Newsletter

Francja: wybory bez niespodzianek

Jacek Kubiak, 11.06.2012
Mimo, że większość Francuzów głosuje na partie prawicowe, to lewica będzie rządzić niepodzielnie

Mimo, że większość Francuzów głosuje na partie prawicowe, to lewica będzie rządzić niepodzielnie

Pierwsza tura wyborów parlamentarnych zakończyła się zwycięstwem koalicji lewicy i zielonych. Jednak umiarkowana prawica nie poniosła druzgocącej klęski. Zaś ekstremalna prawica, reprezentowana przez Front Narodowy (FN), znacznie poprawiła swoje notowania. Paradoksalnie, podczas gdy większość Francuzów głosuje na partie prawicowe, niepodzielnie rządzić będzie lewica.

Jest pewne, że za tydzień, 17 czerwca, w drugiej turze wyborów lewica zdobędzie większość we francuskim parlamencie i potwierdzi przewagę obozu prezydenta Françoisa Hollande’a. Nie wiadomo natomiast, czy Partia Socjalistyczna (PS) sama zdobędzie większość absolutną. Ale takie zwycięstwo wcale nie jest konieczne, by uzyskać pełnię władzy przez obóz prezydencki. Istniejący od miesiąca rząd Jean-Marca Ayraulta i tak jest oparty na koalicji z zielonymi.

Zieloni będą dla PS koalicjantem łatwym. Wprowadzą bowiem do parlamentu od 15 do 20 reprezentantów. Wystarczy to w pełni do zapewnienia stabilności koalicji, a słabszego koalicjanta skaże na absolutną lojalność wobec znacznie silniejszego PS.

Hollande i Ayrault mogą liczyć na wsparcie ze strony Frontu Lewicy (FL) Jean-Luca Mélenchona, skupiającego między innymi komunistów. Choć FL do rządu nie wejdzie – chce bowiem zachować niezależność – to Mélenchon już obiecał, że nigdy nie przyczyni się do upadku rządu PS-zielonych. W dodatku FL uzyskał w tych wyborach zadowalający wynik, pozwalający na wprowadzenie 13-18 posłów, podczas gdy do parlamentu nie wejdzie sam Mélenchon. Będąc niezwykle silną osobowością polityczną, mógłby zaszkodzić umiarkowanej lewicy swym radykalizmem. Hollande będzie więc miał w tym ugrupowaniu swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa bez konieczności ulegania naciskom ze strony Mélenchona.

Wynik centroprawicy przekreślił jej marzenia o kohabitacji i obaleniu rządu Ayraulta. Koalicja poprzedniego prezydenta – skupiająca jego własną partię UMP i kilka mniejszych partii prawicowych i centrowych – jest i tak w bardzo niewesołej sytuacji. Rosnąca popularność ekstremalnej prawicy radykalizuje bowiem wyborców centroprawicy. UMP nie może zawiązać koalicji z Frontem Narodowym, który chce m.in. porzucenia euro, zamknięcia granic i radykalnego zaostrzenia polityki wobec imigracji: byłby to istny pocałunek śmierci. Jednak w drugiej turze wielu wyborców tej partii zagłosuje na przedstawicieli FN. Głównie tam, gdzie utrzyma się trójka kandydatów, a kandydat UMP uplasuje się na trzeciej pozycji bez realnych szans wyborczych. Nastąpi więc niekontrolowany przepływ wyborców centroprawicy do prawicy radykalnej.

Równocześnie większościowa ordynacja wyborcza sprawia, ze FN nie zdoła wprowadzić do parlamentu więcej niż dwójki kandydatów. Może nie wejść do niego nawet sama Marine Le Pen. Pomimo świetnego wyniku wyborczego (42 proc.) w pierwszej turze, w drugiej będzie miała przeciw sobie zwarty front utworzony z socjalistów i FL. Jej sytuacja pokazuje czarno na białym dramat UMP: jeśli udałoby się jej wygrać drugą turę wyborów, to wyłącznie za sprawą wyborców centroprawicy.

Szczególny dramat wyborczy przeżywa centrysta François Bayrou, który zapewne do parlamentu nie wejdzie. Jego partia o nazwie MoDem ma podobnie jak FN możliwość wprowadzenia najwyżej dwóch posłów. Jednym słowem samodzielne centrum od lat forsowane przez Bayrou w tych wyborach właściwie zostało pogrzebane.

Nowy pejzaż polityczny Francji, który w pełni wyłoni się za tydzień, nie będzie więc przykładem stabilności. Jedyną w pełni usatysfakcjonowaną siłą polityczną będą socjaliści. Cała reszta będzie musiała walczyć o wpływy lub przetrwanie. Rosnąca w siłę ekstremalna prawica zagraża wprawdzie centroprawicy, ale jest też ogromnym wyzwaniem dla socjalistów. François Hollande wie, że jeśli powinie mu się noga, to w następnych wyborach Marine Le Pen może odegrać rolę decydującą.

Front Narodowy będzie więc mieczem Damoklesa zarówno dla obozu UMP, jak i dla PS. A taka pozycja bardzo odpowiada Marine Le Pen, która od dawna ma na swoim celowniku te dwa ugrupowania i forsuje tezę o ukrytej współpracy centroprawicy i socjalistów, dla której rzeczywistą alternatywą może być wyłącznie jej nacjonalistyczna partia.

*Jacek Kubiak – jest biologiem. Od ponad 20 lat pracuje we francuskim CNRS (Narodowe Centrum Badań Naukowych) i mieszka we Francji. Komentował francuską politykę na łamach „Polityki”, „Tygodnika Powszechnego”, „Gazety Wyborczej” i czeskiego dwumiesięcznika „Listy”

CZYTAJ TEŻ: Wybory prezydenckie we Francji