Newsletter

Kto pomoże Syrii?

Paulina Biernacka, 06.06.2012
Oddanie przez Assada jakiejkolwiek części władzy w ręce opozycji byłby końcem reżimu dyktatora

Strona 1

Oddanie przez Assada jakiejkolwiek części władzy w ręce opozycji byłby końcem reżimu dyktatora

Syria pogrąża się w krwawym  konflikcie. Masakra ponad 100 osób w Huli, do której doszło 25 maja jest dowodem na to, że wprowadzany w życie od 6 tygodni plan pokojowy Kofiego Annana nie działa. Główni gracze na arenie międzynarodowej oskarżają się wzajemnie o wspieranie reżimu Assada, bądź też o nieudolne kroki mające na celu jego obalenie.

Mimo głosów dotyczących ewentualnej interwencji militarnej, ani USA, ani państwa europejskie, ani tym bardziej Rosja czy Chiny nie są zainteresowane wysłaniem swoich wojsk do Syrii. Wydaje się, że nikogo nie obchodzi dramat, który rozgrywa się w tym bliskowschodnim kraju.

Syryjczycy są mordowani w swoim państwie od lat 70-tych, kiedy to Hafez al-Assad przejął władzę. Od tamtej pory licząca 10 proc. ludności kraju sekta alawitów niepodzielnie rządzi krajem, próbując siłą i zastraszaniem sunnickiej większości utrzymać się przy władzy. Eskalacja konfliktu nastąpiła za rządów syna Hafeza – Baszara – kiedy to społeczeństwo poruszone wydarzeniami Arabskiej Rewolucji w Tunezji, Egipcie i Libii postanowiło obalić rządzącą sektę. Krwawe i brutalne walki trwają od 15 miesięcy. Nieoficjalne źródła podają, że od początku powstania mogło zginąć w kraju nawet 13 tysięcy osób.

Masakra w mieście Hula była najbardziej szokującym wydarzeniem, jakie mogliśmy obserwować, odkąd sunnici postanowili zawalczyć o wolność w kraju. Wywiady z osobami, które uszły z życiem nie pozostawiają wątpliwości, że mieliśmy do czynienia ze zbrodnią na masową skalę. Broni ciężkiej, czołgów i dział użyto, aby spacyfikować cywilów zamieszkujących wioskę Taldou na przedmieściach Huli. W trakcie trzygodzinnej „ofensywy” zabito 108 osób, z czego ponad połowę stanowiły kobiety i dzieci.

Władze nie przyznały się do popełnienia tego czynu, oskarżając o zabójstwo gangi terrorystyczne. W trakcie jednego z przemówień tuż po masakrze, przedstawiciel reżimu powiedział, że do miasta Hula wtargnęło 600-800 ciężko uzbrojonych mężczyzn, którzy dokonali mordu i uciekli z miejsca zdarzenia. Celem ataku były rodziny powiązane z reżimem Assada, co według mieszkańców Taldou ma świadczyć o tym, iż władze celowo uderzyły w swoich, aby móc obciążyć odpowiedzialnością za masakrę obce siły.

I tak też się stało. W trakcie swojego pierwszego publicznego wystąpienia po tym zdarzeniu Baszar al-Assad oskarżył „zewnętrzne siły” o spowodowanie kryzysu w kraju. Przemowa ta nie różniła się niczym od innych wypowiedzi Assada z ostatnich miesięcy, w których wielokrotnie winił terrorystów za organizowanie powstania w Syrii.

Zgodnie z zeznaniami świadków, sprawcy zdarzenia byli ubrani jak żołnierze, co jednak interesujące, wszyscy z nich mieli na sobie białe sportowe buty. Dziennikarze z „The Washington Post” uważają, że buty te są silnym dowodem na to, iż masakry mieli się dopuścić członkowie prorządowej grupy bojowników zwanej Szabiba.

