Newsletter

Grecja: od cudu do zapaści

Jan Gmurczyk, 20.06.2012
Powojenna historia Grecji to zaskakująca opowieść o gospodarczym wzlocie i tragicznym upadku. To cenna lekcja dla obywateli i polityków na całym świecie

Powojenna historia Grecji to zaskakująca opowieść o gospodarczym wzlocie i tragicznym upadku. To cenna lekcja dla obywateli i polityków na całym świecie

Po II wojnie światowej Grecja była krajem uboższym od wielu innych państw europejskich, w tym Polski. Przykładowo, w 1950 roku polski PKB per capita, liczony z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, przewyższał grecki o ok. 15 proc.

Niemniej, w przeciągu następnych lat Grecy zdołali osiągnąć bardzo szybkie tempo rozwoju. W latach 1951-74 grecka gospodarka rosła w średniorocznym tempie blisko 6 proc. W tym okresie analogiczny wskaźnik dla Polski wynosił 3,5 proc., a dla Wielkiej Brytanii i USA 2,3 proc.

W wyniku tego prężnego wzrostu Grecy już w latach 50-tych XX wieku wyprzedzili Polaków pod względem zamożności. Bardzo też zbliżyli się do wiodących gospodarek świata. O ile jeszcze w 1950 roku grecki PKB per capita wynosił zaledwie 32 proc. brytyjskiego, o tyle w roku 1974 było to już 72 proc. Co ważne, imponującemu rozwojowi Hellady towarzyszyła stosunkowo niska inflacja.

Ten epizod greckiej historii śmiało można okrzyknąć gospodarczym cudem. Na usta zatem ciśnie się pytanie: co takiego stało się w Grecji, że dziś kraj tkwi w zapaści? Przyjrzyjmy się greckiej polityce gospodarczej w dwóch okresach. Pierwszy obejmie czasy powojennych rządów demokratycznych oraz dyktaturę pułkowników, czyli lata 1950-74. Drugi to czasy po roku 1974.

Złote lata

Od lat 50-tych XX wieku do roku 1974 rządy w Grecji starały się zapewnić przede wszystkim dogodne warunki dla rozwoju gospodarczego. Polityka budżetowa i monetarna były powściągliwe, a grecka drachma należała do międzynarodowego systemu walutowego Bretton Woods, co sprzyjało stabilności makroekonomicznej gospodarki.

Inwestycjom prywatnym nadano wysoki priorytet. Dobra ochrona praw własności, korzystne podatki, niskie stopy procentowe i utrzymywanie związków zawodowych w ryzach zachęcały do aktywności gospodarczej, zapewniając przedsiębiorcom i inwestorom godziwe zyski.

Ważną rolę odegrało wsparcie dla Grecji w ramach Planu Marshalla, nie tylko ze względu na pomoc samą w sobie. Także dlatego, iż Grecy musieli wypracować konkretne plany rozwoju i rozwiązania, które procentowały w następnych latach. Jednocześnie rząd inwestował w infrastrukturę i starał się ograniczać biurokrację.

Mimo zaangażowania w niektórych sektorach, takich jak system bankowy czy energetyka, obecność państwa w gospodarce była umiarkowana. W okresie dyktatury pułkowników (1967-74) kurs polityki gospodarczej zasadniczo był kontynuacją tego, który nakreśliły rządy demokratyczne.

Korzenie niewydolności

Zmiany zaszły w następstwie upadku systemu Bretton Woods (1971) oraz kryzysu naftowego (1973). Pogorszenie warunków życia i nieudana próba przyłączenia Cypru do Grecji doprowadziły do upadku dyktatury wojskowej oraz przywrócenia demokracji (1974).

Polityka gospodarcza uległa przeobrażeniu i to właśnie od tego momentu należy doszukiwać się rozwiązania zagadki upadku gospodarczego Grecji.

Wzrost cen energii w wyniku kryzysu naftowego spowodował skok inflacji. Wyższe ceny pociągnęły za sobą presję ze strony pracowników na podwyżki płac. Połączone oddziaływanie tych zjawisk podcięło konkurencyjność greckich firm, wywołało bankructwa oraz przyczyniło się do wzrostu bezrobocia.

W tych okolicznościach społeczeństwo zaczęło domagać się silniejszej redystrybucji dochodu, a socjalistyczna partia PASOK zyskiwać poparcie. Zamiast wprowadzić twarde reformy, których celem byłoby zwalczenie inflacji i odzyskanie konkurencyjności państwa, przyjęto podejście miękkie i niezdecydowane, nastawione głównie na to, aby „nie bolało”.

W następnych dziesięcioleciach kontynuowano politykę „przyjaznego społeczeństwu naprawiania gospodarki”. Związki zawodowe urosły w siłę, podniesiono podatki, państwo zaczęło coraz mocniej angażować się w gospodarkę – do tego stopnia, że dokonywano nacjonalizacji firm prywatnych.

