Newsletter

Ten kryzys ma unikalny charakter

Jan Gmurczyk, 25.06.2012
Być może przyszedł czas na zupełnie nowe pomysły rozwiązania sytuacji gospodarczej, tak jak to się stało w przypadku wielkiego kryzysu i kryzysu naftowego

Być może przyszedł czas na zupełnie nowe pomysły rozwiązania sytuacji gospodarczej, tak jak to się stało w przypadku wielkiego kryzysu i kryzysu naftowego

Wzrost gospodarczy cechuje się zmiennością, a wielu ekonomistów uważa występowanie cyklu koniunkturalnego za naturalne. Kryzysy jednak często różnią się od siebie. Aby lepiej zrozumieć specyfikę obecnego spowolnienia ekonomicznego, warto – przynajmniej pobieżnie – przyjrzeć się dwóm innym momentom krytycznym historii gospodarczej: wielkiemu kryzysowi oraz kryzysowi naftowemu.

Wielki kryzys wybuchł w 1929 roku w następstwie krachu giełdowego w USA, po czym objął swym oddziaływaniem niemal cały świat. Kryzys ten nie jest jednak wyjątkowy dlatego, że miał wymiar międzynarodowy, albowiem kryzysy taki wymiar zaczęły mieć już dużo wcześniej. I tak przyjmuje się, że pierwszy kryzys o zasięgu światowym wybuchł w roku 1857. Wielki kryzys zasługuje na uwagę z kilku innych powodów.

Po pierwsze, spadek produkcji okazał się bezprecedensowo głęboki i sięgnął w niektórych krajach nawet kilkudziesięciu procent. Wystąpiła silna deflacja, czyli spadek poziomu cen, jak również wysokie bezrobocie i skokowe pogorszenie poziomu życia. Była to zatem zapaść bez porównania poważniejsza niż to, co na przestrzeni ostatnich kilku lat zaobserwowaliśmy w państwach rozwiniętych.

Po drugie, kryzys lat międzywojennych przeciągał się, a mechanizm rynkowy, inaczej niż uprzednio, nie przywracał samoistnie równowagi. Jak zatem polityka gospodarcza zareagowała na kryzys?

Zwrot w ekonomii

W Polsce przyjęto podejście zachowawcze. Starano się np. utrzymać wysoką wartość złotówki i ograniczać podaż pieniądza, co – wydaje się – tylko zaostrzyło sytuację i przeciągnęło okres dekoniunktury.

Z kolei w USA wprowadzono w roku 1933 słynny program New Deal, który zakładał interwencjonizm. Państwo zaczęło m.in. wdrażać plan robót publicznych, aby pobudzić popyt w gospodarce, jak również ograniczać (z rekompensatą dla farmerów) podaż płodów rolnych, aby zahamować spadek ich cen.

Amerykańskie podejście do kryzysu spójne było z zaleceniami nowo powstałej ekonomii keynesowskiej, która zyskała w następnych latach duże uznanie. Wielki kryzys był swoistym punktem zwrotnym myśli ekonomicznej, kierując uwagę ekonomistów na dotychczas niedostrzegane przez nich znaczenie popytu dla wzrostu gospodarczego. Przez następne ok. 40 lat rządy stosowały interwencjonizm, łagodząc wahania koniunkturalne.

Okres stagflacji

Problem pojawił się jednak w latach 70-tych XX w. Ze względów politycznych (wojna Jom Kippur, amerykańskie wsparcie Izraela) państwa OPEC drastycznie ograniczyły dostępność ropy naftowej w państwach zachodnich. Gospodarki doznały tym samym negatywnego szoku podażowego, bezrobocie wzrosło, pojawiła się stagnacja połączona z wysoką inflacją (tzw. stagflacja). Temu kryzysowi metodami keynesowskimi nie można było już tak łatwo zaradzić, bo został on wywołany nie brakiem popytu, lecz niedoborem kluczowego dla gospodarki surowca.

