Newsletter

Czego chce Grecja?

Konstantinos Kyranakis, 23.05.2012
Dobrą stroną kryzysu nie jest możliwość określenia przez Greków najlepszego sposobu jego zwalczenia, lecz okazja do zmiany systemu politycznego. Na zawsze!

Strona 1

Dobrą stroną kryzysu nie jest możliwość określenia przez Greków najlepszego sposobu jego zwalczenia, lecz okazja do zmiany systemu politycznego. Na zawsze!

Wybory odbyły się 6 maja, wybory odbędą się ponownie 17 czerwca. To wciąż ten sam kraj: Grecja. Dlaczego? Czyżby Grecy nie mieli okazji, aby zagłosować? Czyżby nie wskazali, którą drogą powinien podążać ich kraj i nie wyrazili swego poparcia dla polityki, której ufają? Czyżby nie wybrali tego, czego chcieli? Odpowiedź brzmi: nie.

Być może Grecy wyrazili swe zdanie, a przynajmniej 65 proc. z nich tak zrobiło, ale rezultat okazał się niczym więcej, jak wściekłym głosowaniem, potępieniem tego, co obywatele widzieli w swej ojczyźnie przez ostatnie dwa lata. Oraz, w pewnym sensie, przez ostatnie trzydzieści lat.

Z tych wyborów nie wynikło nic pozytywnego. Głosujący powiedzieli „nie” w wielu kwestiach, lecz nie byli na „tak” w stosunku do niczego i nikogo. Oto dlaczego wynik jest raczej kontrowersyjny. Dwie rządzące partie, Nowa Demokracja (centroprawica) i PASOK (socjaliści) stracili w zaledwie dwa lata ponad trzy miliony zwolenników i 45 proc. siły politycznej. Partie przeciwne międzynarodowemu programowi ratunkowemu zdobyły 68 proc. głosów.

Wśród tych ostatnich znalazł się Złoty Świt (neonaziści) z poparciem 7 proc., jak również jedno zupełnie nowe ugrupowanie, bez jakiegokolwiek konkretnego programu czy ideologii, które otrzymało 10 proc. głosów. Jednocześnie lewica wzmocniła swe poparcie do ponad 30 proc. To jednak nie koniec politycznego trzęsienia ziemi. Rekordowo wysoka liczba niemal 20 proc. Greków zagłosowała na partie, które nie dostały się do parlamentu, gdyż nie przekroczyły trzyprocentowego progu wyborczego.

Na wyniki wyborów można spojrzeć jeszcze inaczej. 35 proc. osób niegłosujących, 19 proc. poparcia dla partii spoza parlamentu oraz wskaźnik 3 proc. uwzględniający głosy nieważne i osoby wstrzymujące się od głosu, a to łącznie daje 50 proc. wyborców bez reprezentacji w parlamencie. Jeden na dwóch Greków nie ma swego przedstawiciela. I to jest właśnie prawdziwe znaczenie wyborów z 6 maja. Grecy okazali brak zaufania do całego systemu politycznego, głosując lub wstrzymując się od głosu. A ci, którzy zagłosowali, wysłali tylko jeden przekaz greckim politykom: twórzcie koalicję.

Słowo „koalicja” nie występuje jednak w greckim słowniku politycznym. Prawo wyborcze, połączone z dominującym w systemie politycznym klientelizmem, uformowało na przestrzeni ostatnich dekad trudną do wytłumaczenia mentalność. Do tej pory Grecy myśleli, że pojedyncza partia polityczna nie posiadająca absolutnej większości w parlamencie uprawniona jest do rządzenia, reformowania i administrowania bez pytania nikogo o zdanie – za wyjątkiem wyborów raz na cztery lata.

Winni są tu zarówno politycy, jak i wyborcy. Grecy nie poszukiwali nigdy polityki opartej o konsensus po prostu dlatego, że nie musieli. Głosujący zawsze utożsamiali określoną politykę, dobrą lub złą, z jedną partią. Polityczne twarze, a nawet rodziny, zastąpiły ideologię. Partie opozycyjne zawsze korzystały z wygody potępiania i odrzucania wszystkiego, bez wysuwania alternatywy. Z kolei partie rządzące odczuwały presję ze strony grup interesu, więc w obawie przed utratą wyborców konsekwentnie unikały reform. W przeciągu ostatnich dwóch lat klientelizm upadł w wyniku polityki narzuconej przez UE i MFW. Upadek dotknął samych wyborcy.

Grecja musi wybrać

Po raz pierwszy w historii kampania wyborcza budowana jest na dyskusji o koalicjach. To właśnie jest, moim zdaniem, wielki krok naprzód dla greckiego społeczeństwa i demokracji, nawet jeśli wyborcy nie doprowadzili do tej sytuacji umyślnie. Zasadniczą kwestią jest dziś nie pytanie, czy Grecy chcą pozostać w strefie euro, czy też wolą powrót do waluty narodowej, drachmy. Badania wskazują, że zaledwie 10 proc. wyborców opowiada się za wyjściem ze strefy euro.

Otóż Grecy tak naprawdę stoją przed innym wyborem. Wyborem mniejszego zła spośród dwóch opcji.

Wybierając partie sprzyjające międzynarodowemu programowi ratunkowemu, Grecja ma lepsze szanse naprawy gospodarki, restrukturyzacji sektora publicznego, sprywatyzowania nieproduktywnych i szkodliwych przedsiębiorstw państwowych, a także poprawy konkurencyjności gospodarki. Ceną jest tu zaciskanie pasa: twarde i niesprawiedliwe, ale tymczasowe.