Newsletter

Świąteczny marsz

Michał Rzepecki, 12.06.2012
Skupmy się na świadomym pojednaniu między tak doświadczonymi narodami: rosyjskim i polskim, nie zaś na ciągłym podsycaniu nienawiści

Skupmy się na świadomym pojednaniu między tak doświadczonymi narodami: rosyjskim i polskim, nie zaś na ciągłym podsycaniu nienawiści

W złożonych stosunkach polsko-rosyjskich nawet mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012 nie pozostają bez znaczenia. Ślepy los sprawił, że reprezentacje Polski i Rosji (obok niezwiązanych z tematem Grecji i Czech) znalazły się w jednej grupie turniejowej.

Ten sam los spowodował, iż mecz pomiędzy Polską a Rosją odbędzie się 12 czerwca. Większość fanów piłki nożnej, ale i także większość tych, którzy footballu nie znoszą, nie miała najmniejszego pojęcia, że z tego sportowego faktu wyniknie tak wiele pozasportowych emocji. Dzień 12 czerwca jest bowiem w Federacji Rosyjskiej świętem narodowym. W tym dniu Rosjanie wspominają, że w 1990 roku Zjazd Deputowanych Ludowych przyjął Deklarację Suwerenności Państwowej. Uchwalenie tego aktu było równoznaczne
z wystąpieniem Rosji ze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Zapowiadający swoje liczne przybycie na polsko-ukraiński czempionat kibice drużyny rosyjskiej postanowili wykorzystać termin meczu z Polską do uczczenia tego święta. Godną formą celebracji ma być według nich zorganizowany przemarsz ulicami Warszawy, kończący się na Stadionie Narodowym.

Plany fanów „Sbornej” wywołały oczywiście wiele kontrowersji w naszym kraju. Sam fakt triumfalnego pochodu Rosjan ulicami polskiej stolicy stał się przyczyną licznych wypowiedzi. Najbardziej skrajne mówiły o prowokacji, upokorzeniu. Stały się potwierdzeniem tez głoszonych przez uczestników smoleńskich miesięcznic na Krakowskim Przedmieściu.

Pikanterii sprawie dodają wykorzystywane powszechnie symbole rodem z czasów ZSRR – czerwone gwiazdy, czerwone sztandary, sierp i młot. W Polsce symbolika ta budzi ewidentnie pejoratywne konotacje. Odwrotnie jest natomiast w Federacji Rosyjskiej, gdzie sentyment za czasami radzieckimi jest żywy i nie wynika tylko i wyłącznie z narzuconej przez władze polityki historycznej. Przecież i w Polsce sentyment za czasami PRL jest silny. Nie doszukujmy się złej woli w przywiązaniu Rosjan do czerwonej gwiazdy. Nie bądźmy bardziej papiescy od papieża: czy nasze mury wolne są od zakazanych symboli? Skupmy się na świadomym pojednaniu między tak doświadczonymi narodami, nie zaś na ciągłym podsycaniu nienawiści.

Pytaniem równie powszechnym jak to, czy trener Smuda powinien dokonać zmian w składzie na mecz z Rosją, stało się inne: czy powinno się rosyjskim kibicom pozwolić na przemarsz, czy też nie? W obu przypadkach możliwe są tylko dwie odpowiedzi. Jedna brzmi: „nie”, druga – „tak”. Podobnie jak w przypadku piłki nożnej, każdy Polak jest selekcjonerem, także w przypadku rosyjskiego marszu wielu uzurpuje sobie znajomość polsko-rosyjskich zawiłości. Jeśli przyjąć, że wszelkie rosyjskie działania są inspirowane przez Kreml i mają służyć tylko i wyłącznie przyniesieniu szkody Polsce i Polakom, należałoby kategorycznie zabronić fanom „Sbornej” marszu. Ba, nie powinno się ich w ogóle wpuszczać w granice RP. Brzmi absurdalnie. Idąc dalej tym tropem, jeśli Rosjanie nie będą mogli wspólnie przemaszerować ulicami Warszawy, w jaki sposób dostaną się na Stadion Narodowy?

Bliższe spiskowej teorii dziejów, prezentowanej przez niektórych polskich polityków i, co gorsza, przez część polskiego społeczeństwa, jest domniemywanie nieczystych intencji władz rosyjskich w takiej oto formie: polskie władze, zabroniwszy marszu rosyjskim kibicom w dniu ich narodowego święta udowodnią całemu światu prawdziwość stereotypu Polaka-rusofoba. Dlatego też dużo bardziej właściwe wydaje się racjonalne spojrzenie na sprawę. Święto, które 12 czerwca obchodzą Rosjanie, powinno być również naszym świętem. To właśnie Polacy zrobili, obok samych Rosjan, najwięcej, by zakończyć żywot radzieckiego molocha.

Skoro zatem tyle krwi przelano w ciągu całej historii ZSRR – i rosyjskiej, i polskiej – czy nie powinniśmy czcić dzień, w którym de facto przypieczętowano jego koniec? Nasze oburzenie na rosyjski marsz byłoby słuszne, gdyby w ten sposób Rosjanie chcieli świętować chociażby fakt wypędzenia Polaków z Kremla lub rocznicę rewolucji październikowej.

Drugi argument przemawiający za przyznaniem kredytu zaufania rosyjskim kibicom to stan rosyjskiej demokracji. Jeżeli w ich własnym państwie uniemożliwia się swobodne wyrażanie opinii, to szczególnie w Polsce, gdzie umiłowanie demokracji i wolności jest tak ogromne, powinno się pozwolić na pokojowy marsz. Demokracja w Federacji Rosyjskiej jest przestrzegana, gdy jest to na rękę władzy. Kiedy niezadowolenie społeczne staje się czymś więcej niż marginesem, władza nie waha się demokrację ograniczać. Kolejnym tego przykładem jest uchwalone niedawno prawo nakładające kolosalne grzywny dla biorących udział w nielegalnych zgromadzeniach.

Potwierdzeniem zabijania demokracji w Rosji są również przedświąteczne rewizje w mieszkaniach osób uważanych za przywódców antyputinowskiej opozycji: Aleksieja Nawalanego czy Kseni Sobczak. Oczywiście, jeżeli zostaną przekroczone przepisy prawa, nasze służby porządkowe winny zareagować z całą stanowczością. Niemniej owym niewiele nas kosztującym gestem dokonać można dużo w polsko-rosyjskim pojednaniu.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rzeczywiście, jak zapowiadają przywódcy rosyjskich kibiców, marsz będzie przebiegał w atmosferze święta, a więc bez chuligańskich ekscesów, bez politycznych prowokacji i wrogich haseł. Dobry przykład dali rosyjscy piłkarze, którzy 10 czerwca złożyli kwiaty przed Pałacem Prezydenckim, oddając hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej. Może kibice pójdą za przykładem swoich idoli?

*dr Michał Rzepecki – politolog, rosjoznawca i amerykanista; pracownik Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie