Newsletter

Drugiego maja wywieszę flagę

Helena A. Jędrzejczak, 01.05.2012
Flaga jest potrzebna. Tak po prostu. Jako symbol obywateli dużego, wolnego kraju, dumnego ze swej historii i cieszącego się współczesnością.

Jadę rowerem przez Szwecję. Przed każdym domem stoi maszt z flagą. Przechodzę mazurską polną drogą obok letniego domku Norwegów. Granatowo-czerwona flaga dumnie łopoce na wietrze. Płynę na bałtycki rejs. Polska bandera jest najlepszą ozdobą jachtu. Idę uliczką willowego osiedla. Albo alejką dowolnej podwarszawskiej czy podkrakowskiej miejscowości. I wiem, że moje oczy nie zobaczą żadnej flagi i to nie dlatego, że kiepsko jej wypatruję.

Trudno krytykować kogokolwiek za powszechną i nieszkodliwą praktykę, a właściwie – brak praktyki. Skandynawska tradycja czy też obyczaj wywieszania albo stawiania flagi przed domem, w oknie albo na maszcie, w Polsce w tej chwili jest po prostu nieobecna. Popularne w Norwegii czy Finlandii najróżniejsze przedmioty z narodową flagą w Polsce są niemal zastrzeżone dla sportowych (dobrze, że nie tylko piłkarskich!) kibiców albo zagranicznych turystów. Człowiek z miniaturową flagą wpiętą w klapę marynarki z dużym prawdopodobieństwem okaże się posiadaczem poglądów endeckich. A z tym też mi bardzo nie po drodze.

Za polską flagę ginęli bohaterowie. Polską flagę zatykano na szczytach pierwszy raz zdobytych gór i z radością wywieszano po odzyskaniu niepodległości. Kiedy oglądam scenę z „Katynia” Wajdy, w której ruski sołdat rozrywa biało-czerwoną flagę na pół, z białej czyniąc onucę, stają mi łzy w oczach. Kiedy słucham słów hymnu – też. Wiem, jak wielu zniosło cierpienia, prześladowania albo poniosło śmierć za te barwy i słowa. I darzę je właściwym narodowym symbolom szacunkiem.

Ale dzisiaj biało-czerwona flaga jest albo zaklętą świętością albo narzędziem walki politycznej.  Przedmiotem magicznym, służącym do odprawiania obrzędów mających na celu odpędzenie albo przezwyciężenie obcych. Symbolem nie łączącym, ale wykluczającym ze wspólnoty tych którzy mają też inne świętości, którzy po prostu chcą tutaj, czyli w Polsce, żyć i płacić podatki. My, zwykli, porządni obywatele, musimy flagę odzyskać. Musimy móc się nią cieszyć nie tylko wtedy, gdy wygrywa Justyna Kowalczyk albo Adam Małysz. Zwłaszcza, że ten ostatni już nie startuje.

Flaga jest potrzebna. Tak po prostu. Jako symbol obywateli dużego, wolnego kraju, dumnego ze swej historii i cieszącego się współczesnością. Jako wyraz pamięci o tych, którzy za jej barwy oddali życie i jako znak uznania naszej własnej wartości. Nie wyższej od tych, których flaga jest żółto-niebieska, biało-granatowo-czerwona albo czarno-żółto-czerwona. Wartości po prostu, a nie szukającej porównania z innymi. Tylko ten, kto czuje się dobrze sam ze sobą, może dobrze i skutecznie współpracować z innymi.

Potrzebujemy symbolu, który będzie nas, polskich obywateli, jednoczył. Który będzie zapraszał innych i symbolizował to, co w naszej historii najlepsze. Mamy taki symbol. Musimy go tylko odczarować. Nie traktować jako dobra dostępnego tylko tym, którzy zdadzą egzamin z polskości albo jako symbolu polskiej reprezentacji olimpijskiej. Uczynić dostępnym (mentalnie!) wszystkim tym, którzy będą pamiętać poległych na polu chwały i którzy będą umieli się cieszyć, że dziś sami nie muszą tego robić. Tak po prostu, na co dzień, po skandynawsku traktując wywieszenie flagi jako normalny gest zadowolonego mniej lub bardziej obywatela. Zanim tak się stanie, minie dużo czasu. Na razie flaga ma swoje święto. Dzień, w którym ja, Ty i każdy zwykły obywatel może się nią cieszyć, bez obawy uznania za kibola/endeka/człowieka nadmiernie zapatrzonego w przeszłość – niepotrzebne skreślić. Ten dzień przypada drugiego maja. Ja wtedy wywieszę flagę. A Ty?

Helena A. Jędrzejczak – pracuje w Centrum Nauki Kopernik.

 

tekst był opublikowany na stronie www.instytutobywatelski.pl 2 maja 2011