Newsletter

Mamo wracaj do pracy

Marzena Haponiuk, 23.05.2011
Posiadanie dzieci jest inwestycją. Długoterminową. Wie to nieomal każdy. A jeśli tak, to świadomość wagi odpowiedniej, rozsądnej polityki zmierzającej do wspierania aktywności zawodowej i edukacyjnej osób posiadających dzieci jest bezsprzeczna.

Przyjęta niedawno ustawa żłobkowa jest odpowiedzią na naglącą potrzebę, która jest efektem dosłownie „rodzącego się” przyszłego pokolenia Polaków. Narastająca fala urodzeń potomków wyżu demograficznego lat 70-tych spotęgowała dyskusję, na temat kształtu pomocy państwa udzielanej rodzicom przyszłych podatników. Kwestia opieki nad dziećmi jest bowiem nie tylko problemem dla samych rodziców. Ważne jest, by państwo przemyślało i skonstruowało model długofalowej polityki społecznej.

W obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji na rynku pracy, a także zmian w relacjach społecznych, posiadanie dziecka często staje się elementem ściśle przemyślanego planu. Decyzja odkładana w czasie powoduje szereg  niekorzystnych następstw. Począwszy od kłopotów z zajściem w ciążę, przez trudy związane z umieszczeniem dzieci w żłobkach i przedszkolach. Problemem dzisiejszych czasów jest także rozpad tradycyjnych więzi społecznych, a przez to utrata ważnego wsparcia w postaci opiekującej się babci. Przeniesiony z gruntu zachodniego system młodych opiekunek do dziecka nie do końca się sprawdza. Nagminne jest bowiem porzucanie zajęcia przez nianie. Młode dziewczyny często nieodpowiedzialnie podchodzą do sprawy, już po kilku dniach pozostawiając zrozpaczonych rodziców z dzieckiem na ręku i telefonem służbowym w drugiej dłoni. Jak widać problemem nie zawsze są pieniądze, ale czasem także brak odpowiedzialnego i wykwalifikowanego opiekuna.

Oprócz złagodzenia obostrzeń w zakładaniu żłobków nowa ustawa przewiduje instytucję „dziennego opiekuna” oraz liczne ułatwienia m.in. opłacanie składek emerytalno-rentowych dla legalnie zatrudnianych niań. To pierwszy krok do wyjścia z szarej strefy. Z drugiej strony to ewidentna szansa dla pokolenia „50 plus”. Często z powodu swego wieku tracą oni zatrudnienie. Rynek pracy nie jest dla nich szczególnie łaskawy, a sprawowanie opieki nad dziećmi (często wnukami), będące faktem stać się może nie tyle odskocznią, ile legalnym sposobem na zapewnienie sobie opieki zdrowotnej i zatrudnienia.

To jednak zbyt mało. Opieka nad dzieckiem w pierwszych miesiącach jego życia leży bowiem w głównej mierze w rękach rodziców. Często, dopiero po urodzeniu się dziecka, zmienia się ich nastawienie do powrotu do pracy zawodowej. Decyzja o jego odłożeniu nie jest już taka trudna. Jeżeli tylko sytuacja finansowa rodziny na to pozwala, któreś z rodziców pozostaje w domu. Iście szlachetne. Nie zawsze jednak jest to działanie do końca przemyślane. Po kilku miesiącach powrót do pracy, na poprzednio zajmowane stanowisko, po tak długiej nieobecności, nie zawsze jest możliwy. Tu właśnie widać kolejne zadanie dla państwa. Aby zapobiec sytuacji, w której decyzja opowiedzenia się po którejś stronie jest ostateczna, rozwiązaniem byłoby dostosowanie kodeksu pracy poprzez zapewnienie rodzicom „gładkiego” doń powrotu poprzez uelastycznienie czasu pracy, udostępnienie narzędzi pracy tak, by mogła być ona wykonywana w domu czy umożliwienie pracy w niepełnym wymiarze godzin.

W sytuacji, gdy praca nie wymaga ciągłej obecności w biurze, albo nieustającego kontaktu z klientami lub współpracownikami część obowiązków zawodowych, kilka dni w tygodniu rodzic mógłby wykonywać w domu. Gdy praca nie jest z gatunku „9 do 5” (z jęz. angielskiego: „nine to five”), przygotowywanie raportów czy analiz może przecież odbywać się w godzinach wieczornych lub nocnych. Przejście do systemu zadaniowego, a nie czasowego może pomóc wielu rodzicom. Dzięki niemu – bez uszczerbku dla spraw rodzinnych – nie wypadną z zawodowego „obiegu”.

W czasach, gdy kwalifikacje zawodowe bardzo szybko się dezaktualizują urlop wychowawczy, wykluczający któregokolwiek z rodziców na okres kilku lat, powoduje, że powrót na rynek pracy jest utrudniony. Ciągłe uczenie się i doskonalenie, nawet w trybie „bezdzietnym” odbywa się często kosztem czasu wolnego. Regeneracja jest wówczas fikcją. Jeśli tak, to ważnym elementem konstrukcyjnym długofalowej polityki rodzinnej powinna być również zmiana w zasadach wykorzystania urlopu wychowawczego tak, aby oboje rodzice mogli wykorzystać go w częściach, niekoniecznie do czwartego, a na przykład do 8 roku życia dziecka.

Posiadanie dzieci jest inwestycją. Długoterminową. Wie to nieomal każdy. A jeśli tak, to świadomość wagi odpowiedniej, rozsądnej polityki zmierzającej do wspierania aktywności zawodowej i edukacyjnej osób posiadających dzieci jest bezsprzeczna. Dlatego właśnie istotna jest odpowiednia kampania informacyjna. Polityka prorodzinna powinna opierać się nie tylko na ułatwianiu dostępu do instytucji opieki nad dziećmi, ale też zaproponować alternatywne rozwiązania, tak, by rodzice sami mogli zadecydować, który wariant wybrać, który będzie dla nich  (i ich dziecka) najkorzystniejszy.