Newsletter

Ukrainki mają być piękne

Tamara Martsenyuk, 25.05.2012
W świecie polityki na Ukrainie bardzo odczuwa się brak kobiecej solidarności. W czasie wyborów w 2007 roku na liście partii Julii Tymoszenko żadna kobieta nie dostała miejsca wyższego niż trzydzieste

W świecie polityki na Ukrainie bardzo odczuwa się brak kobiecej solidarności. W czasie wyborów w 2007 roku na liście partii Julii Tymoszenko żadna kobieta nie dostała miejsca wyższego niż trzydzieste

Wiosna na Ukrainie to czas, żeby ponownie przypomnieć ukraińskim kobietom o ich życiowych priorytetach: mają szybko zostać matkami (przecież mamy kryzys demograficzny) i dbać o urodę, najwyraźniej po to, żeby przyciągać turystów z zagranicy. W każdym razie tak twierdzą najważniejsi ukraińscy politycy.

W ubiegłym roku, na Forum Gospodarczym w Davos, prezydent Wiktor Janukowycz zachęcał międzynarodową publikę: „Przyjeżdżajcie na Ukrainę, żeby zobaczyć nasze piękne dziewczęta!”. A reklamując tegoroczne Euro 2012 i jego hasło „Zajrzyjcie na Ukrainę” prezydent podkreślał: „Trzeba zobaczyć na własne oczy, kiedy na Ukrainie zaczynają kwitnąć kasztany, jak robi się coraz cieplej i nasze kobiety zaczynają się rozbierać. To cudowne zobaczyć coś tak pięknego!”.

Premier-neandertalczyk

Efekty tej „reklamy” zobaczymy za kilka tygodni, kiedy rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Ale wyraźnie widać problemy, które ta retoryka sygnalizuje. Ostatnio na Ukrainie coraz częściej słyszy się seksistowskie wypowiedzi wysokich rangą polityków.

Wiosną 2010 roku premier Mykola Azarow powiedział: „Niektórzy uważają, że nasz gabinet jest za duży, inni znów, że nie ma w nim kobiet; w czasie obrad rządu nie ma na kogo popatrzeć, same nudne twarze. Z całym szacunkiem dla pań, ale przeprowadzanie reform to nie jest zajęcie dla kobiet”.

Te słowa wzbudziły zainteresowanie na całym świecie, a dziennik „The Guardian” poświęcił im artykuł zatytułowany „Ukrainki zgromiły premiera-neandertalczyka za seksistowskie uwagi”.

Słowa Azarowa unaoczniły, że zarówno on sam, jak i wielu innych polityków na świeczniku uważa, że Ukrainki to „piękny towar”, do popatrzenia i inspiracji. W przemówieniu z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet 8 marca premier nie poruszył żadnego z rzeczywistych problemów. Na przykład, nie obiecał większego wsparcia ze strony państwa dla rodziców wychowujących dzieci. Życzył natomiast paniom, by nadchodzącej wiosny „kwitły” i ubierały się w „jasne kolory”.

Gwałt moralny

Te jasne kolory wiosny przyniosły Ukrainkom kilka niemiłych niespodzianek. Tuż przed Dniem Kobiet Ukraiński Kościół grekokatolicki zaapelował do Rady Najwyższej Ukrainy, aby wprowadziła całkowity zakaz aborcji, a 12 marca deputowany Andrij Szkil złożył w tej sprawie projekt. Obowiązujące obecnie prawo pozwala na dokonywanie aborcji do końca trzeciego miesiąca ciąży.

W tym samym czasie na Ukrainie zdarzyło się kilka ataków na tle seksualnym, przede wszystkim gwałtów, których sprawcy do dziś nie zostali schwytani. Wciąż toczy się śledztwo w sprawie Oksany Makar – jej sprawa nie schodzi z nagłówków gazet, budząc protesty i niezgodę. Ludzie piszą w tej sprawie petycje do prezydenta.

