Newsletter

Koronacja

Michał Rzepecki, 10.05.2012
W tym samym czasie, gdy Putin pięknie mówił o prawach i swobodach obywatelskich, funkcjonariusze OMON-u brutalnie je łamali

Strona 1

W tym samym czasie, gdy Putin pięknie mówił o prawach i swobodach obywatelskich, funkcjonariusze OMON-u brutalnie je łamali

Władimir Władimirowicz Putin został 7 maja 2012 r. zaprzysiężony na stanowisku prezydenta Federacji Rosyjskiej. Scenariusz uroczystości, która odbyła się w Sali Andriejewskiej na Kremlu, nawiązywał do ceremonii koronacji cara Aleksandra II.

Wśród zgromadzonych świadków tego spektakularnego powrotu oprócz przedstawicieli wszystkich podmiotów Federacji, najwyższych rangą urzędników państwowych, generalicji, patriarchy Moskwy i Wszechrusi, byli również najwięksi zagraniczni przyjaciele Putina: byli szefowie rządów Włoch i Niemiec – Silvio Berlusconi i Gerhard Schroeder. Zabrakło tylko innego byłego polityka, tym razem z USA – Arnolda Schwarzenegera. Bardziej dziwić mogła jednak obecność Michaiła Gorbaczowa, który dotychczas wydawał się być zdecydowanym krytykiem Putina.

Jego obecność należy jednak tłumaczyć chyba tylko czystą kurtuazją – znalazł się tam jako były prezydent, co prawda Związku Radzieckiego – ale przecież w myśl prawa międzynarodowego Federacja Rosyjska to kontynuator i spadkobierca ZSRR.

Biorąc pod uwagę rozmach, przepych, bizantyjski styl, defiladę pułku prezydenckiego, wieczorne przyjęcie dla ponad tysiąca gości, a także – ze względu na bliskość jakże ważnej dla wszystkich Rosjan daty 9 maja – czterodniowy czas wolny od pracy, inaugurację prezydentury Putina można określić mianem spektakularnej.

Jednakże fakt, że właściwie od czterech lat tego momentu się spodziewano, odbiera całemu wydarzeniu ową, zakładaną przez rosyjskie władze, spektakularność. Prezydencka inauguracja miała stanowić preludium do wielkiego majowego święta (Dzień Zwycięstwa), przy pomocy którego władza pokazuje Rosjanom (przede wszystkim) i całemu światu (w dalszej kolejności) potęgę i chwałę Rosji.

Putin objął urząd składając przysięgę na konstytucję Federacji Rosyjskiej. Słowami roty podniósł do rangi naczelnych zasad demokrację, prawa człowieka i poszanowanie wolności. Do tych wartości nawiązał również w swoim przemówieniu. Podkreślał w nim między innymi, że Rosja to państwo, gdzie każdy może mieć swoje poglądy, to państwo demokratyczne jak żadne inne na świecie, a on sam demokrację kocha i będzie stał na jej straży.

W tym samym czasie prawa i swobody obywatelskie, o których tak pięknie mówił Putin, były łamane przez funkcjonariuszy OMON-u, którzy pacyfikowali oponentów Putina. W ciągu trzech dni aresztowano blisko 450 osób. Każdy, kto miał przypiętą na piersi białą kokardę – symbol sprzeciwu i protestu wobec fałszerstw wyborczych – był szykanowany, bity, aresztowany. Wśród zatrzymanych znalazły się „twarze” antyputinowskiej opozycji, takie jak Aleksiej Nawalany czy Ksenia Sobczak.

Nie pierwszy to w historii Rosji przykład triumfu pozorów nad faktami. XVIII-wieczna wioska potiomkinowska znakomicie odnajduje się również w XXI wieku. Moskiewskie protesty przeciwników „carskiej roszady” – tak można nazwać zamianę stanowisk pomiędzy Putinem a Miedwiediewem – podobnie jak zimowe protesty po sfałszowanych wyborach parlamentarnych nie wzruszą putinowskiego reżimu. I to nawet wtedy, gdy opozycjoniści będą obierać coraz to bardziej pomysłowe sposoby buntu, jak choćby „narodowe spacerowanie” polegające na przechadzkach po parkach, skwerach czy wzdłuż moskiewskich ulic, w trakcie których rozmawia się o sytuacji politycznej Rosji. Nie osiągną sukcesu, przede wszystkim ze względu na wewnętrzne zróżnicowanie i słabość opozycji, przy jednoczesnej konsolidacji i umocnieniu władzy przez Putina.

Dla analityków i komentatorów spraw rosyjskich dużo bardziej niż symbolika inauguracji, wykorzystywana na potrzeby polityki wewnętrznej, czy nieudolność opozycji, istotne są implikacje międzynarodowe powrotu Putina na Kreml. Na pierwszy rzut oka nowy przywódca będzie w autorski sposób kreował politykę zagraniczną. Tak naprawdę jednak nie zmieni się w niej praktycznie nic.

Putin nie jest bowiem nowym przywódcą. To on od 12 lat nadaje ton rosyjskiej polityce. Nawet podczas czteroletniego „urlopu”, kiedy „tylko” stał na czele Rządu FR, nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, kto jest „numerem 1” w Rosji.

Dowodzą tego między innymi ujawnione przez WikiLeaks amerykańskie depesze z czasów administracji Baracka Obamy, w których to właśnie premiera Putina określano mianem „samca alfa”, a tandem Putin-Miedwiediew przyrównywano do komiksowych bohaterów Batmana i Robina (Miedwiediew, mimo iż był formalnie pierwszą osobą w państwie, uważany był jedynie za pomocnika Putina).