Szabiba odgrywają coraz większą rolę w pogłębianiu konfliktu w Syrii. Grupy te swego czasu były gangami alawitów zajmujących się przemytem narkotyków i pieniędzy przez granicę z Libanem. W latach 90-tych działania przestępcze i haracze tak bardzo dały się we znaki mieszkańcom Syrii, że sam Assad próbował ograniczyć działalność tych grup.

Sytuacja zmieniła się wraz z wybuchem powstania w kraju, kiedy przywódca państwa postanowił wykorzystać gangi i inne ugrupowania do zdławienia powstania. Obecnie terminu Szabiba używa się do określania nieregularnych sił walczących w imieniu rządu: od najbardziej zażartych zwolenników, po biednych rolników w środkowej części kraju, którym władze dostarczają broń. Mają odeprzeć atak „wspieranych z zagranicy terrorystów” (chodzi oczywiście o sunnickich powstańców).

Społeczność międzynarodowa jest bardzo ostrożna w formułowaniu oskarżeń o spowodowanie masakry w Huli. Co prawda niemal wszystkie rządy świata potępiły to zbiorowe morderstwo, ale zamiast bezpośrednio winić reżim Assada, postanowiono zająć się zrzucaniem winy za dopuszczenie do masakry na swoich rywali. Niemcy i Francja obwiniają Rosję za wspieranie Syrii. Iran nie omieszkał przy tej okazji oczernić Izraela, uważając, że państwo to robi wszystko, aby plan Annana nie wszedł w życie. Izraelczycy zaś zrzucają winę na nieudolność polityki bliskowschodniej prezydenta Obamy. Kofiemu Annanowi i jego planowi dostało się jednak najwięcej.

W marcu były sekretarz generalny ONZ, Kofi Annan zaproponował Baszarowi al-Assadowi plan pokojowego rozwiązania kryzysu w Syrii. Plan wzywał do zawieszenia broni pomiędzy stronami konfliktu, nad czym czuwać miało ONZ. Od samego początku było to trudne do zrealizowania. Nie tylko dlatego, że przeważnie zawieszenie broni dotyczy dwóch stron konfliktu, a w tym przypadku mamy tylko jedną armię, która zabija nieuzbrojoną ludność. ONZ wysłało na terytorium kraju liczącego 185 tys. km kw. 300 obserwatorów, którzy mieli odnotowywać przypadki łamania zawieszenia broni. Aby właściwie wypełnić misję ONZ na niektórych obszarach, takich jak Homs, potrzeba jest 10 tysięcy obserwatorów.

Plan pokojowy wzywał Assada oraz jego świtę do tego, aby podjęli rozmowy z opozycją na temat politycznego rozwiązania konfliktu. Wszyscy jednak wiedzą, iż oddanie jakiejkolwiek części władzy w ręce opozycji oznacza koniec reżimu. Dyktatorzy tacy jak Assad nie dzielą się władzą, aspiracje ludności zaś nie współgrają z władzą dyktatorską. Plan wzywał również do zapewnienia swobody dziennikarzom do przemieszczania się po całym kraju. Problem w tym, że syryjska prasa nie była wolna od 50 lat a dziennikarze obywatelscy są skazywani na śmierć. Plan pokojowy Annana nie miał szans powodzenia, pokazał jedynie społeczności międzynarodowej, jak bardzo jest oderwany od syryjskiej rzeczywistości.

Sam fakt istnienia planu nie ma jednak znaczenia, kiedy reżim syryjski cieszy się poparciem jednego lub nawet dwóch stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Od kilku miesięcy państwa zachodnie podejmowały działania mające położyć kres brutalnym represjom reżimu Assada. Bezskutecznie, gdyż Rosja blokowała wszelkie rezolucje Rady Bezpieczeństwa dotyczące Syrii. Niektórzy analitycy uważają, że sytuacja zmieni się po masakrze w Huli, gdyż prezydent Putin będzie pod coraz większą presją ze strony społeczności międzynarodowej. Na samym początku kolejnej kadencji rosyjski prezydent nie może sobie pozwolić na konflikt z Niemcami czy Francją, które próbują przekonać Putina do współpracy w kwestii Syrii.