Newsletter

Co nam dało Euro 2012?

Jan Gmurczyk, 01.07.2012
Za nami finał Euro 2012. To dobry moment na podsumowanie, co dał Polsce turniej do tej pory i jakie korzyści będziemy czerpać z jego organizacji w przyszłości

Za nami finał Euro 2012. To dobry moment na podsumowanie, co dał Polsce turniej do tej pory i jakie korzyści będziemy czerpać z jego organizacji w przyszłości

Euro 2012 to pierwsza w dziejach impreza sportowa wielkiego formatu organizowana w naszym kraju. Obiektywy kamer nie tylko świata zachodniego, ale także krajów rozwijających się zwrócone są tam, gdzie z punktu widzenia milionów ludzi leżała jeszcze do niedawna terra incognita. Już sam ten fakt można uznać za symboliczny, prestiżowy awans w gronie społeczności międzynarodowej.

Rzesze turystów i kibiców mogą się przekonać – bezpośrednio lub oczami mediów – że Polska jest fajna i że nasz kraj przeżył w ostatnich latach skok cywilizacyjny. To niesłychanie ważne, bo walczymy o percepcyjne wyodrębnienie z grona państw Europy Środkowo-Wschodniej, postrzeganej wciąż przez wielu obcokrajowców jako monolit.

Cieszy, że na tym polu czynimy już postępy. W 2009 roku byliśmy „zieloną wyspą” na europejskim morzu załamania koniunktury. W tym roku wedle prognoz Komisji Europejskiej będziemy liderem wzrostu w UE. Różne badania od lat wskazują, że jesteśmy także krajem coraz bardziej atrakcyjnym inwestycyjnie.

Postrzeganie Polski się zmienia, a Euro 2012 na pewno się do tego mocno przyczynia. Nawet nasi sąsiedzi, Niemcy i Czesi, którzy z racji bliskości geograficznej teoretycznie znają nas lepiej niż inni obcokrajowcy, są pozytywnie zaskoczeni Polską i organizacją turnieju.

Euro-impuls

Różne szacunki wskazują, że inwestycje wykonane przed mistrzostwami pochłonęły ok. 90-110 mld zł, z czego przeszło jedna trzecia sfinansowana została ze wsparciem środków unijnych. Budowa i modernizacja stadionów oraz przygotowanie obozów dla piłkarskich drużyn, choć kosztowne samo w sobie, stanowiło niewielki odsetek w całej tej ogromnej sumie. Przytłaczającą większość wydatków przeznaczono na rozbudowę i unowocześnienie infrastruktury transportowej: drogowej, kolejowej i lotniczej.

Te wszystkie inwestycje były Polsce do bólu potrzebne od lat. Dzięki Euro 2012 proces ich realizacji został przyspieszony. Impuls do zmian i modernizacji uznać należy za największą korzyść płynącą z mistrzostw.

Zauważmy przy tym, że nawet budowa stadionów była potrzebna. Nie tylko dlatego, że Polacy uwielbiają piłkę nożną i długo marzyły im się areny futbolowe europejskiego formatu, lecz także dlatego, że w kilku aglomeracjach na terenie kraju powstały symbole nowoczesności. Gospodarce i społeczeństwu takie symbole są potrzebne.

Nie należy także zapominać o tym, iż to właśnie m.in. dzięki wspomnianemu impulsowi modernizacyjnemu Polska dobrze zniosła zawirowania w gospodarce światowej w ostatnich latach. Rozkręcone przed turniejem inwestycje publiczne pomogły podtrzymać wzrost PKB mimo spadku inwestycji prywatnych.

Co ważne, opisywany impuls wykroczy poza rok 2012. Wedle prognoz ekonomistów z SGH, UJ i UŁ przedstawionych w 2010 roku w „Raporcie nt. wpływu przygotowań i organizacji ME w Piłce Nożnej UEFA EURO 2012 na gospodarkę Polski” pod red. Jakuba Borowskiego, w latach 2008-20 wynikiem organizacji turnieju będzie łączne powiększenie polskiego PKB o 18,4-36,6 mld zł (liczone w cenach z roku 2009).

Bilans na plus czy minus?

Czy Polsce zatem podjęcie organizacji Euro 2012 się opłacało, skoro wspomniane nakłady inwestycyjne przed turniejem sięgnęły ok. 90-110 mld zł?

Wydatków poczynionych stricte na Euro jest tak naprawdę procentowo niedużo, gdyż niemal wszystkie koszty poniesiono z pożytkiem dla gospodarki i społeczeństwa w szerszej perspektywie i dłuższym horyzoncie czasowym. Będą one procentować latami, podnosząc potencjał polskiej gospodarki i jej konkurencyjność, nie mówiąc o polepszeniu jakości życia Polaków.

Charakter tych inwestycji powoduje, że powinniśmy być ostrożni z dokonywaniem merkantylistycznego bilansu kosztów i zysków związanych z mistrzostwami. Dlaczego?

Otóż oczywiście wymierne efekty Euro 2012 warto liczyć, bo są one dla gospodarki bardzo istotne. Wspomnijmy tu choćby o kwotach, które napłynęły do Polski wraz z zagranicznymi turystami i które dalej napływać będą w przyszłości w związku z tzw. „efektem barcelońskim”, polegającym na wzroście atrakcyjności turystycznej państwa po wielkiej imprezie sportowej.

Jak jednak do rachunku włączyć korzyści niewymierne? Jak podliczyć dobrodziejstwa płynące z poprawy wizerunku Polski i poszczególnych miast-gospodarzy? Jak oszacować wartość czasu, który Polacy zaoszczędzą dzięki usprawnieniu transportu publicznego? Jak ocenić wartość pieniężną promocji sportu jako formy spędzania wolnego czasu?

To wszystko nie są sprawy błahe. Przykładowo, bezpieczeństwo dróg potrafi decydować o ludzkim życiu i uniknięciu dotkliwych dramatów, a więcej czasu wolnego wpływać na jakość więzi rodzinnych i stopień partycypacji społecznej.

Jak zatem dalekosiężne konsekwencje mogą mieć inwestycje, których katalizatorem stało się Euro? Nie wszystkie potrafi wycenić rynek, nie wszystkie można włączyć do PKB, a przecież i one składają się na poziom odczuwalnego dobrobytu.

Naturalnie, nie wszystko zrealizowano przed Euro tak, jak zakładano. Koronnym przykładem są tu oczywiście drogi, w tym pozostające w cieniu autostrad drogi ekspresowe. Cała Polska życzy sobie szybszej poprawy infrastruktury transportowej, podobnie jak i bardziej ogólnie – dynamiczniejszego wzrostu zamożności.

*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Współpracownik Instytutu Obywatelskiego oraz portalu UniaEuropejska.org. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.