Newsletter

Z Berlina: Wypalony jak Niemiec

Weronika Przecherska, 07.05.2012
Wypaleni zawodowo kosztują niemiecką gospodarkę 6,3 mld euro. Aż 3 mld euro rocznie wydaje się na ich leczenie. Zwolnienia lekarskie pochłaniają kolejne 3,3 mld euro

Wypaleni zawodowo (z ang. burn out) kosztują niemiecką gospodarkę 6,3 mld euro. Aż 3 mld euro rocznie wydaje się na ich leczenie. Zwolnienia lekarskie pochłaniają kolejne 3,3 mld euro. Burn out jest też główną przyczyną przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Szacuje się, że na syndrom wypalenia zawodowego cierpi już ok. 9 mln Niemców.

Skoczek narciarski, Sven Hannawald, opowiadając o końcu kariery na skoczni ostrożnie dobiera słowa w dokumencie nakręconym dla „Spiegel.tv”. Ulubieniec publiczności pozornie bez emocji mówi o wyczerpujących treningach, życiu w blasku fleszy i sportowych zwycięstwach. Kamera rejestruje jednak każdy grymas jego twarzy, gdy wspomina niekończące się problemy ze snem, ciągłe zmęczenie, brak radości i poczucia sensu życia. Skoczek przyznaje, że przyczyną odejścia ze sportu było wypalenie zawodowe.

Hannawald nie jest wyjątkiem. W ostatnich latach coraz więcej gwiazd niemieckiej sceny, nauki czy polityki publicznie mówi o cenie, jaką przyszło im zapłacić za sukces. Wśród dotkniętych problemem jest m.in. specjalistka do spraw komunikacji, najmłodsza profesor w historii Niemiec i zadeklarowana lesbijka Miriam Meckel, charyzmatyczny lider zespołu PUR Hartmut Engler czy polityk SPD Matthias Platzeck. Gwiazdy nie tylko łamią tabu, mówiąc o swoim wypaleniu, ale też obrazują problem trapiący niemieckie społeczeństwo.

Szacuje się, że z powodu wypalenia zawodowego cierpi dziś 9 mln Niemców. Problem dotyka przede wszystkim ludzi ambitnych, oddanych pracy. Perfekcjonistów, którzy nigdy nie odpuszczają i nawet w czasie wolnym nie pozwalają sobie na odpoczynek. Nadmiar obowiązków i wygórowane ambicje sprawiają jednak, że buntuje się ciało i psychika. Początkowo niewinne objawy z dnia na dzień pogarszają jakość życia. Praca przestaje być źródłem satysfakcji. Pojawiają się problemy ze snem, depresja i wyczerpanie.

Dziś już nikt nie mówi w Niemczech o wypaleniu zawodowym z przymrużeniem oka. Media biją na alarm. Burn out to przecież nie tylko problemem psychologiczny, to także problem niemieckiej gospodarki. Jak wynika z raportu kasy chorych Barmer GEK przytaczanego przez „Der Spiegel”, liczba osób zgłaszających się do lekarza z powodu depresji i wypalenia zawodowego wzrosła w ciągu ostatnich 20 lat o 129 proc.

Związane z tym wydatki są ogromne. Według opublikowanych w 2009 roku badań zakładowych kas chorych, „wypaleni” kosztują niemiecką gospodarkę 6,3 mld euro. Aż 3 mld euro rocznie wydaje się na leczenie dotkniętych tym syndromem. Zwolnienia lekarskie pochłaniają kolejne 3,3 mld euro. Burn out jest też główną z przyczyn przechodzenia na wcześniejszą emeryturę.

Problemy zaczynają się już na studiach. Jak podaje tygodnik „Die Zeit”, szacuje się, że ok. 83 proc. niemieckich studentów jest przepracowanych i przemęczonych. Wśród przyczyn tej sytuacji psychologowie wymieniają przede wszystkim wprowadzenie reformy bolońskiej i nadmiar obowiązków. Niemieccy studenci mają coraz większe kłopoty z koncentracją i nauką.

Po wejściu na rynek pracy absolwentom jest jeszcze trudniej. Konkurencja i zbyt duża presja sprawiają, że praca dla większości z nich jest tylko źródłem stresu. W rozmowie z Instytutem Obywatelskim dyrektor polityki rynku pracy w niemieckim Instytucie Badań nad Pracą IZA Hilmar Schneider przyznaje, że na pracownikach spoczywa dziś zbyt wielka odpowiedzialność. Zakres obowiązków w firmach nie jest jasno wytyczony.

Otóż zatrudnieni otrzymują od swoich przełożonych zadania do wykonania, nie daje im się przy tym wzorców, według których powinni postępować. Wypalenie zawodowe to dla badacza nic więcej, jak dowód na nieradzenie sobie z odpowiedzialnością. Schneider podkreśla także, że w świecie nieograniczonych możliwości trzeba nauczyć się stawiać sobie granice. Tym bardziej, że w dobie telefonów komórkowych i internetu coraz trudniej będzie oddzielić pracę od życia prywatnego.

Jednak nie tylko praca jest źródłem coraz gorszego samopoczucia Niemców. Trudniej przychodzi im też wypoczynek. Aż 58 proc. Niemców deklaruje w badaniu przeprowadzonym przez GfK w Norymbergii i przytaczanym przez dziennik „Frankfurter Rundschau”, że pracują nawet podczas urlopu. Niemiecki psychoterapeuta Manfred Lütz w programie „Kwartet filozoficzny” diagnozując niemieckie społeczeństwo stwierdza, że przepracowanym brakuje czasu na tzw. „fazy przejściowe”. O co chodzi?

Nie potrafią tak po prostu nic nie robić. Nawet w wolnym od obowiązków zawodowych czasie stale skupiają się na poprawianiu i usprawnianiu swojego życia. Perfekcję przedkładają nad spontaniczność. Prowadzący program, kontrowersyjny filozof Peter Sloterdijk wtóruje, że jednocześnie tęsknią za tym, by wreszcie nie musieć ze sobą konkurować.

Jednak w dobie portali społecznościowych trudno jest nie dokonywać porównań. Weryfikowanie swoich osiągnięć czy nawet sposobu spędzania wolnego czasu przez pryzmat dokonań innych nie zawsze prowadzi do optymistycznych wniosków. Przecież zawsze ktoś ciekawej spędził weekend, ma lepszy samochód, zamożniejszego partnera.

Filozof Michael Hampe porównuje życie współczesnego człowieka do nieustającej olimpiady. I nie można odmówić mu racji. Pytanie tylko, co jest wygraną w tym wyścigu…

*Weronika Przecherska – ekspertka ds. polityki Niemiec, analityk polityczny w Instytucie Obywatelskim. Interesuje się dyskursem i komunikacją polityczną.