Newsletter

Teraz naprawiamy demokrację

Oreste Massari, 28.05.2012
Premier Monti dąży do odbudowy zaufania Włochów do polityki. Udało mu się pokazać, że politykę można uprawiać w sposób bardziej trzeźwy i kompetentny

Premier Monti dąży do odbudowy zaufania Włochów do polityki. Udało mu się pokazać, że politykę można uprawiać w sposób bardziej trzeźwy i kompetentny

Marco De Cave: Technokrata Monti ma za zadanie odbudować międzynarodową pozycję Włoch po katastrofalnych rządach Berlusconiego. Nie było alternatywy niż rząd mianowany, a nie wybrany demokratycznie?

Prof. Oreste Massari: Rząd technokratyczny Montiego został powołany, ponieważ upadł rząd Silvio Berlusconiego. Już rok wcześniej były premier miał pewne problemy po tym, jak lider Sojuszu Narodowego, Gianfranco Fini wyszedł z koalicji i zajął się tworzeniem własnej partii, Lud Wolności.

Ponadto, rząd Berlusconiego nie był przygotowany do stawienia czoła kryzysowi gospodarczemu. Zmiana była więc niezbędna. Z drugiej strony w zasięgu ręki nie było konkretnej alternatywy. Partia Demokratyczna, która teoretycznie mogłaby stworzyć jakieś podstawy do zmiany sytuacji we Włoszech, w rzeczywistości była głęboko wewnętrznie podzielona, co paraliżowało jakiekolwiek wybory. Zresztą Partia Demokratyczna i tak nie zamierzała szybko zabierać się za tworzenie rządu. Dlatego, z inicjatywy prezydenta Napolitano, pojawiła się kandydatura Mario Montiego.

Dlaczego akurat jego?

W obliczu kryzysu, który objawiał się przede wszystkim brakiem zaufania wobec Włoch ze strony międzynarodowych rynków finansowych oraz presją ze strony Unii Europejskiej – Europejskiego Banku Centralnego, Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego – konieczne było wprowadzenie bardziej rygorystycznej polityki. Monti to znany ekonomista z wybitnej szkoły Bocconi, były komentator „Corriere della Sera”, który pełnił funkcję komisarza UE ds. konkurencji. Był najlepszym kandydatem na stanowisko premiera, bo wiedziano, że w obliczu kryzysu on akurat jest w stanie zapanować nad Włochami.

To sporo mówi o stanie demokracji we Włoszech.

Pokazuje przede wszystkim, że włoska demokracja nadal charakteryzuje się słabością systemu partyjnego, który ukształtował się w ciągu ostatnich 20 lat. Dał on początek pewnemu bipolaryzmowi: rządy, które tworzyły się jako owoce wprowadzanych zmian, nigdy nie były w stanie sprostać funkcji ustawodawczej. Upadały z tego lub innego powodu albo pozostawały kompletnie nieefektywne. Ten bipolaryzm stanowi porażkę Włoch jako państwa.

Czy jest szansa, że Mario Monti odbuduje wiarygodność Włoch i zwiększy wiarę Włochów w dobre intencje rządzących?

Obecnie zaufanie Włochów do partii politycznych jest naprawdę niskie: waha się między 2 a 4 proc. To jak dotąd najsłabszy wynik w historii. Nic dziwnego, że dość silne poparcie dla rządu Montiego opiera się na przekonaniu, że teraz nastąpią zmiany. Monti dąży do odbudowy zaufania Włochów do polityki. Z pewnością udało mu się pokazać, że politykę można uprawiać w sposób bardziej trzeźwy i kompetentny. Mam nadzieję, że pozostałe partie polityczne to dostrzegą i nauczą się, na czym polega zdrowe rządzenie.

We Włoszech już nie raz powoływano rząd technokratyczny. Jaka jest różnica między technokratami z lat 90-tych, a technokratami XXI wieku?

