Newsletter

Przeciąganie liny

Tomasz Mincer, 01.06.2012
Na braku porozumienia między rządem a Kościołem zdecydowanie stracą obie strony sporu

Na braku porozumienia między rządem a Kościołem zdecydowanie stracą obie strony sporu

Za nami kolejna runda negocjacji o przyszły kształt współfinansowania Kościoła przez państwo. Strony porozumiały się wcześniej w sprawie ogólnego kierunku zmian. Wiadomo, że potrzebny jest bardziej nowoczesny model wsparcia związków wyznaniowych. Fundusz Kościelny, relikt poprzedniej epoki, jest jednym z narzędzi takiego wsparcia, choć miał być właściwie rekompensatą za przejęcie przez PRL „dóbr martwej ręki”.

Kościołom i związkom wyznaniowym nie tyle zależy na jego utrzymaniu, co na skutecznej rewindykacji utraconego mienia w okresie PRL.

Kościół katolicki już wcześniej sygnalizował potrzebę likwidacji Funduszu bądź jego modyfikacji. Państwu z kolei zależy na w miarę ujednoliconym systemie emerytalnym, bez zbędnych wyłomów. Poszczególne grupy zawodowe powinny znajdować się w powszechnym systemie emerytalnym. Tymczasem do dziś z Funduszu opłacane są składki na ubezpieczenie społeczne dla części duchownych. To jawnie godzi w całościową koncepcję reformy emerytalnej, zapoczątkowanej zmianami z 1999 r.

Dlaczego nadal nie osiągnięto porozumienia? Jak zwykle poszło o szczegóły.

Rząd zaproponował model bardziej obywatelski, w postaci odpisu podatkowego na poziomie 0,3 proc. z dochodu podatników. Kościoły optują za 1 proc. odpisem, stąd ze strony publicystów padały sugestie, że strony spotkają się gdzieś pośrodku, np. na poziomie 0,5 proc. Jednak ta konkretna kwestia – wysokość odpisu – stała się kością niezgody.

Minister Michał Boni reprezentujący rząd w negocjacjach z Kościołem zaproponował tzw. okres przejściowy. Otóż w przypadku odpisów na poziomie mniejszym od dzisiejszego stanu Funduszu (ok. 100 mln zł) przez dwa lata rząd uzupełniałby brakującą część wpływów. Wierni zdążyliby się przyzwyczaić do nowego instrumentu i po dwóch latach Kościoły przeszłyby na samofinansowanie.

Ostatnio Michał Boni zapowiedział wydłużenie okresu przejściowego z dwóch do nawet czterech lat. Jednak ks. kardynał Kazmierz Nycz, rzecznik strony Kościelnej, wątpi w moce przerobowe proponowanego systemu. Po pierwsze dlatego, że szacunki ministerstwa co do wysokości wpływów z odpisu są według Nycza przesadzone. A po drugie, że wierni, o czym mówią też spadające na łeb na szyję statystyki uczestnictwa we mszy, nie będą garnąć się do zaznaczania w deklaracji PIT stosownej rubryki z odpisem na Kościół.

Jeśli nie uda się wynegocjować porozumienia, Fundusz Kościelny może pozostać w takim kształcie, w jakim dotychczas funkcjonował, zapowiedział minister Boni. Takie „rozwiązanie” oznaczałoby jednak porażkę dla obu stron sporu.

Rządowi opozycja zarzuciłaby „pozorowaną reformę” i czysto wizerunkowe zagranie. I to mimo stanowiska, że działania mają na celu uporządkowanie systemu emerytalnego. Kościół zaś straciłby wizerunkowo i to po raz kolejny.

Kwestie finansowe zaciążyły w ostatnich latach na wizerunku Kościoła. Przyczyniła się do tego przede wszystkim działalność komisji majątkowej. Teraz zwolennicy teorii „pazerności Kościoła” dostaliby kolejny argument do ręki.

Mało tego. Kościół w całej sprawie wydaje się kolosem na glinianych nogach. Z jednej strony wysyła komunikat, że w większości jest samofinansującą się instytucją. Taką tezę postawił raport KAI o finansach Kościoła. W sześciu diecezjach budowanych jest 97 świątyń, jak doniosła ostatnio „Rzeczpospolita”. I nagle Kościół ustami hierarchów wyraża obawę o kilkadziesiąt milionów złotych, co jest ułamkiem w uzyskiwanych ogółem przychodach.

Na sam koniec dochodzi kwestia czysto prestiżowa. Kościół wyraża brak zaufania do własnych wiernych. Przyznaje się do kiepskiej, nieskutecznej komunikacji z nimi. Uznaje bowiem swoją porażkę jeszcze przed próbą podjęcia walki o hojność wiernych, którzy chętnie skorzystaliby z proponowanego przez rząd narzędzia.

Z tych przyczyn w interesie wierzących, jak i niewierzących leży ostateczne porozumienie rządu z Kościołem i docelowa likwidacja Funduszu Kościelnego.

*Tomasz Mincer – publicysta