Newsletter

Nauka 2.0: świadome współtworzenie

Paweł Szczęsny, 15.06.2012
Już wkrótce nie będzie dziwić hydraulik z głęboką wiedzą z mechaniki lub uczony, który co dwa granty zmienia nie tyle obszar, co dziedzinę badań

Strona 1

Już wkrótce nie będzie dziwić hydraulik z głęboką wiedzą z mechaniki lub uczony, który co dwa granty zmienia nie tyle obszar, co dziedzinę badań

Społeczeństwo oparte na wiedzy to fraza-worek, by zastosować analogię do frazy słowo-klucz. W tym stwierdzeniu zawarte są opisy różnych zjawisk związanych nie tylko z przełomem w komunikacji, takim jak pojawienie się „edytowalnego” internetu. Także ze zmianami w gospodarce (wzrost znaczenia informacji), z nową organizacją zatrudnienia (ciągłe podnoszenie lub zmiana kwalifikacji) czy też z ogólnym rozwojem technologicznym (powszechny dostęp do wyspecjalizowanych narzędzi). Relacje pomiędzy tymi zjawiskami, jak i ich głębsze implikacje, wydają się jednak pozostawać domeną dyskusji wyłącznie akademickich.

Odpowiedzialność za ogólnikowość publicznej dyskusji na temat roli wiedzy w społeczeństwie ponoszą częste uproszczenia: zamienne używanie „informacji” i „wiedzy”, ale również konsekwentne pomijanie niektórych krytycznych elementów, ze względu na brak zgody na to, jak powinny wyglądać.

Przykładem takiego elementu jest system edukacji, który powinien wykształcić umiejętności używania wiedzy w twórczy sposób. Tymczasem okazuje się, że nawet co bardziej światłe pomysły w praktyce nie do końca zdają egzamin. Wystarczy wspomnieć chociażby tzw. uczenie projektowe, które często skutkuje u absolwentów systematycznie błędną oceną trudności prawdziwych problemów.

Nauka 2.0

Nauka 2.0 to taki sam skrót myślowy, jak wspomniane wcześniej „społeczeństwo oparte na wiedzy”. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że znaczenie tej frazy jest oczywiste, jednak w praktyce ponownie otrzymujemy worek pomysłów z różnych obszarów funkcjonowania nauki.

Historycznie termin ten związany był z nowymi internetowymi narzędziami komunikacji i współpracy (jak np. blogi, wiki) używanymi przez uczonych. Jednak z czasem zaczął obejmować także strukturalne zmiany w ocenie dorobku badaczy (nowe formuły przyznawania grantów równolegle z alternatywnymi metrykami oceny dorobku naukowego). A także inicjatywy wolnego dostępu do literatury i danych naukowych (Open Access, Open Data) oraz projekty współpracy naukowej pomiędzy akademikami i nie-akademikami (tzw. nauka obywatelska).

Niezależnie od pojemności znaczeniowej, do samej frazy chyba nie warto się przywiązywać, bo jest coraz rzadziej używana z bardzo prozaicznego powodu. Angielska odmiana, „science 2.0”, jest od 2008 roku zastrzeżonym znakiem towarowym i właściciel praw do tego wyrażenia od czasu do czasu przypomina o swoich przywilejach. Z powodów, które wymieniłem powyżej (mnogość znaczeniowa i wymuszona poziomem trudności fragmentaryczność), nie ma spójnej dyskusji na temat nowej wersji nauki. Podobnie zresztą, jak nie ma jej na temat nowej wersji społeczeństwa.

Infrastruktura

Zestawienie „nauki 2.0” i „społeczeństwa opartego na wiedzy” nie wynikało wyłącznie z logicznego połączenia tych dwóch zjawisk, ale także z głębokich podobieństw, jeśli chodzi o ich wewnętrzne mechanizmy. Nie tylko źródła (takim jest na przykład internet) pewnych przemian są dla obu zjawisk podobne. Niezwykle efektywny dostęp do wiedzy obniża barierę przeskoku pomiędzy poszczególnymi jej obszarami. W konsekwencji, w obu przypadkach dochodzi do stopniowego zacierania granic pomiędzy dziedzinami. Stąd już wkrótce nie będzie dziwić hydraulik z głęboką wiedzą z mechaniki lub uczony, który co dwa granty zmienia nie tyle obszar, co dziedzinę badań.
Co więcej, w obu przypadkach wydaje się, że nasza reakcja powinna być podobna. W nauce, ze względu na problemy z systemowym zrozumieniem całości zjawiska, świadome działania ograniczają się zazwyczaj do budowania infrastruktury technicznej i prawnej umożliwiającej dalszy jego samorozwój. Natomiast ingerencja w infrastrukturę społeczną nauki, czyli pewien konsensus norm i umów pomiędzy uczonymi, jest skazana na niepowodzenie.