W tej sytuacji do łask powróciły teorie, będące spuścizną intelektualną ekonomii klasycznej i neoklasycznej, w tym monetaryzm, tj. liberalna szkoła ekonomii nastawiona na ścisłą kontrolę podaży pieniądza i walkę z inflacją. W następnych latach pojawiły się takie koncepcje polityki gospodarczej, jak „reaganomika” (USA) czy „thatcheryzm” (Wielka Brytania), zakładające m.in. ograniczenie aktywności państwa w gospodarce.

Kryzys naftowy można uznać zatem za kolejny punkt zwrotny w myśli ekonomicznej. Dowodzi to, że dominujące teorie sprzed wielkiego kryzysu, jak i sprzed kryzysu naftowego, nie przystawały dostatecznie do ewoluującej rzeczywistości. Gospodarka ciągle się zmienia, zaś niektórzy ekonomiści, tacy jak Alvin Hansen, uznają to wręcz za prawo.

Nowe wyzwania

Obecny kryzys zdaje się być tego kolejnym przykładem. Wśród przyczyn jego wybuchu najczęściej wymienia się bańkę spekulacyjną na rynku amerykańskich nieruchomości, nieodpowiedzialną akcję kredytową banków oraz zbyt liberalny nadzór nad systemem finansowym. Niekiedy wskazuje się także na narastanie nierówności majątkowych oraz systematyczne ubożenie klasy średniej w USA.

Kryzysy finansowe wybuchały już jednak wielokrotnie w przeszłości, wywołując gospodarcze turbulencje. Do tej pory świat sobie z tym wszystkim radził, dlaczego więc teraz występują takie kłopoty?

Otóż dzisiejszy kryzys jest tak naprawdę złożeniem kilku kryzysów: nie tylko kryzysu finansowego i kryzysu amerykańskiego systemu ekonomicznego, lecz także kryzysu strefy euro. A ten ostatni stanowi bezprecedensową sytuację w dziejach, ponieważ nigdy wcześniej nie ratowano unii walutowej, współtworzonej przez kilkanaście wiodących (i mocno zadłużonych) gospodarek świata.

Globalne powiązania, będące już same w sobie wyjątkowym kontekstem tych wszystkich problemów sprawiają, że kłopoty Europy zatruwają całą gospodarkę światową, nawet USA i Chiny, które próbują dokonać stymulacji wzrostu.

Słabnący popyt inwestycyjny i konsumpcyjny w UE nie może być tak łatwo uzupełniony wydatkami rządowymi. Wynika to z faktu, że większość państw członkowskich przez lata prowadziła niezrównoważoną politykę fiskalną i skumulowała takie długi, że po prostu każde dodatkowe obciążenie budżetu może oznaczać niewypłacalność jednego z nich, rozpad strefy i nieznane konsekwencje dla wszystkich. Zastosowanie metod keynesowskich jest wobec tego utrudnione, co hamuje przełamanie gospodarczego impasu nie tylko w Europie, ale i na całym świecie.

Presja rynków finansowych i chęć uratowania strefy euro sprawiają, że rządy państw UE oszczędzają. Lecz i to nie jest dobrym rozwiązaniem, bo restrykcyjna polityka budżetowa schładza gospodarkę. Bez wzrostu gospodarczego wpływy budżetowe są niższe, a kryzys zadłużenia trudniejszy do zwalczenia. Czy to w drodze ekspansji fiskalnej, czy w drodze oszczędzania dług się powiększa (lub nie można go łatwo zredukować). Jest to sytuacja przypominająca – o jakże ironicznie – grecką tragedię.

Co w takiej sytuacji robić? Opinie są skrajnie podzielone. Niewykluczone, że i tym razem myśl ekonomiczna zatoczy pewien krąg lub ulegnie zmianie. Sugeruje to intelektualny odwrót od koncepcji liberalnych i powrót do łask teorii keynesowskich. Być może jednak potrzebne są zupełnie nowe pomysły rozwiązania sytuacji, tak jak w przypadku wielkiego kryzysu i kryzysu naftowego.

*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Współpracownik  Instytutu Obywatelskiego oraz portalu UniaEuropejska.org. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.