami zajmują się głównie administrowaniem, a nie aktywnym wspomaganiem, efekt jest łatwy do przewidzenia.

Statystycznie jeden pośrednik zajmuje się ponad tysiącem bezrobotnych. Współpraca pośredników z pracodawcami traktowana jest często jako dodatkowy obowiązek. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że urzędy są dla pracodawców wyborem ostatniej szansy.

Jak to zmienić? Pomóc może kompleksowa zmiana podejścia do pracy z bezrobotnymi. Główny nacisk trzeba położyć na wzmocnienie ich motywacji do podjęcia pracy w ogóle. Potrzebna jest odpowiednia, indywidualnie dopasowana pomoc, nakierowanie na myślenie w kategoriach działania oraz doradztwo.

Pracodawcy wskazują na kontraktowanie usług pośrednictwa jako uzupełnienie i poprawienie efektywności polityki rynku pracy. Powiatowy Urząd Pracy w Poznaniu zdecydował się na taki krok. I już są tego pozytywne efekty. Jak to wygląda w praktyce?

Firma otrzymuje wynagrodzenie tylko wtedy, gdy uda się jej doprowadzić do zatrudnienia. Stąd wysiłki i starania kładzie się głównie na przygotowanie bezrobotnych do rozmowy kwalifikacyjnej, przygotowanie ich dokumentów aplikacyjnych bądź wyszukanie odpowiedniej oferty pracy.

Nie można traktować tego rozwiązania jako jedynego słusznego. Istnieją różne kategorie osób bezrobotnych. Są tacy, których można określić jako osoby aktywne. Im wystarczy pomoc jedynie w postaci odpowiedniej oferty pracy. Są i tacy, którzy wymagają niewielkiego wsparcia przy użyciu instrumentów rynku pracy, np. w postaci liftingu kwalifikacji czy porady zawodowej. Są wreszcie tacy, którzy nie są w stanie podjąć normalnej pracy lub jej w ogóle nie szukają. Czego dziś nie ma w polskim systemie aktywizacji zawodowej to właśnie skategoryzowania bezrobotnych według poziomu ich zaangażowania. Im lepsza znajomość potrzeb i możliwości, tym pomoc będzie skuteczniejsza.

Zrozumieli to Niemcy, którzy takiego przełomu i całościowego przeorganizowania polityki rynku pracy dokonali w 2002 roku. Bezrobocie w Niemczech wynosiło wtedy 12 proc., a jeden na trzech bezrobotnych szukał pracy dłużej niż dwa lata. Powołano wówczas komisję ds. reformy rynku pracy, na czele której stanął Peter Hartz, dyrektor personalny Volkswagena.

Pakiet rozwiązań, który był efektem prac komisji, do dziś funkcjonuje pod nazwą „reform Hartza“. Główna idea zmian opierała się na zwiększaniu motywacji do podjęcia pracy oraz zmianie sposobu myślenia o bezrobociu, które nie powinno opierać się, zdaniem Hartza, na założeniu, że jest to „urlop od pracy“. Raczej: jako krótka przerwa w zatrudnieniu. A wszystko w myśl zasady „sankcje i wsparcie“ (sanction and support ), czyli wspieramy aktywnych, motywujemy biernych.

Szczególnie zwracano uwagę na to, aby bezrobotni nie mieli czasu przyzwyczaić się do stanu bezczynności. W trakcie pobierania zasiłku byli obligowani do podejmowania niskopłatnych prac, nie tracąc przy tym prawa do świadczenia.

Dziś bezrobocie w Niemczech należy do najniższych w Unii, mimo pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Polska pozytywnie oceniana przez ekspertów z zagranicy z uwagi na dobrą sytuację gospodarczą, nadal boryka się z wysokim bezrobociem. Przyzwolenie społeczne dla pasywności, przyzwolenie do pracy na koszt państwa, tj. w tzw. szarej strefie oraz duży klin podatkowy z pewnością nie sprzyjają zwiększeniu poziomu zatrudnienia.

Model polityki rynku pracy realizowany dziś głównie przez urzędy pracy, czyli model o charakterze reaktywnym, powinien odejść w niepamięć. Sprawdził się i był potrzebny w czasie transformacji. Dziś tylko działania prewencyjne w postaci wspierania przedsiębiorczości, edukacji ustawicznej, doradztwa zawodowego już na etapie szkolnym oraz zmiany w świadomości osób bez pracy, pracodawców i urzędników, są w stanie realnie zmienić i poprawić sytuację.

Zmiana mentalności nie dokonuje się z dnia na dzień. To zadanie na lata.

*Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim