Newsletter

Z Francji: Pierwsza dama kontra pierwsza żona

Małgorzata Mandola, 24.06.2012
Czy jesteśmy w stanie zaakceptować małżeńskie i pozamałżeńskie problemy szanowanych polityków

Czy jesteśmy w stanie zaakceptować małżeńskie i pozamałżeńskie problemy szanowanych polityków?

Gdzie są granice życia prywatnego i polityki? Czy jesteśmy w stanie zaakceptować małżeńskie i pozamałżeńskie problemy szanowanych polityków?

Zaledwie dwa tygodnie temu prasa pisała jeszcze o hipotetycznym konflikcie trójkąta: François Hollande’a, nowego prezydenta Francji, Ségolène Royale, jego byłej żony i Valérie Trierweiler, obecnej partnerki prezydenta. Kilka dni temu rozpętała się już prawdziwa wojna.

Cała sprawa nabrała rozgłosu po tym, jak 12 czerwca pani Trierweiler napisała na swoim koncie na Twitterze, że w drugiej turze wyborów parlamentarnych, które miały miejsce 17 czerwca, całe swoje wsparcie kieruje w stronę Oliviera Falorniego, kandydata z okręgu Charente-Maritime. Ten tweet stał się iskrą zapalną.

Olivier Falorni to członek Partii Socjalistycznej (PS), ale obecnie będący z nią w konflikcie z powodów różnicy zdań. W konsekwencji wspierany jest przez część prawicy tylko dlatego, żeby zagrozić mocnej pozycji kandydata oficjalnie wspieranego przez prezydenta Hollande’a i sekretarza PS Martine Aubry, a którym jest Ségolène Royal we własnej osobie.

Chwilę po opublikowaniu postu na Twitterze zawrzało. Zachowanie Trierweiler spotkało się z wielkim oburzeniem polityków z Parti Socialiste, której obecny główny sekretarz, Martine Aubry, dyplomatycznie poprosiła panią Trierweiler o większą dyskrecję. Ségolène Royal ze łzami w oczach mówiła, że to atak i zdrada wobec partii, a także wobec wsparcia prezydenta republiki ze strony niej samej. Sam prezydent Hollande natomiast nie udziela żadnych komentarzy na ten temat.

W internecie pojawiły się różnego typu komentarze, od prześmiewczych, po pełne zdumienia i zażenowania wobec zachowania Pierwszej Damy. Mówi się też o jej wybuchach złości i furii przed byłą żona prezydenta i o tym, że podobno robiła wszystko, żeby Ségolène Royal nie została przewodniczącą Assemblée Nationale (odpowiada pozycją polskiemu marszałkowi Sejmu), choć było jej to obiecane przez PS. Aby tak się stało, musiała jedynie wygrać niedzielne wybory parlamentarne. Przegrana Ségolène Royal z Olivierem Falornim przekreśliła jej karierę polityczną na obecną chwilę.

Ségolène Royal to nie tylko pierwsza żona i matka dzieci prezydenta Republiki, ale to także znana i bardzo wpływowa osoba ze świata polityki. To ona była najgroźniejszym rywalem Nicolasa Sarkozy’ego w poprzednich wyborach w 2007 roku, przegranych przez nią w drugiej turze. To między innymi dzięki jej wsparciu François Hollande został ostatecznie wybrany na kandydata Parti Socialiste do wyborów prezydenckich, ponieważ szala przechylała sie na korzyść jego partyjnej koleżanki Martine Aubry. Ostateczne zwycięstwo Hollande’a nad Sarkozym w tegorocznych wyborach było zatem ich wspólnym triumfem. Segolène Royal pomściła swoją porażkę z 2007 roku.

Zresztą, kto oglądał wybory, sam stwierdzi, że podczas ogłaszania wyników kamery skierowane były właśnie na nią. Jej reakcje i słowa wygłaszane podczas komentarzy powyborczych w studiu telewizji zapadły widzom bardziej w pamięć niż postać obecnej partnerki Hollande’a, Valérie Trierweiler, co prawda bardzo urodziwej dziennikarki „Paris Match”, ale na którą mało kto zwracał uwagę tamtego dnia. Widać zatem, jak wiele łączy obecnego prezydenta z byłą żona i jak ważna jest jej pozycja w jego życiu, nie tylko ze względu na wspólną przeszłość i dzieci, ale i obecną karierę, w której wciąż uczestniczy.

Tweet z zeszłego tygodnia to nie jedyne faux pas obecnej Pierwszej Damy Francji. Jeszcze w trakcie kampanii prezydenckiej i tuż po wygranych wyborach oświadczyła, że nie porzuci pracy dziennikarki politycznej, gdyż jako matka trójki dzieci nie może sobie na to pozwolić. Jak wiele tysięcy Francuzek niezależność finansowa jest dla niej czymś ważnym. Niestety, sama stacja telewizyjna „Direct 8” odsunęła ją od programu o kampanii wyborczej, gdyż nie mogła już dłużej wykonywać swojej pracy jako obiektywna dziennikarka.

