Newsletter

Kiedy „stare” partie zawodzą

Dominika Sztuka, 09.05.2012
Każdy głos oddany na Piratów to psikus dla rządzących, któremu towarzyszy bardzo proste, acz wymowne przesłanie skierowane do politycznego establishmentu: mamy was szczerze dość

Strona 1

Każdy głos oddany na Piratów to psikus dla rządzących, któremu towarzyszy bardzo proste, acz wymowne przesłanie skierowane do politycznego establishmentu: mamy was szczerze dość

Ostatni weekend zdecydowanie stał pod znakiem wyborów. Do urn poszli Francuzi i Serbowie, którzy wybierali – odpowiednio – nowego lokatora Palais de l’Élysée i Palata Srbije. Oraz Grecy, którzy zadecydowali o nowym składzie Wuli ton Ellinon, czyli greckiego parlamentu.

To nie koniec: Niemcy wybrali nowe władze w landzie Schleswig-Holstein, a Włosi i Libańczycy głosowali w wyborach samorządowych. Tak się złożyło, że na własne oczy mogłam przyjrzeć się lokalnym wyborom u naszych zachodnich sąsiadów. Jak wyglądały i co znaczy batalia o Landtag w Schleswig-Holstein?

Ten najbardziej na północ wysunięty kraj związkowy Niemiec, którego gospodarka przez dziesięciolecia oparta była na przemyśle stoczniowym, tradycyjnie stanowił bastion socjalistów z SDP. Sytuacja uległa zmianie w 2009 r., kiedy to chrześcijańscy demokraci z CDU zwyciężyli wybory i wraz z liberałami z FDP stworzyli koalicję rządzącą.

Centroprawicowy rząd nie przetrwał jednak pełnej kadencji. Przyczyną były nieprawidłowości w liczeniu głosów oraz niewłaściwa alokacja miejsc w Landtagu. Otóż źle policzono głosy i na tej podstawie błędnie przydzielono miejsca w parlamencie, wobec czego zarządzono przyspieszone wybory, które odbyły się w minioną niedzielę.

W ciągu trzech lat polityczna rzeczywistość w Schleswig-Holstein zmieniła się bardzo wyraźnie. Na szczeblu regionalnym przede wszystkim dwa czynniki wpłynęły na zmianę partyjnego układu sił.

Po pierwsze, dług publiczny landu przekroczył 28 miliardów euro. Po drugie, rok temu, w Kilonii, stolicy kraju związkowego, miał miejsce skandal, który zdecydowanie osłabił chrześcijańskich demokratów. Media doniosły, iż lider CDU w landzie oraz deputowany Landtagu, Christian von Boetticher miał romans z szesnastolatką. Pomimo rezygnacji skompromitowanego w oczach konserwatywnego elektoratu polityka, poparcie i zaufanie dla CDU nie spadło.

Jakby lokalnych problemów było mało, ostatnie trzy lata obfitowały również w inne, niekorzystne dla CDU wydarzenia na płaszczyźnie krajowej, europejskiej i, szerzej, globalnej. Katastrofa w elektrowni jądrowej w Fukushimie sprzed roku wyraźnie wzmocniła Partię Zielonych, tradycyjnie sprzeciwiającą się wykorzystywaniu energii atomowej.

Co więcej, świat i Europę ogarnął kryzys gospodarczy, a sposoby na walkę z nim oraz inicjatywy w kierunku ratowania strefy euro proponowane przez kanclerz Angelę Merkel nie wszystkim Niemcom przypadły do gustu. Część niezadowolonych z aktualnej sytuacji polityczno-gospodarczej zasiliła szeregi Piratów – antyestablishmentowej, populistycznej partii protestu, która powstała w 2006 roku.

Powyższe wydarzenia zaowocowały nie tylko spadkiem poparcia dla CDU, ale również, a może przede wszystkim, prawie całkowitą marginalizacją w Schleswig-Holstein jej koalicjanta FDP. Liberałowie utracili przede wszystkim głosy młodego elektoratu, który zwrócił się ku Zielonym oraz Piratom. Jeszcze kilka tygodni temu sondaże wskazywały, iż FDP w ogóle nie przekroczy progu wyborczego i tym samym nie wejdzie do Landtagu.

Biorąc pod uwagę niekorzystne okoliczności, centroprawica wzięła się na poważnie do pracy. W myśl zasady „wszystkie ręce na pokład” w tym drugim najmniejszym landzie Niemiec zaangażowano w kampanię wyborczą pierwszy polityczny garnitur. Do głosowania na CDU namawiała sama kanclerz Angela Merkel, biorąc udział w kilkunastu politycznych konwencjach na terenie kraju związkowego.

Pani kanclerz wygłosiła dziesiątki mobilizujących przemówień, ani przez moment nie dając odczuć mieszkańcom nawet najmniejszych miejscowości landu, że ich sprawy mogłyby mieć mniejsze znaczenie niż te, które rozgrywają się w świecie wielkiej polityki. „Gdybym nie wiedział, że to kanclerz Niemiec, pomyślałbym, że to jedna z mieszkanek Tornesch, która przyszła na konwencję CDU” – powiedział jeden z uczestników wiecu chadeków kończącego kampanię wyborczą w Schleswig-Holstein. I właśnie na tej niesamowitej naturalności i swojskości polegać ma fenomen Merkel, która utożsamia się z ludem, a nie z politycznymi salonami.

Również liberałowie wykorzystali w walce o polityczne „być albo nie być” najcięższy polityczny kaliber. Niezwykle popularny w Schleswig-Holstein, lokalny lider FDP Wolfgang Kubicki, odbył nie tylko setki spotkań z mieszkańcami landu, ale również uczestniczył w dziesiątkach telewizyjnych talk-show o lokalnym i krajowym zasięgu, starając się przekonać wyborców, by 6 maja oddali głos na jego partię.

W walce o przetrwanie FDP towarzyszyła mu wschodząca gwiazda niemieckiej polityki, wicekanclerz Niemiec, minister gospodarki i technologii w rządzie Merkel oraz przewodniczący liberałów Philipp Roesler. Urodzony w Wietnamie, a następnie adoptowany przez niemiecką rodzinę polityk znany jest jako niezwykle charyzmatyczny mówca, który potrafi porwać za sobą tłumy.

Pozostałe partie również nie próżnowały. Socjaliści – podobnie jak ich oponenci z prawicy – postanowili wykorzystać w kampanii swojego lidera i szefa SPD Sigmara Gabriela. Pojawiał się on jednak w Schleswig-Holstein zdecydowanie rzadziej od kanclerz Merkel. Socjaliści bowiem przewidywali dobry wynik wyborczy na podstawie sondaży i zdecydowali się oszczędzać siły swojego lidera.