Newsletter

Natarcie Obamy, defensywa Romney‘a

Kazimierz Bem, 19.06.2012
Miniony tydzień pokazał raz jeszcze wielki talent sztabu Obamy

Marlborough, 17 czerwca 2012

Miniony tydzień pokazał raz jeszcze wielki talent sztabu Obamy. Jednocześnie ukazał jak na dłoni słabość kampanii i sztabu Romney’a.

Zaczęło się dość niefortunnie dla urzędującego prezydenta. Podczas spotkania z wyborcami w Ohio wymsknęło mu się, że sektor prywatny ma się w Ameryce bardzo dobrze. I choć jeszcze tego samego dnia szybko się z tego wycofał, to było już za późno.

Gafę Obamy podchwycił (i słusznie) sztab Romney’a, który bawiąc na południu tego samego stanu zarzucił prezydentowi zupełną ignorancję co do stanu amerykańskiej gospodarki. Usiłując skierować kampanię na tematy gospodarcze, znów podkreślił swoje umiejętności w kreowaniu nowych miejsc pracy i zapewnił, że jego doświadczenie w Blain Capital przełoży się na gospodarczy wzrost, gdy tylko Amerykanie umożliwią mu przeprowadzkę do Białego Domu. So far, so good?

Nie do końca. Stan Ohio jest niezwykle ważny w kampanii wyborczej, gdyż ma nie tylko sporą liczbę głosów elektorskich (18), ale także od ponad 30 lat każdy, kto wygrywa w Ohio, wygrywa wybory prezydenckie. Sympatie wyborcze rozkładają się dość równo i stąd jest uważany za tzw. swing state, czyli za stan, który zmienia swoje wyborcze preferencje. Jest to również stan z dużą ilością białej ludności robotniczej, a ta nie jest specjalnie zachwycona Obamą.

Ale i Romney ma spore problemy w tym stanie. Obecny gubernator i republikanin próbował przegłosować prawa, osłabiające miejscowe związki zawodowe, podobne do tych w stanie Wisconsin. Jednak wyborcy zmiany odrzucili w referendum, a to odbiło się na popularności republikanów w Ohio.

Romney systematycznie podkreśla także, że rządowa pomoc dla dużych firm była błędem, choć uratowała tysiące miejsc pracy. Jego doświadczenie z firmy inwestycyjnej działa przeciw niemu, bowiem robotnicy znają na własnej skórze dobrodziejstwa ich „doradztwa“ – zresztą niemiłosiernie podkreślane przez sztab Obamy.

Nic dziwnego, że podobnie jak w Wisconsin część republikanów uważa, że to Obama a nie Romney poradzi sobie lepiej z gospodarką. Pomimo gafy prezydenckiej, Romney nie zanotował w tym stanie przełomu. Próby jednania się z robotnikami w Ohio muszą ponieść klęskę, gdy koń Romney’a wgrywa w wyścigach konnych. W końcu ilu robotników w Ohio stać na konia wyścigowego?

Zresztą kilka dni po gafie sztab Obamy przygotował majstersztyk. Otóż Obama ogłosił, że zawiesił deportacje nielegalnych imigrantów z USA, którzy tutaj skończyli college, służyli w armii i nie mają wyroków – tzw. Dream Act. Choć nie uzyskują oni obywatelstwa, to do czasu ustawy imigracyjnej mogą nie bać się deportacji.

Obama – zgodnie z prawdą – podkreślił, że reformą prawa imigracyjnego dawno powinien się zająć Kongres, ale pracę nad ustawą zablokowali… republikanie. Decyzja Obamy jest majstersztykiem: nie tylko pozyskał głosy latynoskich wyborców, którzy zapomną mu dotychczasowe deportacje. Tym samym Romney został zapędzony w kozi róg: może albo zdystansować się od Obamy i doszczętnie zniechęcić do siebie latynoskich wyborców, albo też go poprzeć i tym samym zniechęcić do siebie białych, konserwatywnych, religijnych fundamentalistów, bez których nie może marzyć o prezydenturze.

Na razie Romney wybąkał coś o niekonstytucyjnych ruchach i że tym właśnie powinien zająć się Kongres (i znów: fakt), ale jak zwykle nikogo swoim stanowiskiem (czy jego brakiem) nie przekonał.

Co więcej, nadchodzące tygodnie przyniosą decyzje amerykańskiego Sądu Najwyższego o konstytucyjności przepisów stanu Arizona, który drastycznie ograniczył prawa imigrantów. Tu również nie ma dobrego wyjścia dla Romney’a: jeśli sąd uchyli przepisy Arizony i tym samym podobne przepisy kilku innych stanów, triumfować będzie Barack Obama, którego administracja je zaskarżyła. Jeśli konserwatywna większość sędziów kwestionowane prawa utrzyma w mocy, na republikanów spadnie odium partii rasistowskiej i antylatynoskiej. Tak czy inaczej, Obama znów zyska i nic wtedy nie pomoże wybór Latynosa na wiceprezydenta: republikanie będą wśród Latynosów doszczętnie spaleni.

Sztab Obamy bardzo sprawnie realizuje kampanię, polegającą na pokazywaniu niekonsekwencji czy koniunkturalności republikańskiego przeciwnika. Popierając małżeństwa jednopłciowe, powszechne ubezpieczenia zdrowotne czy wstrzymując deportacje niektórych Latynosów, Obama spycha sztab Romney‘a do defensywy i zmusza go do kolejnych wolt i zmiany poprzednich stanowisk.

Wszystko to każe się wyborcom zastanowić, czy jeden z kandydatów kiedykolwiek powiedział im prawdę. A to bardzo zła sytuacja dla kogoś, kto ubiega się o urząd prezydenta USA.