Newsletter

Rozum w praktyce

Radosław A. Szymański, 13.07.2012
Polityk kompetentny musi umieć robić użytek ze swego rozumu. Jednak czy sam rozum wystarcza do uprawiania polityki?

Polityk kompetentny musi umieć robić użytek ze swego rozumu. Jednak czy sam rozum wystarcza do uprawiania polityki?

Jedną z najbardziej oczekiwanych, a jednocześnie rzadko spotykanych cnót u polityka jest racjonalność. Umiejętność budowania spójnych argumentów, pokazywania, skąd biorą się dane decyzje i, a może przede wszystkim, przestrzeganie zasady niesprzeczności.

Polityk kompetentny musi umieć robić użytek ze swego rozumu. Jednak czy sam rozum wystarcza do uprawiania polityki? Kwestie, które wymagają tylko i wyłącznie użycia rozumu, mają zazwyczaj jedno rozwiązanie. A to, raz znalezione, nie budzi większych kontrowersji. Sfera polityki, gdzie każdy pomysł ma tyle samo zwolenników, co przeciwników – pamiętajmy zaś, że czasem po obu stronach stoją równie inteligentni ludzie – zdaje się być jak najdalsza od tego opisu.

W swoich „Wykładach o filozofii politycznej Kanta”, które ukazały się właśnie w serii Biblioteki Kwartalnika „Kronos”, Hannah Arendt podejmuje pytanie o to, jak właściwie powinniśmy myśleć o polityce. Należy traktować ją jako sferę odpowiednią dla rozumu czy opinii?

Kant jest bez wątpienia jedną z najważniejszych, jeśli nie najważniejszą postacią nowożytnej filozofii. Dlatego też tyle wysiłku poświęcono zawłaszczaniu jego dziedzictwa intelektualnego. Filozofia po Kancie to w dużym stopniu historia wydzierania sobie wzajemnie z rąk palmy pierwszeństwa w egzegezie jego myśli przez konkurujące frakcje i szkoły.

Wystarczy przywołać Hegla i Schopenhauera w XIX w., czy Heideggera i Cassirera w wieku XX – dwie pary myślicieli, których diametralnie różne odczytanie Kanta wyznaczyło osie wielkich debat filozoficznych ich czasów. Wykłady o filozofii Kanta stały się więc wykładami o filozofii tout court – dla wielu wykładowców mając niewiele wspólnego z rzetelną historią myśli, a stanowiąc raczej zaproszenie i punkt wyjścia dla własnych, autorskich refleksji.

Hannah Arendt pozornie włącza się w tę tradycję w najradykalniejszy z możliwych sposobów. Próbuje bowiem mówić o tej części filozofii Kanta, której ten nigdy nie napisał. Niemniej, nieistnienie oddzielnej „Krytyki…” poświęconej filozofii politycznej, bynajmniej nie czyni wykładów Arendt dowolnymi czy spekulatywnymi.

„Wykłady…” nie są zbiorem praktycznych recept czy dogmatów, bądź to znalezionych u Kanta, bądź pośrednio wywiedzionych z jego myśli. Zamiast konstruować gotowy system filozofii politycznej w duchu kantowskim, Arendt idzie raczej w stronę stworzenia propedeutyki do właściwej filozofii. Podejmuje się ona próby konsekwentnego przedłużenia istniejącej filozofii Kanta (etyki i estetyki) tak, żeby odpowiedziała na pytania filozofii politycznej.

Zazwyczaj filozofię polityczną próbuje się wywodzić z etyki. Pytania obu zdają się być podobne i częściowo tożsame. Etyka pyta o to, jak jednostka powinna zachowywać się wobec innych jednostek. Filozofię polityczną uprościć można do jednego pytania: jak powinno być zorganizowane społeczeństwo? Innymi słowy: jakie relacje powinny istnieć pomiędzy jednostkami? Polityka zdaje się więc być agregatem etyki, a kluczowe pytanie filozofii politycznej zwielokrotnieniem kluczowego pytania etyki. W swoich wykładach Arendt pokazuje, że w kontekście „systemu” filozoficznego Kanta ta domniemana zależność jest odwrócona.

