Newsletter

Miecz obosieczny

Dominika Sztuka, 27.06.2012
Sztab Baracka Obamy zadecydował, że pokona przeciwnika jego własną bronią

Od ponad miesiąca nie ma już złudzeń co do tego, że tematem numer jeden tegorocznych wyborów prezydenckich w USA będzie gospodarka. W obliczu złych wyników, które amerykańska gospodarka odnotowała w maju, sztabowcy Obamy musieli porzucić wcześniejszą strategię, polegającą na wyszukiwaniu tematów zastępczych i odwracaniu uwagi społeczeństwa od rosnącego bezrobocia czy ogromnego deficytu budżetowego USA.

W zaistniałych okolicznościach wydawało się, że szczęście nie mogło bardziej uśmiechnąć się do republikańskiego konkurenta prezydenta Obamy, Mitta Romney’a. To przecież jego media jeszcze w zeszłym roku okrzyknęły „przyszłym CEO Ameryki”. Co więcej, były gubernator Massachusetts dzięki swojej – jak twierdzi – doskonałej znajomości tajników ekonomicznych i dziesiątek lat doświadczenia w sektorze prywatnym ma wyprowadzić amerykańską gospodarkę z kryzysu. Wreszcie, nie kto inny, jak multimilioner Romney, jako jedno ze swoich głównych haseł wyborczych uczynił: „Przede wszystkim nowe miejsca pracy”.

Radość sympatyków mormona nie trwała jednak długo. Sztab Baracka Obamy zadecydował, że pokona przeciwnika jego własną bronią. Demokraci postanowili przyjrzeć się bliżej biznesowej aktywności Romney’a. Doszukali się tego, że mormon doszedł do swojej fortuny w legalny, aczkolwiek nie do końca etyczny i społecznie odpowiedzialny – jak przekonują jego oponenci – sposób.

Chodzi o założoną przez niego w latach 80-tych spółkę Bain Capital, która zajmowała się przejmowaniem i restrukturyzacją upadających przedsiębiorstw. Jak twierdzi rzecznik spółki, Bain Capital dzięki swoim działaniom miała uzdrowić sytuację ponad 350 amerykańskich firm. Sztab Obamy tę success story przedstawia jednak inaczej.

Firma Romney’a, owszem, odniosła sukces, a on sam zbił na jej działalności miliony dolarów. Odbyło się to jednak kosztem innych. Spółka miała zamknąć dziesiątki fabryk i zwolnić setki ludzi. Co więcej, firma restrukturyzowała przedsiębiorstwa poprzez outsourcing miejsc pracy do krajów o niskich kosztach pracy, takich jak Chiny czy Indie.

Na tych doniesieniach urzędujący prezydent oparł swoją najnowszą wyborczą ofensywę. Powstała m.in. seria spotów wyborczych pt. „Jeśli wygra Romney, przegra klasa średnia”. Aktywność republikanina jako właściciela Bain Capital stała się również myślą przewodnią wszystkich ostatnich przemówień Baracka Obamy.

W wideo wyprodukowanych przez sztab demokraty występują osoby zwolnione z zamkniętych przez Romney’a fabryk. Bohaterowie wszystkich filmów to typowi przedstawiciele klasy pracującej, wyglądający na wyjątkowo umęczonych życiem. Tło dla ich wypowiedzi jawi się w odcieniach szarości; najczęściej występują zaś na tle upadłych fabryk.

Jednym z bohaterów spotów jest Mike z Indiany, który wspomina, jak po przejęciu jego fabryki przez Bain Capital kazano – nie wiedzieć po co – jemu i jego kolegom z pracy wybudować podium. Po kilku dniach okazało się, że nowe szefostwo z owego podium ogłosiło robotnikom, że firma zostaje zamknięta, a oni wszyscy tracą miejsca pracy. Bohater spotu swoją wypowiedź puentuje bardzo dosadnie: „okazało się, że budując podium, wybudowałem własną trumnę”.