Przed wyborami rząd starał się wkupić w łaski wyborców, oferując im różne korzyści i przywileje. W rytm politycznego cyklu koniunkturalnego, rozhuśtana populistycznymi wydatkami gospodarka raz przyspieszała, raz zwalniała.

Aktywność państwa i przyrosty wydatków socjalnych nie szły w parze z efektywnością. O ile w latach 1950-74 produktywność pracy wzrosła w Grecji o przeszło 300 proc., o tyle w latach 1975-90 już tylko o 36 proc.

W efekcie zmian opłacalność prywatnej działalności gospodarczej zaczęła stopniowo spadać, szara strefa kwitnąć, inflacja szybować, handel zagraniczny przynosić chroniczne deficyty, a greckie zadłużenie publiczne lawinowo narastać. Akcesja Grecji do WE (UE) w roku 1981 dodatkowo uderzyła w greckie firmy, gdyż pozbawione osłon protekcjonistycznych, nie radziły sobie z zachodnią konkurencją. Co więcej, problemy strukturalne Grecji mocno tuszował napływ środków europejskich.

Średnioroczny przyrost PKB per capita greckiej gospodarki w latach 1975-90 wynosił zaledwie 2 proc., mniej niż w USA (2,2 proc.) czy Wielkiej Brytanii (2,1 proc.). Choć w latach 90-tych XX wieku podejmowano pewne próby naprawy gospodarki, nie zahamowano negatywnych tendencji, które narastały po roku 1974.

Przyjęcie Grecji do strefy euro w 2001 roku, wbrew długowi publicznemu przekraczającemu 100 proc. PKB, spowodowało spadek stóp procentowych w greckiej gospodarce, podobnie jak wzrost wiarygodności kredytowej greckich obligacji rządowych i spadek ich rentowności. Grecy mogli pożyczać pieniądze taniej niż uprzednio.

Boom kredytowy nie został jednak wykorzystany na cele prorozwojowe, lecz na finansowanie dodatkowej konsumpcji. W końcu, w 2010 roku grecki system gospodarczy ostatecznie się załamał.

Wnioski

Konsekwentna realizacja zapoczątkowanego w 1974 roku kursu polityki gospodarczej sprawiła, że dziś Grecja jest uzależnionym od pomocy zewnętrznej bankrutem i zarazem najmniej konkurencyjnym krajem w UE. Skrajnie niewydolną gospodarkę krępuje gęsta i pogmatwana sieć przywilejów, korupcji, absurdalnych regulacji i barier dla przedsiębiorczości. System ten ukształtował niekorzystną mentalność, a w społeczeństwie występują silne i nieracjonalne postawy roszczeniowe.

Przykład Grecji to nauczka, że dojście populistów do władzy może doprowadzić do degeneracji gospodarki, a reform, stanowiących dostosowanie do kryzysów, nie można odkładać w nieskończoność.

Jednocześnie widzimy jasno, że posunięcia w obszarze polityki socjalnej, jeśli mają być dokonane, powinny być poprzedzone rozwojem, jak również troską o efektywność gospodarki i stabilność budżetu państwa. Odwrotność skutkuje dramatem.

Podstawą rozwoju gospodarki jest prywatna działalność gospodarcza, więc rządy narodowe muszą w pierwszym rzędzie dbać o zapewnienie korzystnych warunków dla przedsiębiorczości. Państwo może korygować zawodność rynku, ale generalnie nie powinno go zastępować.

Należy też być ostrożnym w stosunku do koncepcji państwa jako obrońcy uciśnionych. Wydaje się bowiem, że takie podejście ma uzasadnienie tak długo, jak długo państwo pomaga zdobyć uciśnionym „wędki”, a nie rozdaje im „ryby” – w rytm populistycznych posunięć.

Na koniec wróćmy jeszcze do greckich problemów gospodarczych lat 70-tych XX wieku. Rządy skłaniały się wówczas ku ochronie obywateli za pomocą świadczeń socjalnych niż ku skutecznym reformom. Najwyraźniej pokutowało przeświadczenie, że kryzys można zwalczyć bezboleśnie, a nawet równolegle podwyższać dobrobyt.

Dziwnie znajomo brzmią w tym świetle dzisiejsze nawoływania greckich polityków, że Grecja powinna renegocjować warunki pomocy zewnętrznej, a pozostanie w strefie euro nie wymaga dużych wyrzeczeń. Tyle, że właśnie takie myślenie było zalążkiem upadku Grecji blisko 40 lat temu.

*Jan Gmurczyk – ekonomista i publicysta, absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Współpracownik Instytutu Obywatelskiego oraz portalu UniaEuropejska.org. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną