Newsletter

Dylemat Puchatka

Klaus Bachmann, 17.05.2012
Oto problem Grecji: im bardziej oszczędza, tym bardziej nie może spłacać swoich długów

Strona 1

Oto problem Grecji: im bardziej oszczędza, tym bardziej nie może spłacać swoich długów

„Im bardziej Puchatek szukał Prosiaczka w domu, tym bardziej Prosiaczka tam nie było”. Oto dylemat Grecji: im bardziej oszczędza, tym bardziej nie może spłacać swoich długów. Każda kolejna próba, aby Grecję zmusić do oddania długu, powoduje kurczenie się greckiego PKB, zwiększenie bezrobocia i pozbawia kolejne rzesze Greków siły nabywczej. Siły, która mogłaby nakręcić koniunkturę. Kto ma inwestować w kraju, gdzie przedsiębiorstwa są niewypłacalne, płace realne cały czas spadają i coraz więcej ludzi jest bezrobotnych, więc też nie może konsumować.

Oto różnica między Grecją i pozostałymi krajami strefy euro, które odnotowują wzrost kosztów obsługi długów, jak Portugalia, Hiszpania i Włochy. Tam wzrost kosztu obsługi długu powoduje jedynie, że rządy muszą większą niż dotąd część swego budżetu poświęcić na obsługę tego długu i oszczędzać gdzie indziej. Jednak nie grozi im z tego powodu bankructwo.

Nikt za to nie wątpi, że Hiszpania, Portugalia i Włochy za 5 albo 10 lat będą w stanie opłacić straż pożarną, policję, wojsko i pensje urzędników. Grecja nie może tego robić bez transferów od innych krajów; jej długi wielokrotnie przekraczają wszelkie dochody z eksportu. Dlatego grecki budżet w ostatnich miesiącach był całkowicie uzależniony od przekazów od innych członków strefy euro. Banki posiadające greckie obligacje już spisały 80 proc. greckich długów na straty. Teraz dojdzie jeszcze 20 proc.

To, że kraj, którego gospodarka się kurczy nie będzie w stanie spłacić swoich długów, było wiadome od początku. Kilka tygodni temu niemiecki komentator telewizyjny robił furorę ogłaszając, że Grecja zbankrutuje po wyborach we Francji. Cały wysiłek Merkel i Sarkozy’ego aby uratować Grecję przed bankructwem miał być, według niego, podyktowany chęcią uniknięcia przegranej Sarkozy’ego w wyborach prezydenckich.

Francuskie banki mają nieco więcej greckich obligacji niż niemieckie – upadek Grecji i kłopoty francuskich banków łatwo mogłyby pogrążyć Sarkozy’ego. Teraz i tak przegrał, a wobec wygranej Hollande’a, który sprzeciwia się polityce Merkel, kanclerz Niemiec nie ma już powodu, aby chronić francuskie banki. Europejski Fundusz Ratunkowy starczy, aby stabilizować poziom odsetek, jakie Hiszpania i Portugalia muszą płacić za nowe obligacje. Grecja nie jest zaraźliwa. Jeśli upadnie, szkody dla innych można kontrolować.

Kiedy piszę te zdania, jeden z głównych programów holenderskiej telewizji jest niemal w całości poświęcony temu, co się stanie po bankructwie Grecji. Rok temu było to niewyobrażalne. Teraz jest to wręcz wymarzony scenariusz, który kończy tę niekończącą się historię. Ale co to oznacza dokładnie?

Bez transferów z zewnątrz grecki rząd nie będzie już w stanie wypełniać swoich zobowiązań wobec obywateli: świadczeń społecznych czy wynagrodzeń dla urzędników. Można temu zapobiec tylko w jeden sposób: występując ze strefy euro i wprowadzając swoją własną walutę, którą rząd grecki, nie oglądając się na nikogo, może dowolnie, i bez ingerencji z zewnątrz, drukować. To spowoduje wysoką inflację i natychmiastowy spadek kursu drachmy.

A to z kolei nakręci grecki eksport i dramatycznie zahamuje import – towary z zagranicy będą pewnie kilkakrotnie droższe niż dotąd, a dochody Greków zostaną odpowiednio zredukowane.

Grecja zapewne nie będzie mogła liczyć na kredyt zagranicznych rynków kapitałowych, ale stanie się atrakcyjnym miejscem nowych inwestycji zagranicznych, które będą mogły korzystać z relatywnie niskich płac. Mieszkańcy Hellady będą zarabiać, licząc w euro, o wiele mniej niż dotąd, ale daje to też szansę na redukcję bezrobocia. Z kolei urlop w Grecji będzie nas – turystów spoza Grecji – kosztować ułamek tego, co obecnie.

Duża część europejskiej lewicy domaga się opisanego wyżej scenariusza, wskazując na rosnącą biedę w Grecji. Dotychczasowa polityka zubożała szerokie warstwy, aby chronić dochody zagranicznych banków. Nowa polityka jest nieco mniej korzystna dla zagranicznych banków, które tracą 100 zamiast 80 proc swoich greckich aktywów, ale też spowoduje redystrybucję dochodów wewnątrz Grecji. Czyli: tracą obywatele, którzy mają oszczędności w kraju, zyskują ci, którzy w porę wywieźli swoje oszczędności zagranicę i trzymają tam oszczędności w obcych walutach.