Żeby zrozumieć wywód Arendt, trzeba przyjrzeć się kantowskiej psychologii i roli, jaką ma w jego filozofii rozróżnienie dwóch władz umysłowych: myślenia rozumowego i sądzenia estetycznego. Sensem „przewrotu kopernikańskiego” Kanta jest to, że człowiek nie jest pasywny w odbiorze świata tak, jak chcieli brytyjscy empiryści. Chaotyczne multum danych zmysłowych nie jest jeszcze „światem” w potocznym rozumieniu. Realny „świat”, czyli to, w czym żyjemy i z czym mamy do czynienia, jest efektem uporządkowania danych zmysłowych przez rozum i jego kategorie. (Pominę w tym miejscu problematykę zmysłowości i jej czystych form).

Dlatego właśnie, powiedziałby Kant, Hume nie zdołał odnaleźć przyczynowości jako zjawiska istniejącego niezależnie od obserwatora. Przyczynowość nie jest bowiem cechą rzeczy, jest cechą umysłu ludzkiego. Dwie identyczne kule bilardowe, z których jedna zaraz uderzy mnie w palec, nie różnią się strukturą molekularną. W tej, która wywoła u mnie ból, nie znajdziemy dodatkowej „cząstki przyczynowej”. Przyczynowość jest więc tylko i wyłącznie sposobem myślenia o zjawiskach. Jest sposobem myślenia, od którego nie sposób uciec. Tak według Kanta działa rozum: składa się z czystych, teoretycznych struktur i schematów (jednym z nich jest przyczynowość), które porządkują rzeczywistość zmysłową w niezmienny, logiczny sposób.

Zupełnie inną aktywnością umysłową jest dla Kanta ferowanie sądów estetycznych. Tak, jak rozum jest w jego filozofii niezawodnym aparatem, który każdy z nas otrzymał w takiej samej formie, odpowiadający za sąd estetyczny smak jest kapryśny, indywidualny i głuchy na argumenty. Rozum stanowi więc o naszej przynależności gatunkowej, podczas gdy smak stanowi o indywidualnej tożsamości każdego z nas.

Kantowska etyka nie opiera się na emocjach czy upodobaniach, ale na żelaznym prawie. Nieprzypadkowo zatytułował on swój traktat moralny „Krytyka praktycznego rozumu”. Dla niego moralność jest niczym więcej, jak konsekwentnym i rzetelnym zastosowaniem bezosobowego, schematycznego rozumu w praktyce. Kant pisał wręcz, że czyny filantropa, który kieruje się przyjemnością z pomagania są moralnie bezużyteczne. Upodobania bazujące na przyjemności są bowiem zmienne i nietrwałe. Co jeśli – pyta Kant – pomaganie przestanie sprawiać przyjemność?

Moralność ma więc polegać nie na folgowaniu filantropijnemu usposobieniu, a na respektowaniu racjonalnego, bezosobowego prawa, którym dla Kanta jest imperatyw kategoryczny – postępuj zawsze tak, żeby zasada twojego działania mogła stać się powszechna. Dlatego też, jak mówi Arendt, „dla Kanta zły człowiek to ktoś taki, kto czyni dla siebie wyjątek” (s.33).

Sucha etyka kantowska paradoksalnie nie wymaga więc istnienia drugiej osoby. Postulat moralny u Kanta ma bowiem strukturę warunkową: w każdej napotkanej sytuacji maksymalizuj racjonalność swojego zachowania; stosuj swój rozum w praktyce. Co zaś, jeśli nie spotka cię żadna sytuacja społeczna? Co jeśli jesteś na bezludnej wyspie?

O tyle, o ile dla Kanta poprzez zachowanie moralne człowiek afirmuje swoją racjonalność, o ile realizuje swoje człowieczeństwo, robiąc użytek ze swojego rozumu, człowiek na bezludnej wyspie jest potencjalnie moralny. Innymi słowy: nie może być zły, bo nie zrobi dla siebie wyjątku. Dzieje się tak dlatego, że sfera etyczna nie jest sferą autonomiczną. Jest to zaledwie praktyczne wykorzystanie rozumu. Posiadając rozum, samotny człowiek posiada jednocześnie odpowiednie schematy moralne, antycypuje wszystkie możliwe dylematy moralne. Tak więc istnienie społeczeństwa nie jest istotnym warunkiem istnienia etyki.

