Newsletter

Kibicowanie jak religia

Aleksandra Kaniewska, 04.06.2012
Wspólne przeżywanie sportowych wydarzeń przede wszystkim łączy ludzi i pozwala im uwolnić emocje

Wspólne przeżywanie sportowych wydarzeń przede wszystkim łączy ludzi i pozwala im uwolnić emocje

Dźwięk hymnu narodowego jest dla nich jak uroczysty psalm. A widok piłki lądującej w bramce przeciwnika podrywa z ławek w ekstazie. Piłkarze to dla kibiców bogowie, stadiony są jak kościoły, a każdy mecz – jak futbolowa msza” – tak o brytyjskich fanach piłki nożnej pisał Alan Edge, autor książki „Wiara naszych ojców” i zapalony kibic  Liverpoolu. Podobnie swój kontakt z kibicującymi tłumami wspomina psycholog sportu Paweł Drużek. „Atmosfera jest magiczna. Kibice stoją ramię w ramię, wykrzykując znane wszystkim wersy jednej piosenki. W grupie są silni, niepokonani. W sportowym uniesieniu wydaje im się, że mogą przenosić góry” – opowiada. Podczas meczu nie są sobą, ale ekstatyczną zbiorowością. Francuski psycholog społeczny Gustave Le Bon określał to mianem „umysłu zbiorowego. Bo szalikowcem nie jest się na co dzień, ale podczas meczu. To święto kibica.

Na stadion jak na łowy

„Każdy ważny mecz to całe dnie oczekiwania, a później odliczanie godzin do gwizdka” – opowiada Łukasz, zapalony kibic Widzewa Łódź. „Przed meczem obowiązkowo zakładam klubowe barwy: szalik, koszulkę z herbem, biorę flagę. A później nadchodzi najlepsza część: idziemy grupą na stadion, śpiewanie, okrzyki. Adrenalina skacze tak, że często niektórych wydarzeń się potem nie pamięta” – dodaje z entuzjazmem. Piłka nożna – ze względu na  nieprzewidywalność sytuacji na boisku – to najbardziej ekscytujący sport do oglądania. Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Los Alamos, z National Laboratory w Nowym Meksyku. „Mecze piłkarskie są namiastką tego, co przeżywali nasi przodkowie podczas polowań” – uważa psycholog Barbara Pease. Dziś udział w takim wydarzeniu, zarówno czynny, jak i bierny, wzbudza podobne emocje. Podnosi się poziom adrenaliny i przyspiesza rytm serca – zwłaszcza gdy piłka wyląduje w bramce. Wydarzenia na boisku wpływają też na poziom innych hormonów. W 1994 roku podczas finału mistrzostw świata między Brazylią a Włochami naukowcy z Georgia State University pobrali próbki śliny od kibiców obu zespołów. Poziom testosteronu u fanów zwycięskiej drużyny wzrósł o 28 proc., a u przeżywających porażkę Włochów zmalał ponad 20 proc. Zjawisko to zinterpretowano jako pozostałość po czasach, kiedy po pokonaniu przeciwnika człowiek musiał szykować się do kolejnej walki o dominację, a po przegranej – do podporządkowania się zwycięzcy.

Czytaj całość

Źródło: focus.pl