W nocy 8-9 marca w mieście Mykołajiw trzej mężczyźni zwabili do mieszkania dziewiętnastoletnią Oksanę i ją zgwałcili. Jeden z nich próbował ją udusić, a gdy sądził, że nie żyje, ponownie ją zgwałcił. Następnie mężczyźni wyszli, porzucając Oksanę na placu budowy nieopodal palącego się ogniska, które spowodowało straszne poparzenia – ponad 55 proc. powierzchni jej ciała. Dziewczyna przeżyła, ale jej stan jest krytyczny. Amputowano jej stopy i prawą rękę.

Istnieją podejrzenia, że dwóch domniemanych sprawców pochodzi z bogatych i wpływowych rodzin, zostali bowiem wypuszczeni z więzienia bez kaucji. Petycja, którą wystosowała hiszpańska grupa feministyczna Accion Positiva wskazuje na „głębokie zaniepokojenie funkcjonowaniem ukraińskiego wymiaru sprawiedliwości”. Oczywiście, w dyskusjach na ten temat pojawiały się wątki moralne i oskarżanie ofiary. Niektórzy twierdzili, że skoro Oksana lubiła spędzać czas wolny pijąc w barach, sama jest winna temu, co ją spotkało.

Skandynawska ścieżka zmian?

Niedawno Krajowy Instytut Demokratyczny (NDI) oraz Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) przeprowadziły w Kijowie otwartą dyskusję pt. „Prawo kobiet do posiadania silnych partii politycznych”. Zazwyczaj męskie tuzy świata polityki nieczęsto pokazują się na imprezach poświęconych kwestiom płci. Tym razem było inaczej. Dyskusja przyciągnęła mężczyzn zajmujących najważniejsze stanowiska w czterech głównych partiach politycznych. Nic dziwnego, że zależało im, aby się pokazać – zbliżają się jesienne wybory.

Na spotkaniu każdy z przywódców zgadzał się, że obecna sytuacja dotycząca obecności kobiet w wielkiej polityce „jest niewłaściwa”. Potwierdzali, że nie powinno być tak, że dwadzieścia lat po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości kobiety nigdy nie stanowiły nawet 10 proc. składu ukraińskiego parlamentu. Kiwali głowami, że to niedobrze, iż ani jedna kobieta nie pełni funkcji gubernatora obłasti i że w ostatnich wyborach tylko nieliczne znalazły się na listach kandydatów.

Według przygotowanego przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju projektu Milenijne Cele Rozwoju, które Ukraina ratyfikowała, do 2015 roku kobiety powinny stanowić w parlamencie przynajmniej 30 proc. Założenie było takie, że do 2011 roku powinno ich tam być 20 proc. Niestety, na razie parlamentarzystek nie ma nawet 10 proc.

Polityka to brudne zajęcie?

Wybory, które mają się odbyć jesienią tego roku dają nadzieję na skorygowanie braku płciowej równowagi, choć nikt nie żywi wielkich oczekiwań. Jednym ze sposobów może być zastosowanie przez partie systemu kwot. Niestety, legislacyjne próby ustanowienia kwot w przeszłości zawiodły i to niejednokrotnie. Teraz prawo zapewniające na Ukrainie równość dla kobiet i mężczyzn odnosi się jedynie do ogólnej definicji i deklaracji.

Inny scenariusz, znany jako „skandynawska ścieżka”, mówi o dobrowolnym zaproponowaniu kwot przez poszczególne partie. Na Ukrainie obowiązuje proporcjonalne prawo wyborcze, listy partyjne są zamknięte, co oznacza, że partyjni przywódcy są odpowiedzialni za zapełnienie najwyższych miejsc. Oczywiste więc, że jak dotąd żaden z przywódców nie zrobił w kierunku równouprawnienia żadnego kroku.

Polityków z Kijowa od zawsze łączą ścisłe więzi z biznesem, w którym również dominują mężczyźni, wobec tego łatwiej jest im wejść do polityki. Co prawda tą drogą wypłynęła Julia Tymoszenko, ale to raczej przypadek. Na ogół kobiety mają mniej pieniędzy i mniej kontaktów, zaś utrzymujący się stereotyp, że polityka to brudne zajęcie w jeszcze większym stopniu usprawiedliwia patriarchalną Ukrainę do blokowania kobietom drogi na polityczną arenę.