W kolejnym filmie występuje około sześćdziesięcioletnia Lorrie. Podobnie jak we wcześniejszym przypadku, Romney miał doprowadzić do zamknięcia jej zakładu pracy – i to na kilka lat przed przejściem bohaterki na emeryturę. Kobieta straciła środki do życia, a postawa Romney’a „wywołała u niej mdłości”.

W najnowszym spocie team Obamy nawiązuje do jednej z najważniejszej funkcji, jaką pełni prezydent USA jako zwierzchnik sił zbrojnych i pyta Amerykanów wprost: czy chcecie w Białym Domu „naczelnego outsourcera”, czy też naczelnego wodza?

Mitt Romney stara się odpierać atak konkurenta, aczkolwiek czyni to jak dotąd mizernie. Jego reakcja jest nieproporcjonalnie słaba w stosunku do zmasowanego ataku Obamy. Biznesmen stwierdził bowiem, że zarzuty sztabu konkurenta jedynie potwierdzają to, co o urzędującym prezydencie mormon powtarza od wielu miesięcy – prezydent nie zna się na gospodarce. Obama ma bowiem mylić outsourcing, czyli strategię zarządzania, polegającą na oddaniu innej firmie jedynie części zadań i offshoring, czyli przeniesienie przedsiębiorstwa poza granice kraju. Ergo: firmy Romney’a dobrze prosperując i przynosząc dochód przez cały czas wspierały amerykańską gospodarkę.

I choć były gubernator Massachusetts ma rację, to ta argumentacja nie pomoże mu w wyborczej batalii. Mało który Amerykanin rozumie bowiem nowoczesne metody zarządzania wielkimi korporacjami. Każdy zrozumiał natomiast, że Romney zwalniał pracowników w Ameryce i zatrudniał w Chinach.

Kontekst chiński w tej historii nabiera zresztą szczególnego znaczenia. Romney za jeden ze swoich najważniejszych wyborczych postulatów uznaje bowiem konieczność przyjęcia twardego stanowiska wobec Chin. Zapowiada walkę z nieuczciwymi praktykami, które Państwo Środka stosuje w handlu międzynarodowym.

Republikanin zarzuca Chińczykom sprzedaż w Ameryce produktów po zaniżonych cenach oraz kradzież amerykańskiej własności intelektualnej, know-how i patentów. Co więcej manipulują oni walutą, sztucznie zaniżając ceny eksportowanych dóbr i usług. W rezultacie stratna jest amerykańska gospodarka, gdyż wymiana handlowa USA z Chinami generuje ponad 40 proc. amerykańskiego deficytu handlowego, co stanowi jego największą część. A to właśnie deficyt handlowy USA-Chiny był jedną z przyczyn kryzysu gospodarczego za oceanem.

Ofensywa Obamy podkreślająca działalność Romney’a jako właściciela Bain Capital poważnie uderza w wiarygodność mormona, na którą ciężko pracował w ostatnich miesiącach. Podważa jego kompetencje do sprawnego zarządzania w niełatwych czasach kryzysu oraz daje powody, by powątpiewać w jego możliwości uzdrowienia gospodarki i stworzenia nowych miejsc pracy.

Sztab biznesmena musi w najbliższym czasie wzbić się na wyżyny swoich możliwości i opracować strategię, która pozwoli na zrównoważenie strat, jakie bez wątpienia republikanin odnotował w ostatnim tygodniu. Zadanie to jest tym trudniejsze, że Obama nie mija się z prawdą, mówiąc o biznesowej działalności Romney’a.

Z pomocą GOP może przyjść Sąd Najwyższy, który już w czwartek ma wydać wyrok w sprawie Obamacare. Jeśli reforma systemu ochrony zdrowia, czyli flagowe posunięcie Obamy z jego pierwszej kadencji, zostanie uznana za niekonstytucyjną, uwaga opinii publicznej na pewno odwróci się od Bain Capital.

Więcej, jest niemal pewne, że wyraźnie wzrośnie wówczas poparcie dla Romney’a – zdecydowanego przeciwnika ustawy zdrowotnej.