Arendt zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w poszukiwaniu źródeł kantowskiej filozofii politycznej kieruje się nie do rozumu, a do władzy sądzenia. W typologii Kanta, którą Arendt referuje bez poprawek czy uwag, sąd estetyczny ma trzy momenty. Rdzeniem sądu jest smak: indywidualny, nieprzekupny, zdecydowanie rozsądzający piękne od brzydkiego. Tym, co oczyszcza smak, jest wyobraźnia, która wprowadza dystans między podmiotem a przedmiotem. Jeśli smak orzeka o przedstawieniu (efekcie wyobraźni), a nie o spostrzeżeniu (bezpośrednim przedmiocie), naturalnie znikają przypadkowe okoliczności zanieczyszczające osąd. Przy udziale wyobraźni dany obraz może się spodobać, mimo tego, że wisi w zatłoczonej, źle wietrzonej sali muzealnej.

Trzecim, kluczowym dla projektu Arendt momentem sądu estetycznego, jest sensus communis (zmysł wspólny). Kant – a za nim Arendt – twierdzi, że tak jak rozum może funkcjonować w oderwaniu od społeczności, tak sąd estetyczny powstaje po to, żeby się nim dzielić. Sensus communis jest instynktownym dopasowywaniem zapośredniczonego przez wyobraźnię wyroku smaku do potrzeb komunikacji z innymi ludźmi. To, że chcemy zakomunikować drugiej osobie coś indywidualnego (smak, inaczej niż identyczny u każdego rozum, jest bowiem na wskroś indywidualny) wyrabia u nas zmysł myślenia o innych. Myślenia o tym, jak działa inna podmiotowość i jak do niej przemawiać w zrozumiały sposób.

W ten oto sposób Arendt pokazuje właściwy, w kontekście kantowskiej filozofii, porządek logiczny: estetyka jest powodem, dla którego jesteśmy istotami społecznymi, etyka zaś zaledwie reakcją rozumu na to, że nimi jesteśmy.

Arendt dochodzi tu do uzasadnienia i wytłumaczenia jednego z niewielu praktycznych zaleceń Kanta w dziedzinie polityki. Kant jest gorącym orędownikiem publicznej wolności słowa. Twierdzi bowiem, że wolność komunikacji międzyludzkiej jest warunkiem istnienia kluczowej, stanowiącej o indywidualnej tożsamości aktywności umysłowej – sądzenia. Ferowanie sądów estetycznych ma więc u Kanta podwójną rolę do odegrania. Z jednej strony ma być celem organizacji przestrzeni publicznej, osiągniętym poprzez krzewienie wolności słowa.

Z drugiej strony, jak między wierszami sugeruje Arendt, jest optymalnym trybem uczestnictwa w życiu politycznym. Pozwala bowiem przyjąć postawę znajdującą się w pół drogi między obiektywnością, a subiektywnością. Komunikując swój indywidualny smak innym, osiąga się bezstronność, która nie jest ani wypłukanym z konkretu „wyższym stanowiskiem (…) ponad głowami walczących” (s.76), ani biernym przejęciem czyjegoś myślenia. Ferowanie sądów estetycznych wymaga zatem dokonania fuzji horyzontów, osiągnięcia intersubiektywnego zawieszenia pomiędzy konkretem własnej opinii i wyobrażoną podmiotowością innych ludzi.

Hannah Arendt w swoich „Wykładach..” podjęła się niełatwego zadania. Choć z wdziękiem i swadą dobrego wykładowcy udaje jej się nawigować słuchaczy i czytelników po tych rzadko badanych i nie do końca spójnych rejonach kantowskiej filozofii, niekiedy wpada na mielizny. Próbując trzymać się cały czas blisko tekstów, wikła się w problemy i sprzeczności, wynikające z niekompletności kantowskiej myśli politycznej.

Arendt stara się maskować białe plamy na mapie kantowskiej filozofii politycznej: atakuje te same zagadnienia z wielu stron i na wielu poziomach, używając różnych elementów jego filozofii. Jednak mostom, które z dobrze skrywanym wysiłkiem buduje pomiędzy aspektami jego filozofii, nierzadko brak – niestety – zworników. Konstrukcja intelektualna, o której zbudowanie pokusiła się Arendt, nosi znamiona niepełności. Mimo to, książka jest dokumentacją żywego, pełnego ważnych problemów wywodu, którego sporadyczna niekonsekwencja nie przeszkadza wcale w odbiorze i w czerpaniu przyjemności z obserwowania spotkania dwojga intrygujących myślicieli.

Hannah Arendt, „Wykłady o filozofii politycznej Kanta”, tł. R. Kuczyński, M. Moskalewicz, Biblioteka Kwartalnika „Kronos”, wyd. Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2012

*Radosław Szymański – student filozofii i stosunków międzynarodowych na uniwersytecie w St Andrews, stażysta w Instytucie Obywatelskim.