Newsletter

Przywrócić pierwotną funkcję chodnika

Michał Dobrzański, 18.06.2012
Samochody zaparkowane na jezdni równolegle do krawężnika są uznawane za jeden ze skutecznych sposobów uspokojenia ruchu, bo stwarzają wrażenie jakby jezdnia była węższa.

Chciałbym zwrócić uwagę na pewien problem, który – przynajmniej na pierwszy rzut oka – nie jest bezpośrednio związany z bezpieczeństwem ruchu, ale raczej z wygodą użytkowników dróg. Chodzi o powszechne w Polsce parkowanie na chodnikach. Bałagan parkingowy i tak jest jednym z głównych powodów niskiej jakości przestrzeni polskich miast. Ale masowe parkowanie na chodnikach, wspierane zresztą przez zarządców dróg, stanowi zupełne kuriozum na tle wielu innych miast europejskich.

Ten stan rzeczy można w pewnej mierze tłumaczyć względami historycznymi. Faza motoryzacji nastąpiła w Polsce raptownie, a wcześniej planiści zapewne nie przewidywali tak dużego zapotrzebowania na miejsca parkingowe. Wobec tego, w momencie nagłego przyrostu liczby samochodów, trzeba było zastosować jakieś środki doraźne. Wpuszczono więc parkujące samochody na chodniki.

Jednak obecnie problem nie tkwi w tym, że tak się stało, ale że to prowizoryczne rozwiązanie zostało zaakceptowane jako naturalny stan rzeczy. Przyjęło się przekonanie, że przestrzeń pomiędzy krawężnikami przeznaczona jest wyłącznie dla jadących samochodów, chodnik natomiast stał się miejscem, gdzie znaleźć powinno się wszystko, co mogłoby utrudniać ruch. Strefa początkowo przeznaczona dla pieszych została zagarnięta przez puste samochody.

Gdy ogląda się stare zdjęcia polskich miast, można z łatwością zauważyć, że kiedyś w Polsce miejsca postojowe dla samochodów wyznaczano w poziomie jezdni, wzdłuż krawężnika. Czyli tak, jak nadal się to czyni w wielu miastach za granicą. Te czasy jednak minęły. Obecnie w Polsce panuje konwencja, że porządnie zaparkowany samochód powinien przynajmniej jednym kołem stać na krawężniku. To przekonanie jest na tyle mocne, że nawet kiedy projektuje się nowe ulice lub poddaje generalnemu remontowi stare, nie wyznacza się miejsc parkingowych w poziomie jezdni, tylko „wpycha” samochody na chodniki. Warszawiakom mogę w tym kontekście przypomnieć remont ulicy Puławskiej sprzed kilku lat. Ale tego typu przykłady z łatwością można znaleźć w całej Polsce.

Opisana wyżej organizacja miejsc parkingowych ma same wady. W pierwszej kolejności – zaburza zasadę, że linia krawężnika stanowić powinna jasną granicę między strefą ulicy przeznaczoną dla pojazdów i tą, która jest od nich wolna. Gdy samochód wjeżdża na chodnik, granica ta zostaje rozmyta. Nie pomaga nawet przepisowe półtora metra, które każdy kierowca powinien pozostawić pieszym, gdyż jest ono niezwykle trudne do wyegzekwowania – ustala się je przecież „na oko”! Ponieważ w Polsce przyjęło się, że „krawężnik jest po to, aby na niego wjeżdżać”, nic dziwnego, iż kierowcy tak często parkują swoje samochody zupełnie gdzie popadnie. Przy braku przejrzystych reguł mówiących, która przestrzeń powinna być wolna od samochodów, łatwiej kierowcom zawłaszczyć każdy wolny skrawek miejsca na swoje potrzeby.

Kolejny argument przeciwko parkowaniu na chodnikach jest taki, że zaparkowane tam samochody zmniejszają wzajemną widoczność poszczególnych użytkowników dróg. Samochód stojący na jezdni zawsze jest niżej od stojącego na chodniku o przynajmniej kilka centymetrów. Ta różnica sprawia, że piesi są zarówno lepiej widoczni dla kierowców, jak i sami mogą baczniej obserwować, co dzieje się na drodze. Nie bez znaczenia jest tu także wzgląd estetyczny – samochody zaparkowane na chodnikach zasłaniają partery budynków jeszcze bardziej, niż te stojące na jezdni, przez co niekorzystnie wpływają na coś, co nazwać można „przejrzystością miasta”.

Miejsca parkingowe na chodniku są zresztą także mniej wygodne dla samych kierowców, gdyż zmuszają ich do pokonywania różnicy poziomu. Jest to najbardziej odczuwalne przy wjeżdżaniu na tzw. „kopertę”. Manewr ten jest nieporównywalnie prostszy, gdy wykonuje się go na gładkim podłożu, na jezdni, równolegle do krawężnika. Wówczas krawężnik jest pomocny i służy jako wskazówka, jak głęboko można wjechać.

Wyznaczanie miejsc parkingowych jest niefortunnym pomysłem także dlatego, iż większość chodników w Polsce jest do tego konstrukcyjnie nieprzygotowana. Zgodnie z doktryną „łatworozbieralności”, czyli zaleceniem, aby w razie awarii instalacji znajdujących się pod chodnikiem można było dostać się do nich w możliwie najprostszy sposób, większość chodników układa się na samym piasku. Nie podejmując już polemiki z zaleceniem, które przedkłada wygodę ekip budowlanych nad komfort codziennych użytkowników, warto wskazać, że wpuszczenie aut na taki chodnik równa się z jego rychłą dewastacją.

Samochody zaparkowane na chodnikach przyczyniają się też do wspominanego przeze mnie wcześniej efektu „wąwozowania” ulicy, tzn. ograniczania koncentracji kierowcy wyłącznie do tego, co dzieje się na jezdni. Co więcej, samochody zaparkowane na jezdni równolegle do krawężnika są obecnie uznawane za jeden ze skutecznych sposobów uspokojenia ruchu, m.in. dlatego, że stwarzają wrażenie jakby jezdnia była węższa.

Oczywiście problem parkowania w Polsce nie sprowadza się wyłącznie do tego, że miejsca parkingowe wyznacza się na chodnikach. Łączy się z nim cały szereg innych zagadnień, w pierwszej kolejności związanych z powszechnym przyzwoleniem na łamanie przepisów. Jest tu jeszcze wiele do zrobienia. Z pewnością warto jednak zacząć od przywrócenia chodnikom ich pierwotnej funkcji.