Nie tylko FEMEN

Czego można się spodziewać po obecnej sytuacji na Ukrainie? Czy kwoty mogą zmniejszyć wpływy skorumpowanych polityków, podnieść dopiero raczkujący poziom aktywności kobiet i rozproszyć panujący powszechnie w społeczeństwie patriarchalny stereotyp dotyczący płci?

W promowaniu walki o prawa kobiet pomogłoby istnienie aktywnego ruchu kobiecego. Kwoty to nie jedyny czynnik wpływający na obecność kobiet w polityce. Kobiece inicjatywy i lobbing są równie ważne w procesie zaszczepiania równości płci. Jednak na Ukrainie nie ma silnego, spójnego ruchu, który mógłby wynieść prawa kobiet na polityczną arenę.

Prawami kobiet zajmują się nieliczne aktywistki. Należy do nich Kateryna Lewczenko, niegdyś członkini parlamentu, obecnie kierująca ukraińskim oddziałem międzynarodowej organizacji La Strada. Próbowała ona postawić przed sądem premiera Azarowa za jego seksistowskie uwagi, ale oskarżenie zostało oddalone. Argumentowano, że to była tylko drobna uwaga, nie adresowana do nikogo.

Coraz częściej odbywają się marsze na rzecz praw kobiet organizowane przez inicjatywę „Obraza Kobiet”, ich frekwencja jest niewystarczająco wysoka, aby mogła wzbudzić zainteresowanie. Media lubią ugrupowanie FEMEN, którego uczestniczki stosują taktykę maszerowania topless i im udało się zainteresować opinię pewnymi sprawami, ale ogólny efekt jest dyskusyjny. Trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy źle, ale FEMEN jest jedyną – znaną zarówno w kraju, jak i zagranicą – rodzącą się inicjatywą, która w swoje działania wpisuje prawa i wolności Ukrainek.

Kobieca solidarność potrzebna

W świecie polityki na Ukrainie bardzo odczuwa się też brak kobiecej solidarności. Ukraińskie posłanki nie decydują się protestować przeciwko nierówności płci w ukraińskim społeczeństwie, ani nie angażują się w promowanie legislacji broniącej praw kobiet. Czegóż jednak można oczekiwać, gdy nawet najsłynniejsza kobieta-polityk Ukrainy, Julia Tymoszenko, nigdy nie udowodniła, że leży jej na sercu los pań?

W czasie wyborów parlamentarnych w 2007 roku na liście wyborczej partii Tymoszenko nazwisko żadnej z kobiet nie znalazło się na miejscu wyższym niż trzydzieste. I dlatego też żadna z organizacji kobiecych na Ukrainie nie protestuje z powodu uwięzienia Tymoszenko.

Są jednak powody do ostrożnego optymizmu. Sukces osiągnął Program na rzecz Równych Szans i Praw Kobiet na Ukrainie. Udało się na początku tego roku stworzyć grupę na rzecz równych szans w Radzie Najwyższej Ukrainy. Należy do niej 12 posłanek i 3 posłów, wywodzących się zarówno z partii proprezydenckiej, jak i z opozycji. Jej celem jest promowanie równości płci we wszystkich dziedzinach życia.

Według UNDP „ta grupa będzie także zachęcać partie do dobrowolnego wyznaczenia kwot dla kobiet”. A więc jest prawdopodobne, że Julia Kowalewska z Partii Regionów, czy Iryna Gieraszczenko z Naszej Ukrainy, partii wchodzących w skład Bloku Ludowa Samoobrona, mogą odnieść sukces w promowaniu kwotowego pomysłu. Jest to jednak chyba zbyt daleko posunięty optymizm.

*Tamara Martsenyuk – profesor socjologii Akademii Mohylańskiej w Kijowie, obecnie uczestniczy w programie badawczym „Chopivsky Fellowship” na Uniwersytecie Stanforda, zajmuje się relacjami gender w ukraińskim społeczeństwie
tł. Joanna Przyjemska

Artykuł ukazał się w magazynie internetowym Uniwersytetu Stanforda „The Post-Soviet Post”. Zmiany, skróty za zgodą autorki.