Newsletter

Ukraińska kultura a lekcja kapitalizmu

Kateryna Botanova, 27.05.2012
Kultura jako niepodlegająca współzawodnictwu dziedzina innowacji, źródło eksperymentów, kreatywności, refleksji, badań naukowych i wolności zniknie. I ustąpi miejsca kasowej i masowej kulturze blockbuster’ów

Strona 1

Kultura jako niepodlegająca współzawodnictwu dziedzina innowacji, źródło eksperymentów, kreatywności, refleksji, badań naukowych i wolności zniknie. I ustąpi miejsca kasowej i masowej kulturze blockbuster’ów

Ukraina to dziwny kraj – postsowiecki, wysunięty najdalej na wschód ze wszystkich krajów Europy Wschodniej, ze wszystkimi wiążącymi się z tym możliwymi skojarzeniami oraz stereotypami. Tak, proszę, możecie je tu zastosować. Będzie to jak najbardziej „na temat”.

Jednak Ukraina to także kraj utraconych nadziei. W ubiegłym roku stała się w regionie priorytetem dla UE. A w tym roku światowi przywódcy i fani piłki nożnej głośno mówią o jej bojkocie.

Ukraina nie wywiązuje się z zadanych lekcji. Wolność słowa i prasy są poważnie zagrożone, a przepisy kodeksu karnego służą do zastraszania i więzienia przywódców opozycji. Tak więc Ukraina przestała już w tej klasie odgrywać rolę prymusa. Zaczęła za to przysparzać rozczarowań.

Podobna sytuacja – lecz raczej związana z dziedziną kultury – zdarzyła się mniej więcej 10 lat temu, kiedy to George Soros, wówczas najbardziej hojny mecenas, oznajmił że przestaje wspierać działalność kulturalną na Ukrainie. Jego rozumowanie było następujące: zacznijcie radzić sobie sami i stwórzcie własne źródła finansowania. A jeśli reforma subsydiów państwowych jest trudna lub skomplikowana, poszukajcie innych źródeł finansowania, np. z sektora prywatnego.

Przez pięć lat Ukraina nie potrafiła tego zrobić. A Soros zniknął – przynajmniej z ukraińskiej kultury.

Od tamtej pory systemu finansowania kultury ze środków państwowych nigdy nie zreformowano. Tak naprawdę nie było nawet poważnej dyskusji na ten temat. Tak więc polityka kulturalna państwa jest taka sama, jak 20 lat temu.

Biorąc zaś pod uwagę rozwój kierunków prowadzenia polityki, jako że w Europie są tendencje do obcinania rządowej pomocy na rzecz sztuki i kultury i przerzucania tego ciężaru na kapitał prywatny, szanse na jakąkolwiek sensowną reformę w najbliższej przyszłości są naprawdę nikłe.

Około pięć lat temu w międzynarodowej polityce kulturalnej miała miejsce inna ważna zmiana: duże zagraniczne instytucje kulturalne znacznie obcięły budżety na wymianę kulturalną oraz pomoc w produkcji wydarzeń kulturalnych. Przerzuciły się za to na „dzielenie się wiedzą” (raczej nazwałabym to know-how) z Ukrainą. Znów pojawiły się znajome opinie. Ukraina musi odrobić dawno zadaną lekcję, to znaczy znaleźć inne źródła finansowania, żeby przejść od otrzymanego know-how do realizowania konkretnych projektów i rozwiązań prawnych.

W ubiegłym roku Komisja Europejska wprowadziła swój pierwszy program umożliwiający Ukrainie – jako krajowi należącego do Partnerstwa Wschodniego – ubieganie się o unijne pieniądze przeznaczone na kulturę. Powstał „Program Kulturalny Partnerstwa Wschodniego”. Ta wiadomość odbiła się szerokim echem w całym kraju. Ale gdy harmider przycichł, większość pieniędzy wróciło do instytucji unijnych.

Tak więc słowo „praca domowa”, które większość ukraińskich graczy o unijne dotacje zna już na pamięć oznacza: zbierz pieniądze, stań się wiarygodnym, a w zamian za to otrzymasz knowhow.

Jak to zrobić? – mogłaby zapytać Ukraina. To proste – odpowiedzą doradcy.

Naucz się być częścią demokratycznego – to znaczy kapitalistyczno-neoliberalnego – systemu, w którym zarówno kultura, jak i media oraz edukacja mają zadeklarowane demokratyczne prawa, takie jak wszyscy inni, ale tak naprawdę stanowią część (rzekomo) wolnego rynku, jak wszystkie towary i usługi.

Naucz się być w stanie sprzedać swój produkt, bo jeśli tego nie potrafisz, to jesteś trupem. Tylko pamiętaj o jednym. Żadna agencja nie zajmie się twoim pogrzebem.

Jednak prawdziwe pytanie brzmi: czy w wolnorynkowym świecie i przy zerowym wsparciu państwa, kultura może przetrwać? I bez żadnej tradycji pomocy ze strony państwa? A na dodatek przy zerowym rozumieniu, na czym polega społeczna odpowiedzialność prywatnego kapitału?

Mówiąc skrótowo: obecną politykę kulturalną Ukrainy można najlepiej określić zdaniem „brak polityki to też jakaś polityka”. Rządowy „brak polityki” jest przeważnie formułowany przez administrację prezydenta, a realizowany przez Ministerstwo Kultury Ukrainy. W sferze wsparcia rządowego nadal obowiązuje podział na kulturę tak zwaną „oficjalną” i „nieoficjalną”. Oznacza to, że pomoc państwowa jest w pełni kierowana albo do instytucji państwowych, albo na wydarzenia, które mogą uzyskać taki status w sposób nieoficjalny. Nie ma niczego na wyciągnięcie ręki. I w najbliższej przyszłości nie będzie.