Newsletter

Zalety państwa dobrobytu

Jan Gmurczyk, 21.05.2012
Ogromne długi publiczne wymuszają ostre cięcia i bolesne reformy. Stąd ataki na państwo dobrobytu narastają. I choć nie można odmówić im racji, nie należy też zapominać o zaletach tego systemu

Ogromne długi publiczne wymuszają ostre cięcia i bolesne reformy. Stąd ataki na państwo dobrobytu narastają. I choć nie można odmówić im racji, nie należy też zapominać o zaletach tego systemu

Dyskusja wokół państwa dobrobytu sprowadza się zasadniczo do jednego z najstarszych punktów spornych współczesnej ekonomii, tj. do kwestii pożądanej relacji między państwem a rynkiem. Z tego powodu ekonomiści liberalni naturalnie skłonni są potępiać państwo dobrobytu, a socjaldemokraci wychwalać je pod niebiosa. Obiektywne ujęcie zagadnienia wymaga zdystansowania się od ideologii.

Nie ulega wątpliwości, że rozbudowana polityka socjalna kosztuje krocie, czyli pociąga za sobą wysokie podatki, co z kolei oznacza sporą dozę nieefektywności w gospodarce. Ponadto, nawet dobrze zaprojektowany system państwa dobrobytu może z czasem zdryfować w kierunku licznych anomalii i wynaturzeń. Właśnie dlatego system ten – podobnie jak każdy inny, także rynkowy – wymaga ciągłej pielęgnacji, weryfikacji i reform.

Szukając zalet państwa dobrobytu trzeba mieć na uwadze jego potencjalne wady, ale nie należy od razu utożsamiać go z systemem zaniedbanym, w którym dominują nadużycia i który stanowi trampolinę do władzy dla populistów, jak np. w Grecji. Analogicznie, oceny systemu rynkowego nie należy dokonywać na przykładzie gospodarki, w której w wyniku działania nieskrępowanych sił rynkowych królują monopole, a zakładanie nowych firm skazane jest na porażkę.

Jakie zatem korzyści oferuje państwo dobrobytu? Otóż system ten – jeśli jest właściwie zaprojektowany i utrzymany, tj. jeśli oferuje racjonalne wsparcie przy jednoczesnym zachowaniu zdrowych bodźców ekonomicznych – może stanowić dobre dopełnienie systemu rynkowego. Więcej, może wspierać wzrost gospodarczy i konkurencyjność.

W toku życia gospodarczego pojawiają się zawsze „wygrani” i „przegrani”. Nie ma w tym nic dziwnego. Nie można też odmówić „wygranym” ich bogactw oraz sukcesów, zwłaszcza jeśli do ich zdobycia doprowadził rzetelny wysiłek. Co jednak z „przegranymi”? Nawet jeśli przyjmiemy, że z uwagi na swe przywary „zasługują” na ciężki los, czy to samo można powiedzieć o ich dzieciach? Ich dzieci, nawet jeśli są zdolne, mają już gorszy start w życiu niż dzieci „wygranych”.

Pewna redystrybucja dochodu od „wygranych” do „przegranych” ułatwia, przynajmniej w minimalnym stopniu, wyrównanie szans w zakresie kreacji i utrzymania kapitału ludzkiego, czyli dostępu do edukacji, kultury i opieki zdrowotnej. Przeciwdziałanie marginalizacji „przegranych” i ich dzieci ma duże znaczenie dla efektywności alokacji zasobów w gospodarce. Chodzi tu o to, że gospodarka marnuje mniej talentów i pracowników, którzy po otrzymaniu drugiej szansy mogliby być dla niej pożyteczni.

Co więcej, istnienie państwa dobrobytu może wspierać społeczną akceptację reform, czyli elastyczność systemu ekonomicznego. Dla obywateli zmiany niosą za sobą zarówno szansę na poprawę życia, jak i ryzyko strat. Ludzie statystycznie cechują się awersją do ryzyka więc, bojąc się niekorzystnego rozwoju wypadków, blokują reformy. Jeśli jednak przeciętny obywatel wie, że nawet utrata pracy w wyniku reformy nie pozbawi go w zupełności dochodu i opieki zdrowotnej, a jego dzieci wykształcenia, wówczas będzie w większym stopniu skłonny udzielić poparcia dla zmian. Lub przynajmniej ich ślepo nie blokować.

Analogicznie, siatka bezpieczeństwa w postaci państwa dobrobytu może zachęcać do przedsiębiorczości. Jeśli bowiem istnieje zabezpieczenie socjalne, plajta własnego biznesu nie oznacza automatycznie utraty środków do życia.

W gospodarce każdy w mniejszym lub większym stopniu podlega ryzyku socjalnemu i ekonomicznemu. Państwo dobrobytu, poprzez redystrybucję części dochodu narodowego, tworzy mechanizm kolektywnego podziału tego ryzyka. „Wygrani” pomagają „przegranym”, a w przyszłości, jeśli będzie to konieczne, sami mogą liczyć na pomoc.

Mechanizm ten szczególnie dobrze funkcjonuje w krajach nordyckich. Ich gospodarki są małe, przez co muszą być otwarte na świat. Oznacza to większą podatność na wahania globalnej koniunktury oraz konieczność ciągłego dbania o wysoką konkurencyjność. Wielu badaczy wskazuje, że sukcesy gospodarcze krajów nordyckich w dużej mierze obserwować można nie wbrew, ale właśnie dzięki istnieniu państwu dobrobytu, które stanowi nie kosztowny zbytek, lecz element zwiększający zdolność adaptacyjną gospodarki oraz czynnik harmonizujący funkcjonowanie systemu ekonomiczno-społecznego.

Na marginesie warto dodać, że mimo dużych wydatków na państwo dobrobytu, kraje nordyckie prowadzą od lat bardzo zrównoważoną politykę budżetową, inaczej niż np. USA. Sama koncepcja tego systemu mocno łączy się ze szwedzką szkołą ekonomii, która odróżnia się od np. szkoły chicagowskiej, związanej z liberalizmem.

Dowodzi to, iż między wysokością długu publicznego a państwem dobrobytu nie musi występować prosta zależność. Jednocześnie nie ma też sprzeczności między państwem dobrobytu a wolnością gospodarczą. Potwierdzają to dobre lokaty państw nordyckich w międzynarodowych rankingach swobody ekonomicznej.

Naturalnie, nawet w Skandynawii państwo dobrobytu często niesie za sobą dużą dozę nieefektywności. Niemniej, korzyści wynikające z istnienia systemu zdają się przewyższać koszty. Poza tym sama efektywność, choć jest kryterium fundamentalnym dla gospodarki, nie jest przecież kryterium jedynym. Na ludzkie życie i szczęście nie składają się wyłącznie produkcja i czynniki wymierne. A już np. marginalizacja społeczna pociąga za sobą koszty, których często nie sposób ująć w liczby.

Wszystkie przytoczone argumenty wskazują, że państwo dobrobytu może mieć konkretne, poważne zalety. W dobie kryzysu zadłużenia i niekorzystnych zmian demograficznych system ten wymaga zatem nie likwidacji, lecz zręcznej adaptacji i reform albowiem korzyści, o jakie może on wzbogacić mechanizm rynkowy, nie powinno się pochopnie odtrącać.

*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Obecnie praktykant w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej, współpracuje także z portalem UniaEuropejska.org, gdzie pisze artykuły informacyjne i publicystyczne. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.