„Paris Match” też powoli odsuwa ją od głównych obowiązków. Swoją drogą, argumenty Valérie wydają się sensowne i realistyczne. No bo kim tak naprawdę jest partnerka obecnego prezydenta? Przecież to nie ją wybrał naród, tylko jej męża, tudzież partnera. Jak by na to nie patrzeć, jest pod ciągłą obserwacją mediów i narażona jest na krytykę za każdą gafę. Od pierwszej damy oczekuje się bowiem, że będzie zawsze wiernie wspierać swojego partnera, pod żadnym pozorem nigdy publicznie nie kwestionować jego decyzji, wiernie trwać przy jego boku, ale w cieniu, by zbytnio się nie wychylać. Ma być wzorem (ale dla kogo?) posłusznej, wiernej, zawsze uśmiechniętej i wspierającej żony i… tyle.

Od czasu „afery Trierweiler” prawica już zaciera ręce. Rządy Hollande’a miały być zupełnie inne niż Sarkozy’ego. Tak twierdzili wszyscy jego zwolennicy. A tymczasem, jak u poprzednika, zaczynają się skandalem rodzinnym.

Wydarzenia powyższe stały się przyczyną szerszej debaty o granicach życia prywatnego i publicznego prezydenta i prawnym zdefiniowaniu statusu Pierwszej Damy w protokole, jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Opinia jest podzielona. Wielu polityków we Francji uważa, że rola żony czy partnerki prezydenta powinna być prawnie określona. Jako naturalne uważają, że Pierwsza Dama powinna trzymać dystans i rezerwę do wszystkiego, co dzieje się w polityce i że powinno być to zapisane w ustawie, aby uniknąć w przyszłości różnych incydentów.

Valérie Trierweiler uważana jest za nieprzewidywalną, a zaistniała sytuacja określana jest jako „żałosna, żenująca, nie do pomyślenia”. Media z kolei nie przestają publikować karykaturalnych i prześmiewczych rysunków przedstawiających te trzy główne postaci, nazywając aferę „»Dallas« w Pałacu Elizejskim” (»Dallas« to serial podobny do „Dynastii”).

Przeciętni Francuzi natomiast współczują prezydentowi mówiąc, że na przykładzie Nicolasa Sarkozy’ego widać, że łatwiej jest kierować państwem niż własną rodziną. Francuzi nie są oburzeni zachowaniem Valérie. Społeczeństwo francuskie o ponad trzywiekowej laickiej tradycji wyzbyło się wszelkiej pruderii i hipokryzji. Ośmiu na dziesięciu Francuzów przyznaje, że jest im to kompletnie obojętne czy ich nowy prezydent żyje w związku małżeńskim ze swoją partnerką czy nie i traktują Valérie Trierweiler jako prawowitą Pierwsza Damę.

Rozwody i ponowne małżeństwa lub ich brak są zjawiskiem tak powszechnym we Francji. Istnieje nawet pojecie famille recomposée czyli rodzina stworzona ponownie po rozwodzie rodziców, ale „w innym składzie”.

Sam były prezydent Francji Nicolas Sarkozy jest idealnym przykładem rodzica z famille recomposée. Jego pierwsza żona to Marie-Dominique Culioli, z którą ma dwójkę dzieci, i które zabrał ze sobą do nowej rodziny, stworzonej wraz z Cécilią Ciganer-Albéniz, z którą z kolei miał jedno dziecko, by następnie rozwieść się pięć miesięcy po tym, jak został wybrany na prezydenta Republiki w 2007 roku. W 2008 r. ożenił się po raz trzeci ze sławetną modelką i piosenkarką Carlą Bruni. Obecnie para ma jedno dziecko, ale ogólnie Sarkozy jest ojcem czwórki dzieci, nie licząc dzieci z famille recomposée z poprzednich i obecnych małżeństw jego byłych żon.

Nie przypominam sobie jednak, by wokół rodzinnych spraw Sarkozy’ego, a tym bardziej bogatej przeszłości jego obecnej partnerki, wybuchały skandale społeczne, może tylko kilka plotek i zdjęć aktów byłej Pierwszej Damy, która nigdy nie porzuciła kariery piosenkarki. Wzrok mediów i opinii społecznej były skierowane na politykę Nicolasa Sarkozy’ego i właśnie to – i tylko to – było poddawane krytyce i dyskusji.

Bo w końcu to jest istota polityki i z tego powinien być rozliczany przywódca.

*Małgorzata Mandola – językoznawczyni, pisze doktorat na Université Rennes 2 oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Członkini grupy badawczej LDILE. Interesuje się językiem polityki. Mieszka we Francji i w Polsce.