Newsletter

Gdzie te strachy?

Jan Zadowolony, 03.05.2012
1 maja Polska stała się oficjalnie członkiem Unii Europejskiej. To jest wspaniały powód do radosnego świętowania

3 maja czcimy rocznicę ustanowienia konstytucji. Pierwszej w Europie i drugiej w świecie, ale konstytucji, która nie weszła w życie, bo została uchwalona tuż przed ostateczną utratą przez Polskę niepodległości. Konstytucja 3 maja była więc zawsze tylko piękną obietnicą i jej przypominanie miało podnosić na duchu naród bez własnej państwowości. W wolnej Polsce bardziej stosowne byłoby czczenie czegoś, co zakończyło się sukcesem.

W tym dniu obchodzimy też rocznicę (w tym roku 60.) powstania Radia Wolna Europa. To na pewno był sukces. Wprost trudno sobie wyobrazić, jak mizerny byłby w PRL dostęp Polaków do podstawowych informacji o kraju i świecie bez RWE (i oczywiście innych zachodnich stacji radiowych nadających po polsku: prekursora RWE – Radia Madryt, Głosu Ameryki, Deutsche Welle, Radia Watykan, BBC, od stanu wojennego RFI).

Radio to nie tylko informowało, ale parokrotnie w istotny sposób bezpośrednio wpłynęło na przebieg politycznych wydarzeń w naszym kraju. Bez audycji Józefa Światły (ważnego funkcjonariusza bezpieki, który w grudniu 1953 roku uciekł na Zachód) „Za kulisami bezpieki i partii” stalinizm w Polsce na pewno skończyłby się później. Na pewno też inny byłby – być może krwawy jak na Węgrzech – przebieg polskiego października, gdyby nie rozważna postawa polskiej sekcji RWE. Ale Radio Wolna Europa też miało sens wyłącznie w czasach nienormalnych.

Święto 3. Maja nieomal sąsiaduje z dawnym Świętem Pracy, które w czasach komunizmu było karykaturą święta. Szczęśliwym trafem właśnie 1 maja Polska stała się oficjalnie członkiem Unii Europejskiej. To jest wspaniały powód do radosnego świętowania i dla mnie trzydniowy (bo przecież 2 maja mamy Dzień Flagi) ciąg świąt stoi pod tym właśnie znakiem.

W najgorszych czasach PRL obowiązkowym elementem pochodów pierwszomajowych były karykatury „podżegaczy wojennych”, „kułaków” i innych „wrogów ludu”. Czasami sobie myślę, że i dzisiaj przydałaby się taka szopka, na przykład w postaci przypominania wypowiedzi przeciwników przystąpienia Polski do Unii. Mariana Piłki, Marka Jurka, Jana Łopuszańskiego, publicystów „Naszego Dziennika”, aktywistów byłej „Samoobrony”…

Byłby to humor mało wyszukany, ale za to niesłychanie pedagogiczny. Zderzenie obecnej rzeczywistości, po ośmiu latach członkostwa, z zagrożeniami i klęskami przepowiadanymi przez przeciwników akcesji, poza akcentami ludycznymi – być może choć trochę zawstydziłoby wszystkich tych polityków, którzy teraz też wieszczą kolejne klęski i proponują ekscentryczne środki zaradcze.

Na przykład Leszka Millera, który 1 maja powiedział, że Polacy nie pytają jak żyć, tylko jak dożyć do emerytury. Albo Janusza Palikota, który receptę na bezrobocie widzi w budowaniu fabryk przez państwo, i który obiecuje „pełne zatrudnienie”.

Oczywiście wiem, że ich nic nie zawstydzi. U polityka elastyczność poglądów to raczej pozytywna cecha, pod warunkiem, że w ogóle ma się trwałe poglądy. Jeżeli ktoś płynnie przechodzi od pochwały podatku liniowego do propozycji 50-procentowego podatku dla najbogatszych, albo od tygodnika „Ozon” do zdejmowania krzyża w Sejmie – to jedynym jego trwałym poglądem jest chęć dorwania się do władzy. A co z nią potem zrobi – to sprawa drugorzędna.