Newsletter

Administracja 2.0: jedno miejsce, wiele spraw

Mariusz Luterek, 16.06.2012
Zmiany, jakie obserwujemy w naszym systemie informacji publicznej pozwalają mieć nadzieję, że w nieodległej przyszłości polskie urzędy przestaną być postrzegane jako anachroniczne

Strona 1

Zmiany, jakie obserwujemy w naszym systemie informacji publicznej w ostatnich latach pozwalają mieć nadzieję, że w nieodległej przyszłości polskie urzędy przestaną być postrzegane jako anachroniczne

W świecie coraz bardziej upowszechniających się i coraz szybciej zmieniających się technologii możemy zaobserwować przemiany we wszystkich obszarach funkcjonowania życia jednostki, instytucji i przedsiębiorstw. Bez względu na to, czy mówimy o „trzeciej fali” Alvina Tofflera, „społeczeństwie sieci” Manuela Castellsa czy „społeczeństwie informacyjnym”, bezsprzecznie mówimy o fundamentalnych zmianach w funkcjonowaniu świata.

Ostatnia dekada przyniosła nam szereg innowacyjnych rozwiązań, które bardzo szybko weszły do powszechnego użytku. Web 2.0, systemy informacji geograficznej, smartphony i możliwość bycia ciągle „podłączonym” jeszcze w połowie lat 90-tych, kiedy powstawał raport Martina Bangemanna dotyczący przyszłości społeczeństwa informacyjnego w Europie, wydawały się nieco futurystyczne. Dziś mówimy o rzeczywistości rozszerzonej, wykorzystywaniu filtrów społecznościowych w generowaniu listy wyników wyszukiwania czy o działaniu „w chmurze”.

W ostatniej dekadzie zaobserwowaliśmy także coś innego: pojawienie się nowego pokolenia, dla którego stały dostęp do sieci i przyzwyczajenie do posiadania przy sobie przynajmniej jednego urządzenia służącego do komunikacji, jest czymś całkowicie naturalnym. W efekcie z jednej strony mamy tzw. cyfrowych tubylców – osoby, dla których dostęp (głównie do internetu) stał się potrzebą podstawową. Z drugiej, mamy cyfrowych imigrantów, którzy nawet jeśli korzystają z nowych technologii, nie wykorzystują pełni ich możliwości. Wreszcie, niejako poza cyfrowym światem znajduje się cyfrowa podklasa, osoby wykluczone pozyskujące informacje z mediów jednokierunkowych (telewizja, prasa) w sposób bierny.

Ciekawe jest to, że o ile obywatele i przedsiębiorcy coraz pełniej wykorzystują możliwości oferowane przez nowe technologie, to sektor publiczny pozostaje nieco w tyle. Poziom tego zapóźnienia jest zróżnicowany dla poszczególnych krajów, jednak warto zauważyć, że w wielu narodowych systemach elektronicznej administracji do niedawno odkrytych „hitów” należy Web 2.0.

Tymczasem, jak pokazują raporty na temat społeczeństwa informacyjnego, poziom zinformatyzowania administracji publicznej w sposób znaczący wpływa na rozwój tego typu społeczeństwa. Podobnie, we wszystkich kolejnych strategiach budowania społeczeństwa informacyjnego w Unii Europejskiej (e-Europa, i2010, Agenda Cyfrowa), rozwój elektronicznej administracji zajmuje istotne miejsce.

Czym jest e-government? Mówiąc najogólniej, to świadczenie usług i udostępnianie informacji online. W pierwszym przypadku są to zazwyczaj usługi dedykowane określonym grupom odbiorców: obywatelom (G2C-government to citizens), przedsiębiorcom (G2B-government to business) czy innym instytucjom sektora publicznego (G2G-government to government). Jak zauważył M. Castells, efektywność administracji publicznej w wypełnianiu jej zadań zależna jest od przepływu informacji i adekwatności decyzji podejmowanych w oparciu o informacje. Można przyjąć, że zinformatyzowana administracja publiczna będzie działać sprawniej.

W polskich realiach dostępu do usług publicznych możemy szukać na trzech poziomach. Po pierwsze, na poziomie poszczególnych urzędów, gdzie platformy cyfrowe przygotowane są na potrzeby danego urzędu. Po drugie, na poziomie wojewódzkim w tzw. wrotach wojewódzkich, oferujących potencjalnie zintegrowany dostęp do usług elektronicznych świadczonych przez urzędy z danego województwa, np.  wrotamalopolski.pl czy wrotapodlasia.pl. I po trzecie, na poziomie krajowym poprzez platformę ePUAP, oferującą, znów potencjalnie, zintegrowany dostęp do usług elektronicznych świadczonych przez urzędy z całego kraju.

Już z tego łatwo wywnioskować, że nawet samo znalezienie usługi w sieci może przeciętnemu użytkownikowi nastręczać trudności. Co gorsza, jeśli już dotrze do danej usługi, np. na platformie ePUAP może się okazać, że akurat w jego gminie nie jest świadczona elektronicznie… a przynajmniej nie na tej platformie.