Podstawowa różnica polega na tym, że rządy technokratyczne z roku 1992 i 1994 powoływane były w atmosferze wiary w przyszłość, optymizmu, nadziei na postęp. Wówczas problem stanowiła obecność partii antysystemowych i sporów ideologicznych. Dzisiaj nastroje są zupełnie inne. Głównym tematem debat jest kryzys gospodarczy, którego konsekwencje we Włoszech są zupełnie nowym zjawiskiem.

Berlusconi miał wpływ nie tylko na styl rządzenia, ale też na wzajemne relacje świata mediów i polityki. Jakie tutaj widzi pan profesor perspektywy zmian?

W historii Włoch – od czasów powojennych do dzisiaj – relacje między mediami i polityką zawsze były bardzo ścisłe. Widać to było wyraźnie w przypadku relacji telewizji państwowej do partii politycznych, które nieustannie dążyły (i dążą) do jej kontrolowania. Dzielą poszczególne kanały między siebie – pierwszy opanowała chadecja, drugi socjaliści, trzeci komuniści i tak dalej. Dlatego też doszło do podziału politycznego RAI (Radiotelevisione Italiana).

A jak jest z prasą?

To samo tyczy i prasy. Oczywiście, podczas kadencji Berlusconiego sytuacja była znacznie gorsza. On sam jest właścicielem trzech prywatnych stacji telewizyjnych. To Berlusconi pogłębił zależność mediów od polityki, co stanowi jak dotąd nierozwiązywalny konflikt interesów.

Odkąd Berlusconi przestał pełnić funkcję premiera Włoch, sytuacja powoli wraca do normalności. Ale nadal istnieje potrzeba uniezależnienia niektórych mediów od innych partii politycznych, jak w przypadku RAI. Pozornie większość dzienników jest niezależna. W praktyce są one mniej lub bardziej związane z konkretnymi opcjami politycznymi. Jednak najgorsza faza tego konfliktu z pewnością jest już za nami. Jestem bardzo krytyczny, ale nie powiedziałbym, żeby wolność mediów we Włoszech była zagrożona.

W rankingu Freedom House z ubiegłego roku dotyczącym wolności prasy Włochy zajęły słabe, 73 miejsce.

Wydaje mi się to przesadą. Chociaż prawdą jest, że za Berlusconiego mieliśmy do czynienia z bardzo poważnym konfliktem interesów. Nawet wtedy, kiedy miał dużo większe wpływy polityczne niż obecnie, obok mediów, które w pełni kontrolował, zawsze istniały te niezależne nie szczędzące mu krytyki.

We Włoszech mówi się, że właśnie kończy się era „małego imperium”. Szukamy nowego przywódcy czy czekamy na nową erę?

W ciągu ostatnich 20 lat na włoskiej scenie politycznej pojawiło się wielu miernych polityków, którzy nie mieli nic do zaoferowania. Ich sukces to połączenie fenomenu klientelizmu i nepotyzmu. Przez takiego Silvio Berlusconiego straciliśmy jakieś 20 lat. Nie oznacza to oczywiście, że problemy skończą się wraz z jego odejściem. Włochy mają nadal do rozwiązania mnóstwo problemów strukturalnych, starych i nowych.

Wcale nie potrzebujemy nowego przywódcy czy wybawcy. Potrzebujemy nowej klasy rządzącej. Obecna zbyt długo była u władzy. W pewnym sensie zużyła się, zarówno w rządzie, jak i w opozycji. Włochom potrzebna jest więc „renowacja systemu”, w szczególności sposobu wyboru klasy rządzącej, zgodnie z wyższymi niż dotąd standardami. I wtedy pojawi się szansa odnowy.

tł.: Anna Hucko

*Prof. Oreste Massari – profesor nauk politycznych uniwersytetu La Sapienza w Rzymie, jeden z najbardziej wpływowych ekspertów we Włoszech

**Marco De Cave – student współpracy międzynarodowej na Uniwersytecie Sapienza w Rzymie, uczestnik programu Erasmus w Collegium Civitas w Warszawie, lokalny koordynator programu Eurodesk, współpracownik Instytutu Obywatelskiego