Newsletter

Nie spinajmy się

Aleksandra Kaniewska, 12.06.2012
Wyjdźmy na ulice. Pomalujmy twarze na biało-czerwono

Szybka analiza prasy z ostatnich tygodni może przynieść prosty wniosek: Brytyjczycy się na nas uwzięli (niewdzięczni, przecież od 2004 emigracyjnymi rękami wspieramy ich gospodarkę), a Niemcy wreszcie nas lubią. Więcej: nawet nas szanują. Sprawiedliwości stało się zadość.

Jak więc nas widzą i piszą? „Daily Mail” z właściwą sobie elokwencją donosi, że na Euro2012 „Polscy zbóje rzucają rasistowskie hasła i małpie okrzyki”, a także, że w Łodzi zaatakowano mówiących po angielsku kibiców. Z kolei inny tabloid, „Daily Mirror”, krzyczy z nagłówków: „Irlandczycy uciekali przed Polakami gdzie pieprz rośnie”, nie wspominając ani słowem, że bójka w Poznaniu miała trzy strony: polską, irlandzką i chorwacką, a także że nie wiadomo, kto kogo tak naprawdę sprowokował.

Dużo więcej zrozumienia wykazują dla polskich kibiców Wyspiarskie media z wyższej półki. „Guardian” pisze, że Euro 2012 to dla Polski i Ukrainy szansa: i w walce o bardziej otwarte społeczeństwo, i dobrze funkcjonujące państwo. I zauważa, że Polska ma pierwszego czarnoskórego posła, Johna Godsona, a w Nigerii nigdy nie byłoby możliwe, żeby biały człowiek objął ważny urząd państwowy. Z kolei „Financial Times” sugeruje, że Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej mogą być dla Polski imprezą z największą w historii stopą zwrotu (opinia potwierdzona przez raport Capital Economics z końca maja 2012). A jej korzyści to dużo więcej niż tylko nowoczesne drogi, nowe pociągi, lotniska, dworce i hotele.

Jeszcze więcej miodu na polskie serca leją Niemcy. „Süddeutsche Zeitung” entuzjastycznie zaprasza na przygodę na Wschodzie: „Ten turniej będzie odkrywczą podróżą – także dla Europy. Cztery lata temu Europa umówiła się na urlop wypoczynkowy w Austrii i Szwajcarii (…) Tym razem nie będzie tak wygodnie. Będzie mniej znajomo. Kto się wybierze w drogę, znajdzie się w miejscach, o których nigdy wcześniej nie słyszał, będzie także często podróżował narzekając (…). Ale ta podróż umożliwi nowe spotkania i poszerzenie horyzontów. Na trzy tygodnie europejski układ odniesienia przeniesie się na Wschód, a dziesiątki tysięcy ludzi przeniosą się za nim. Najwyższa pora”.

Medialne zainteresowanie Polską, zrozumiałe zważywszy na naszą rolę gospodarza prestiżowych zawodów sportowych, zaczęło się jednak nieplanowane, tydzień przed rozpoczęciem Euro 2012. I to od dość kontrowersyjnego programu „Stadiony nienawiści”, nakręconego w Polsce i na Ukrainie przez telewizję BBC One w ramach cyklicznego programu śledczego „Panorama”. Dokument pokazywał dość jednostronną i brutalną, ale prawdziwą rzeczywistość polskich i ukraińskich stadionów: werbalną i fizyczną przemoc, rasistowskie okrzyki, których autorzy w większości pewnie sami nie rozumieli. Ale krzyczeli.

Program nie omawiał naszego niewątpliwego postępu cywilizacyjnego, tego, że polskie społeczeństwo przez ostatnie 20 lat przeszło niesamowitą drogę. Że mamy pierwszego czarnoskórego posła w Polsce, do tego wybranego w targanej „kibolskimi” problemami i oskarżeniami o rasizm Łodzi. Nie wspomniano o żadnej z tych rzeczy, bo nie o tym był program. Miało być o stadionach. A na stadionach, wciąż niestety, mamy przykłady bardzo nieeleganckich, zaściankowych zachowań. Nie my pierwsi i nie ostatni w Europie. Ale najwyższa pora coś z tym zrobić. I zacząć o tym dyskutować.

Co wynika z powyższej, nieco przydługiej prasówki? Że lubimy koncentrować się na sobie. Jak pisał na stronach Instytutu Obywatelskiego publicysta Jamie Stokes, Polacy są bardzo wrażliwi na krytykę ich kraju. To zrozumiałe. Tyle że sami lubimy tę naszą Polskę krytykować. Ale nam wolno. To my przeżyliśmy, co przeżyliśmy. Tzw. „zagranica” nie powinna, bo z reguły jest nieobiektywna i nie rozumie kulturowo-historycznych zawiłości polskiej sytuacji.

BBC nie trafiło w dobrą porę. Po obrazkach z rzucającymi bananami Ukraińcami czy wykrzykującymi antysemickie hasła polskimi zabijakami część wahających się kibiców z Europy Zachodniej mogła wypakować walizki, anulować loty Ryanairem czy EasyJetem i zostać w domu przed telewizorem. Ale reszcie, zwłaszcza zapalonych kibiców, niestraszne są drogie ukraińskie hotele czy nienajlepsza opinia o polskich drogach. Czy dadzą wiarę bulwarówkom? A kto powiedział, że chcemy gościć w naszym kraju wiernych czytelników „The Sun”?

Wciąż nam się zdaje, że jesteśmy Mesjaszem narodów – przeżywamy to, że jedni nas kochają, a inni nienawidzą. Choć takie porządkowanie świata jest mocno zrozumiałe, przesłania nam często rzeczywistość w całej jej wielowymiarowej szacie. A ostatnie ataki na Euro2012 w brytyjskiej prasie to tylko czysty interes redaktorów naczelnych tabloidów.

Nie od dziś przemoc i krew sprzedają się lepiej niż sportowy pot i łzy. Tak jak prawda o polskim społeczeństwie jest poza stadionami, rzeczywistość Euro 2012 będzie poza mediami. Wyjdźmy na ulice. Pomalujmy twarze na biało-czerwono. Nie spinajmy się.